Szablon stworzony przez Arianę dla Wioski Szablonów | Technologia Blogger | X

piątek, 1 września 2017

"Ponownie."

   Gdy Fred się obudził nadal czuł ból z powodu utraty ucha, ale był szczęśliwy, że Hermiona śpi obok niego. Zaczął gładzić ją po włosach i dziewczyna ruszyła się niespokojnie. Zdała sobie sprawę z tego gdzie jest i jakoś nie miała ochoty otwierać oczu. Uległa mu, bo stracił uchu... Ale nie stracił życia i ona dopilnuje tego, by żył. Niech się z niej śmieją, niech mówią co chcą, ona chce być z nim, a on z nią. Nadszedł ich czas. Dopóki nie wyruszy z Harrym i Ronem w poszukiwaniu horkruksów... Nagle przypomniała sobie o Benie i postanowiła wstać ostrożnie i powoli, by nie obudzić Freda. Może uda jej się go przekonać, że to co się wydarzyło jest wytworem jego wyobraźni na skutek zażytych leków?
-Gdzie próbujesz uciec?-Usłyszała głos chłopaka. Może nie warto uciekać przed tym co ich łączy?
-Chciałam sprawdzić co z Benem.-Odpowiedziała zgodnie z prawdą. Odwróciła się do niego, nadal wyglądał marnie.
-Och...W takim razie idź, ale wróć szybko, dobrze?
-A ty jak się czujesz?-Delikatnie przejechała palcami po jego twarzy.

