Szablon stworzony przez Arianę dla Wioski Szablonów | Technologia Blogger | X

piątek, 6 maja 2016

"Uwalniacz śmiechu."

  Hermiona szybko przywykła do nowego planu dnia. Wstawała wcześnie i dbała o pierwszaków, by jedli śniadania, by nikt im nie dokuczał, by nie zgubili się w Hogwarcie. W dodatku nauczyciele nie odpuszczali nawet na początku. Jednym słowem miała ręce pełne roboty. Mimo, że nie było to dla niej wielki problem, bardzo się ucieszyła, gdy w piątek wieczorem usiadła wraz z Harrym przy kominku w Pokoju Wspólnym. Wypatrywała Freda, ale nie mogła go nigdzie znaleźć. Przez cały tydzień nie spotkała się z nim, nawet nie zamieniła słowa. 
-Co jest?-Zapytał Harry. Wyraźnie widział, że coś się dzieje.
-Nie spotkałeś dziś Freda?
-Aaa, więc o to chodzi. Nie, nie widziałam go.
-Przez cały tydzień z nim nie rozmawiałam. Miałam nadzieję spotkać go tu.-Dosiadł się do nich Ron i zaczął dyskutować z Potterem o szachach dla czarodziejów. Granger już ich nie słuchała. Wzrok miała wlepiony w drzwi wejściowe i nagle go ujrzała. Krawat miał poluzowany, włosy rozczochrane, ręce w kieszeni i uśmiech na twarzy. Był z Georgem i Lee. Natychmiast podbiegła do nich.
-Cześć.-Powiedziała rozpromieniona. Jednak Fred zrobił się blady. George odpowiedział jej uśmiechem, ale Jordan patrzył na nią zdziwiony. Nie zrozumiała tego.
-Przejdziemy się?-Zwróciła się do Freda. Lee parsknął śmiechem. Wszyscy patrzyli na tę scenę. 
 Fred?- Do Granger nadal nie docierało, że Weasley nie powiedział nikomu, że są razem. Złapał Hermionę za łokieć i wyprowadził z Pokoju Wspólnego. 
-Fred, o co chodzi?-Spytała poirytowana. 
-Hermiono....widzisz...bo...ja...-Zaczął się jąkać i miał nadzieję, że zrozumie to, co on chce jej przekazać, bez wypowiadania tego na głos.
-Fred!-Hermiona się wkurzyła.
-Nie powiedziałam nikomu, że jesteśmy razem.-Wydukał na jednym wdechu. Granger zrobiło się przykro, ale robiła dobrą miną do złej gry.
-To teraz im powiedz.-Tego się nie spodziewał.
-Mam tam wejść i powiedzieć "cześć, to moja dziewczyna"?
-Byłaby naprawdę super.-Weasley widząc, że dziewczyna nie żartuje, postanowił to wszystko obrócić w żart i spróbować ją udobruchać.
-Przecież wiesz, że każdy by mi ciebie zazdrościł. Nie mogę sam siebie skazać na gniew wszystkich Gryfonów.-Nie podziałało.
-Wstydzisz się mnie.-Oznajmiła.
-Nie! Oczywiście, że nie!
-Ja nie pytam. Ja stwierdzam fakty.-Odwróciła wzrok.
-Hermiono...-Ujął jej podbródek. Próbowała się wyrwać, ale jego dotyk działał na nią kojąco.-Ja..ja nie wiedziałem, jak im to powiedzieć. Poza tym nikt mnie o to nie pytał. Proszę cię, nie kłóćmy się o takie bzdury.-Dla Gryfonki to nie były bzdury, ale, jak mogła dłużej gniewać się  na swojego chłopaka?
-Co teraz zrobimy?- Fred wiedział, że rzeczywiście trochę wstydził się przyznać, że chodzi z Hermioną, ale postanowił to zmienić. Ujął jej rękę.
-Wejdziemy tam.-Głową wskazał Pokój Wspólny.
   Jakież było zdziwienie, gdy największa prymuska wchodzi wraz z największym łobuziakiem. W dodatku uśmiechają się od ucha do ucha i trzymają się za ręce. Cały Gryfindor przeżył szok. Fred co prawda miał sztuczny uśmiech. Wcale nie miał ochoty paradować przed wszystkimi w towarzystwie Hermiony. Czuł się speszony, ale skoro jej tak na tym zależało...
   Usiedli przy kominku i zaczęli rozmawiać o minionym tygodniu. Fred odpowiadał półsłówkami. Nagle oznajmił, że ma coś dla Gryfonki i szybko po tej pójdzie. Granger bardzo się ucieszyła. Liczyla na jakiś prezent, ale to co przyniósł Weasley zasmuciło ją.
-Trzymaj.-Wręczył jej pergamin.- Muszę napisać na poniedziałek esej dla Snape. Temat masz tutaj.-Wskazał palcem.- Tobie to zajmie najwyżej trzy godzinki, a ja nad tym bym siedział cały weekend.
Miała wielką ochotę, by rzucić w niego tym, ale się powstrzymała.