-Póki mnie dotykasz świetnie.-Uśmiechnęła się do niego.
-Naprawdę muszę iść, zobaczyć czy nic mu się nie stało.
-Wiem, rozumiem, ale mam nadzieję, że szybko mi wytłumaczysz o co chodzi kiedy wrócisz.-Tego nie przemyślała. Co Rewson z tym zrobi? Co oni z tym zrobią, przecież to była ich wspólna tajemnica. 
Dziewczyna nic nie odpowiedziała tylko wyszła z domu. Słońce dopiero zaczynało swoją wędrówkę po horyzoncie. Puchon leżał pod jednym z drzew. Wyglądał tak okropnie, że Hermionie pękło serce. Podbiegła do niego. 
-Och, Ben. Przepraszam.
-Nie masz za co.-Ledwo udawało mu się otworzyć usta.
-Powoli wstań.-Złapała go i pomogła mu, oparł cały ciężar swojego ciała na niej. Dobrze wiedziała, że musiał czuć się naprawdę okropnie, bo inaczej nie zrobiłby tego. Udało jej się wprowadzić go do salonu. Fred na widok Bena natychmiast poderwał się z kanapy i choć jeszcze był obalały, a taki nagły zryw w niczym mu nie pomógł, było mu żal Puchona. Na pierwszy rzut oka widać było, że jest w złej kondycji.
-Tutaj Hermiono.-Wskazał dziewczynie kanapie i jak tylko umiał pomógł jej. 
-Co teraz?-Zapytał Weasley.
-Trzeba obudzić Lupina.-Odparła rzeczowo.
-Tak, jasne, już idę.
-Nie! Nie, lepiej będzie jeśli to ja pójdę a ty go pilnuj, dobrze?
-Okej.-Zgodził się.
Po chwili Granger wróciła z Remusem. Oboje wiedzieli, że teraz jest pod dobra opieką. Mężczyzna zajął się nimi, wlewając do jego ust rożne mikstury i machając różdżką.
Pani Weasley uparła się, że jej syn musi znaleźć się w swoim łóżku. Tam obsługiwała go jak tylko mogła, natomiast Hermiona czuwała przy Benie. Stan chłopak był ciężki, ale wierzyła, że Lupinowi uda się postawić Puchona nogi.
Po obiedzie Rewson mógł już mówić, dlatego wszyscy zostali zwołani do salonu, by mógł przyznać się do likantropii. Opowiedział o Finlandii, o ataku śmierciożerców i o walce Hermiony z nimi. O tym, że dzięki niej żyje. Potem o niezwykłym przypadku, rozumie jej głos w trakcie przemiany. Wszyscy słuchali jego opowieści z zapartym tchem. Mówił, że nie mógł uczestniczyć w akcjach właśnie przez przemiany, a potem przeszedł do wczorajszej nocy. Remus tłumaczył, że jego napad szału mógł być spowodowany przez widok wilkołaka, który go przemienił i kontakt z nim. Kiedy wszystko dobiegała końca Hermiona ukradkiem poszła na górę do Freda. Nie chciała słuchać o tym jaka jest dzielna i silna, bo wcale nie jest. Bo ulega Fredowi. Jego mama nie pozwoliła mu zejść na dół, choć sama przyznała, że czuł się już lepiej.
Zapukała lekko do jego pokoju i weszła niepewnym krokiem.
-Mogę?-Spytała.
-Tak, jasne. Myślałem, że już nie przyjdziesz.-Odparł z uśmiechem. 
Dziewczyna podeszła do jego łóżka i złapała go za rękę. On splótł ich palce. Patrzyli na swoje dłonie.
-Opowiesz mi o wszystkim, prawda?-Zapytał z nadzieją.
-Tak.
-W takim razie słucham.-Pociągnął ją za rękę tak, że leżała na nim. Śmiała się.
-Co ty wyprawiasz?-Uśmiech nie schodził jej z twarzy.
-Nic, zupełnie nic.-Opowiedział Fred, który nie mógł oderwać wzroku od jej twarzy. Szykował się jakby do pocałunku. Hermiona chciała przetoczyć się przez łóżko, ale chyba czytał jej w myślach i złapał ją za drugą ręką. Teraz nie miała wyjścia. Przybliżył swoją twarz tak blisko jak było to możliwe. Reszta zależała od Hermiony. Czy też chce tego pocałunku. 
Dziewczyna powoli zbliżyła swoje usta. Kiedy ich wargi wreszcie miały się dotknąć Fred już był gotowy do pocałunku, wtedy Gryfonka wycofała się, ale tylko uśmiechnęła się i Weasley wiedział, że pogrywa z nim, ale znów cierpliwie czekał na pocałunek, który wkrótce nastąpił. Ciepły, spokojny i namiętny. Przeszła ich fala gorąca i poczuli jak wielkie ogniste kula zaczęły umieszczać się w ich ciałach. Hermiona zbliżała się do Freda, by mógł uprzeć głowę o poduszki. Jeszcze nigdy nie byli tak blisko siebie. Zaczęli całować się szybciej. Fred puścił ręce dziewczyny. Mogła położyć je na jego twarzy, natomiast on zajął się jej plecami. Włożył ręce pod jej koszulkę i delikatnie masował dół jej pleców, kręgosłup, łopatki. Całowali się już szybciej i mocniej. Fred przerwał te pocałunki.
-Chyba trzeba zamknąć drzwi, chyba, że chcemy powtórkę z rozrywki.-Przypomniał sobie ostatni raz, kiedy to całowali się, ale nagle weszła pani Molly. Dziś tutaj każdy mógł wejść, a na pewno tego nie chciał, nie chciał tego przerywać. 
-Tak, masz rację.-Wyciągnęła szybko różdżkę ze swoich spodni, odwróciła się do drzwi i wypowiedziała bezgłośnie zaklęcie. Wróciła do całowania Freda. Przeszła do jego szyi i delikatnie pieściła każdy jej fragment. Dla Hermiony to wszystko było nowe, ale Weasley uwalniał w niej wiele rzeczy, w tym też podniecenie, które kierowało nią i jej ciałem. 
Mimo, że Fred miał dość duże doświadczenie, to jeszcze nigdy nie czuł czegoś takiego. Tym razem to nie było kierowane popędem seksualnym, a miłością i to właśnie było tak przyjemne i tak piękne. 
Hermiona słyszała jego cichutkie jęki i nie potrafiła zrozumieć jak ona to robi? Co ona robi takiego, że jest mu przyjemnie? Przecież ich przeszłość... A może przeszłość się nie liczyła? 
Chłopak złapał ją za biodra i powiedział błagalnie.
-Wyjedź ze mną, proszę.-Przestała go całować.
-Przecież wiesz, że...
-Tak, musisz pomóc Harremu, ale należy nam się odpoczynek i należymy się sobie. Ja potrzebuje urlopu szczególnie z tym uchem, a i tobie przyda się odrobina luksusu.-Uśmiechnął się do niej.
-Możemy, ale niedługo ten ślub...
-W takim razie nie traćmy czasu!-Chciał wstać.
-Fred, nie!
-Ale z moim uchem jest wszystko w porządku, zapewniam cię. W końcu go nie mam.-Zapewnił ją.

-Nie mówię tylko o tobie. Jest jeszcze Ben. Nie chcę go tak zostawiać.-Wytłumaczyła mu.
-W porządku, rozumiem cię. W takim razie może jutro wieczorem?
-Jesteś szalony.-Zaśmiała się.-Ale dobrze, jutro, okej, ale to ty masz się wszystkim zająć.
-Oczywiście królewno.-Puścił do niej oko.-A teraz może zechciałabyś mi opowiedzieć o tym co się stało z Benem?
-Ehh...-Westchnęła, przetoczyła się na łóżka i opowiedziała Fredowi historię, która była bardzo podobna do tej, którą usłyszała niedawno z ust Puchona. Weasley przez cały czas wpatrywał się w nią, nie mogąc uwierzyć, że to wszystko wydarzyło się naprawdę.
-Hermiono, czy uczynisz mi powtórnie ten zaszczyt i zostaniesz moją dziewczyną?-Nie wiedziała co powiedzieć. Tego się kompletnie nie spodziewała. Myślała, że Fred znów zacznie ją pytać o szczegóły, czy się bała, może ją przeprosi, ale to? Właśnie leżała na jego ramieniu, dotykając jego uda, on przytulał ją do siebie po gorących pocałunkach, więc to powinno być normalne pytanie, a jednak.
-Hermiono...?-Fred myślał, że dziewczyna od razu zgodzi się, przecież chyba właśnie tego chciała, przecież go pocałowała i przejęła się jego bólem. To powinno ją ucieszyć.-Coś nie tak?
-Nie...Ja po prostu nie spodziewałam się tego.-Powiedziała zgodnie z prawdą.