-Okej.-Uśmiechnęła się, ale w oczach miała łzy, nie poznawała własnego Freda. Liczyła, że to przejściowy okres, ale nic nie wskazywało na to, że coś miało się zmienić. Czas w Hogwarcie uciekał, a Hermiona ostro pracowała. Nie dość, że musiała odrabiać swoje prace domowe, to jeszcze pomagać Harremu, Ronowi, Ginny, Lavender, Angelinie i Fredowi, który wszystko przynosił podjnie, albo nawet potrójnie! Do tego wszystkiego nie mogła zapomnieć, że jest prefektem. Prawie co dzień była w skrzydle szpitalnym,  z którymś z uczniów. Oczywiście zdawała sobie sprawę czyja jest to sprawka, ale nie umiała powiedzieć tego na głos, również inni uczniowie nie mówili, dlaczego na ich ciele pojawia się wysypka, rośnie im nos i inne jeszcze gorsze rzeczy. 
Jednak nie to ją najbardziej martwiło, a to, że Fred unikał jej. Niechętnie z nią rozmawiał. Nigdzie razem nie byli. Raz, tylko raz udało się Hermionie zaciągnąć go na błonia, na godzinny spacer. 
   Gdy była w fatalnym stanie fizycznym (spała około pięciu godzin dziennie) i psychicznym spotkała Bena.
-Cześć! Słyszałaś, że ma być konkurs z transmutacji? Zgłosiłaś się? Ja już tak! A napisał już esej z... Ej, Hermiono, co się dzieje?- Usiadł przy niej na pustym korytarzu
-Nie mam siły. Jesteśmy tu dopiero miesiąc, a ja się czuję, jakbym była tu całość wieczność bez chwili odpoczynku.- Zwierzyła się Benowi ze swoich problemów i ten zaproponował pomoc, ale odmówiła, zapewniła, że sobie poradzi, że to przejściowy okres, ale Rewson wiedział, że musi baczniej przyglądać się przyjaciółce.
   W połowie października Fred i George wbiegli do pokoju wspólnego z nowym specyfikiem. Tym razem nie szukali chętnego do eksperymentu, tylko sprzedawali jakiś "eliksir". Hermiona nie wytrzymała. Była to środa, a na czwartek musiała napisać jeszcze trzy eseje! W dodatku nieswoje! Nie miała czasu na siedzenie w skrzydle szpitalnym! Podeszła do Freda.
-Co ty wyprawiasz?!
-Ale o co ci chodzi?- Był zimny i obojętny. Już nie widziała w jego oczach tańczących iskierek dobra.
-Jak to o co?! Przez cały czas zatruwacie innych! Dotychczas przymrużałam na to oko, ale już nie mogę! Koniec, rozumiesz?! Piszę dla ciebie esej, jak mam go skończyć, kiedy będę znowu siedzieć w skrzydle szpitalnym!?
-Uspokój się! Nie zachowuj się, jak wariatka!
-Ja mam się uspokoić?!- Była zaskoczona jego zachowaniem i jego postawą. Kiedyś emanowało od niego dobro, życzliwość, może nawet miłość, ale teraz widziała tylko zło.- Nie mogę tego tak zostawić, rozumiesz?! Muszę iść do dyrektora! Muszę donieść na mojego chłopaka!
-Ty do reszty ogłupiałaś! Nigdzie nie pójdziesz!-Nie poznawała go.
-To nie rób tego. Nie rób tego dla mnie.-Błagała.
-Wiedziałaś jaki jestem.- Odwrócił się od niej i zaczął sprzedawać, jaki głosił napis "Uwalniacz śmiechu".
   Miała tego dość, czuła się upokorzona i wykorzystana. Po kwadransie pierwszy uczeń musiał zostać przeniesiony do pani Pomfrey. Oczywiście to Hermiona musiała się nim zająć, bo Ron siedział z Lavender. Nie zależało już jej na niczym, usiadła przy kominku w Pokoju Wspólnym, choć doskonale wiedziała, że powinna być z tym biednym dzieckiem. Nie zdążyła się nad sobie użalać, przyszła po nią Dolores Ummmbridge.        




                                                               PRZEPRASZAM!
  Myślę, że inne słowa byłoby tu zbędne.

5 komentarzy:

  1. Twój blog jest świetny ^^
    Jak go znalazłam, to nie mogłam przestać czytać.
    Nie poznaję Freda, jak on tak może traktować Mione...
    Czekam na kolejny i weeeny :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Już myślałam, że będę skazana na jakieś beznadziejne fanfiction tylko przez to że mało kto pisze o Fremione.
    Wreszcie pojawił sie ktoś kto nie zmienia Freda na zakochanego przydupasa, a Hermiony na jakąś średnio inteligentną dziewoję. Pisz koniecznie dalej!

    OdpowiedzUsuń
  3. Dziękuję za wszystkie miłe słowa. :) Jestem szczęśliwa, że Wam się podoba, postaram się Was dodawać częściej, tym bardziej, że koniec roku się zbliżam i będę miała więcej wolnego czasu. :)

    OdpowiedzUsuń
  4. kocham ciebie i to opowiadanie, serio
    jest inne, oryginalne

    OdpowiedzUsuń
  5. Jest mi niezmiernie miło przyjmować taki komentarz. :) Dziękuję!!! Zapraszam do czytania nowych rozdziałów ;)

    OdpowiedzUsuń