-Przychodzisz do mojego pokoju, łapiesz mnie za rękę, całujesz mnie, jak nikt inny przedtem i dziwisz się, że chcę z tobą być?!-Był zbity z tropu. Nie tak to sobie wyobrażał. 
-Tak, bo widzisz w przeszłości...-Zaczęła.
-Olać przeszłość Hermiono!-Krzyknął.-Przepraszam, że się uniosłem.-Od razu sprostował.-Ale jaki jest sens w zagłębienie się w to? Przecież wiesz, co tak naprawdę czułem i wszystko ci wytłumaczyłem, przeprosiłem i mogę to robić do końca świata, ale wydawało mi się, że zdążyłaś przyjąć te przeprosiny. Teraz ja wiem wszystko o tobie.-Tutaj zrobił pauzę mając nadzieję, że Gryfonka się odezwie, ale ona milczała jak zaklęta.-Ja naprawdę chcę być z tobą Hermiono. Nie odrzucaj mnie przez przeszłość...albo co gorsza przez to, co przed nami.-Uprzedził jej słowa.-Wiem, że odejdziesz na jakiś czas, ale dam sobie radę właśnie dlatego, że będziemy razem. Będę wiedział, że będziesz walczyć dla mnie, a ja dla ciebie. Możemy się nawzajem wspierać nawet na odległość, dlatego proszę cię, zastanów się nad tym.
-Wcale nie muszę się zastanawiać.-Odparła stanowczo co zabrzmiało bardzo groźnie.
-Nie?-Spytał zaskoczony.
-Nie.-Spiorunowała go spojrzeniem. Zaczął się cały gotować. Co on też najlepszego narobił?-Chcę z tobą być.-Nadal miała skupiony wzrok i ściśnięte wargi.
-To...świetnie.-Fred nie wiedział jak ma się zachować. Nie widział, żeby Granger się cieszyła, ale po chwili szeroko się uśmiechnęła.-Dziwnie się zachowujesz Hermiono.-Jakoś to go nie przekonało.
-Musiałam przetrawić to, co powiedziałeś i wiesz co? Masz rację. Musimy jutro wyjechać razem. Dasz sobie radę z organizacją? Tak? Dobrze?-Nawet nie czekała na odpowiedź tylko wystrzeliła z łóżka.-Tylko chcę, żeby tam było naprawdę gorąco Fred.
-Już ja się o to postaram.-Powiedział łobuzersko. 
-Przestań!-Ofuknęła go.-Masz się postarać Fred, bo jak nie to wrócimy do Nory.-Ostrzegła go. Już miała łapać za klamkę, ale wróciła do łóżka i musnęła jego wargi tak, jak miała to w zwyczaju, ale Weasley zawołał za nią.
-Hej! Właśnie straciłem ucho, może coś więcej?!
-Zawsze musisz wykorzystać wszystkie nadarzające się okazje.-Nachyliła się i jakoś zapomniała, że miała iść, ten pocałunek mógł dla niej się nie kończyć. 
-Chyba miałaś już iść.-Fred powiedział z niekrytym uśmiechem.
-Och, zamknij się Weasley.-Znów przywarła do niego ustami i całowała go bardzo namiętnie. Po chwili się oderwała i uśmiechnęła do niego widząc, że chciałby więcej.
Pomachała mu na pożegnanie i już za drzwiami spotkała George.
-Co za...?!-Urwał w połowie zdania.-A to ty Hermiono.-Nie wiedziała co ma mu powiedzieć, wstydziła się tej sytuacji.
-Witaj.-Starała się, żeby jej głos nie zadrżał. 
-Właśnie się zastanawiałem dlaczego mój braciszek rzucił zaklęcie na drzwi... Myślałem, że warto zawołać mamę.
-Ale chyba tego nie zrobiłeś?-Wtrąciła szybko.
-Nie.-Zaśmiał się.-Nie chodzę z każdym problem do mamy Hermiono. Jestem już dorosły. Poza tym wiedziałem, że jest tego przyczyna, a teraz mam naoczny dowód.-Zlustrowałam ją wzrokiem.
-Przepraszam.-Starała się zachować spokój.
-Wybaczę ci to jeśli Fred nie będzie szczędził szczegółów.-Puścił jej oko, na co ona tylko prychnęła i odeszła do Bena sprawdzić jak się czuje.
-No, no, no...-George zagwizdał.
-Czyżbyś spotkał MOJĄ DZIEWCZYNĘ przy drzwiach?-Szeroko się uśmiechnął.
-Nie, widziałem tylko He...FRED!
-TAK!-Nie krył swojego szczęścia.
-To jest naprawdę niemożliwe co wy razem wyprawiacie, ale, ale...chyba nie wymyślę żadnego ale.
-Chcemy jutro urwać się na kilka dni, chyba mogę na ciebie liczyć?
-Na mnie? Zawsze! Czego ci trzeba?
-Przede wszystkim trzeba odciągnąć mamę, potrzebuję trochę galeonów i żebyś spakował mi torbę.-Bliźniacy uśmiechnęli się do siebie. Fred czuł się w pełni szczęśliwy. George też był zadowolony widząc uśmiech na twarzy bliźniaka. Bardzo martwił się o niego i o to, co stało mu się podczas akcji, ale najwyraźniej nim miał już kto się opiekować.
  Hermiona była przy Benie, który na wpół spał, a na wpół odpoczywał. Kiedy powieki zaczęły jej się kleić powiedział.
-Idź już, prześpij się, przecież siedziałaś tu wczoraj z Fredem.-Nie miała pojęcia skąd o tym wiedział. To było takie oczywiste?
-Siedziałam z nim, posiedzę i z tobą.
-Daj spokój Hermiono, oboje wiemy, że to jego kochasz.
-Ciebie też kocham.-Szybko odparła i...czy ona naprawdę kochała Freda? I chociaż chciałaby odszukać jakiegoś sprzeciwu nie umiała. 
-Wiem...wiem Hermiono, ale nie kochasz mnie tak jak jego, nie mam do ciebie żalu.
-A będziesz miał jeśli powiem ci, że...-Postanowiła wyjawić prawdę.-że jestem z Fredem? Iiii...I chcemy jutro gdzieś wyskoczyć na parę dni?
-Och Hermiono, jesteś niemożliwa.-Myślała, że zaraz dostanie burę od Bena, ale zaskoczyły ją te słowa.-Przychodzisz, żeby prosić mnie o pozwolenie? Przecież dobrze wiesz, że pragnę twojego szczęścia, a twoim szczęściem jest Fred. Nie patrz na mnie, pewnie jeszcze nie raz będę w takim stanie, wtedy to sobie odrobisz.-Spróbował się do niej uśmiechnąć.
-Jesteś wspaniały, wiesz?
-Wiem, dlatego się ze mną przyjaźnisz.-I ona się uśmiechnęła,a po chwili poszła do pokoju Ginny gdzie znów miała spać. 
  Hermiona obudziła się wcześnie i zaczęła się szybko pakować. Miała nadzieję, że uda im się teleportować po obiedzie. Gdy skończyła zasuwać torbę i właśnie miała zejść na śniadanie ktoś zapukał do drzwi,a następnie bez zaproszenia wszedł. 
-Szybko Hermiono!-Był to George.
-Co się dzieje?! Coś z Fredem?! Z Benem?!
-Nie! Nic im nie jest. Mamy nie ma w domu i teraz jest idealny moment, żebyście się teleportowali. 
-Jak mogłeś mnie tak wystraszyć?!-Zaczęła okładać go poduszkę. Jej ciśnienie wróciła do normalnego rytmu, ale nie mogła zrozumieć dlaczego George chciał jej zawału. 
-Ej, co tutaj się dzieje?-Nagle zjawił się Fred.-Mogę wiedzieć co robisz Hermiono?-Zapytał rozbawiony.
-Lepiej zapytaj się swojego braciszka dlaczego chce mojego zawału!
-Zawału?! Hermiono!-George złapał poduszkę powstrzymując kolejny atak na siebie. 
-Wystraszyłeś mnie! Wpadłeś tutaj i kazałeś się pospieszyć! Skąd mogłam wiedzieć o co ci chodzi?!
-Wystarczyło mnie wysłuchać...-Hermiono sięgała po kolejną poduszkę dlatego podniósł ręce w geście obronnym i wycofał się z pokoju. 
-Och Hermiono...-Fred westchnął cicho i przytulił się do dziewczyny. Na co i ona oplotła go swoimi ramionami.-To jak? Lecimy? 
-Jasne, chcę się tylko pożegnać.
-Oczywiście, zniosę twój bagaż na dół. 
Hermiona uściskała się z domownikami, kazała na siebie uważać i pisać gdyby coś się stało. Życzyli im udanego odpoczynku. Harry nie był zadowolony z obrotu sprawy, ale przyrzekła mu, że wróci przed weselem, a po nim jest do jego całkowitej dyspozycji. 
Fred złapał jej rękę i szybko teleportował za nim wróciłaby jego mama.
   Hermiona wiedziała, że Fred postara się, ale nie sądziła, że, aż tak. 





Drodzy czytelnicy!
Dzisiaj kończy się cała seria naszego kochanego Pottera, dokładnie mija 19 lat, ale on na zawsze pozostanie w naszych sercach. Dla mnie ta historia nigdy się nie skończy.
Jak podoba Wam się post? Co sądzicie o takim zwrocie akcji? Liczę na Wasze komentarze i życzę udanego roku szkolnego. ;)
                                         Pisarka


czwartek, 24 sierpnia 2017

"Akcja."

  Hermiona gardziła samą sobą, że już po raz kolejny zaczęła grać w grę, w której to Fred rozdawał karty i kpił sobie z niej. Dostała od niego 10 listów. Żadnego z nich nie przeczytała, od razu wrzucała je do kominka w pokoju wspólnym. Wszyscy jej znajomi widzieli co się dzieje, ale nie wiedzieli jak powinni zareagować. Na wzmiankę imienia chłopaka, który tak ją zranił, odchodziła. Granger miała już dość, koniec. Teraz liczy się tylko Harry i to, co ich czeka.
Na spotkaniu Gwardii Dumbledore nagle usłyszeli jakieś szmery za ściany, która raptem się zawaliła. Stała tam Dolores wraz z Brygadą. Hermiona i Ben nadal byli zmuszeni uczęszczać na jej spotkania, ale jak tylko mogli oszukiwali z patrolami. Tak było i tym razem. Jednak nikt ich nie podejrzewał o to, że wydali Gwardię, nikt nie musiał spekulować na ten temat. Za chwilę ich oczom pokazała się Cho Chang. Dumbledore został usunięty ze stanowiska dyrektora. Zresztą i tak częściej ostatnio go nie było w szkole.
Wszyscy słono za to zapłacili. Miesięczny szlaban u Umbridge wiązał się z piórem, ale nie dali po sobie poznać cierpienia. Mimo, że ich grupa została rozwiązana oni nadal walczyli. 
  Niedługo po tym zajściu Potter miał wizję, w której Voldemort torturował Syriusza. Hermiona próbowała z nim rozmawiać i wytłumaczyć, że Ten, Którego Imienia Nie Wolno Wymawiać mógł specjalnie podsunąć tę wizję Gryfonowi, ale ten nie chciał tego słuchać. Nie mieli do kogo się zgłosić i nie mieli czasu na tłumaczenia. Postanowili wkraść się do gabinetu Dolores, ale niestety zostali przyłapani przez dyrektorkę. Dowiedzieli się wtedy, że Cho wydała ich tylko pod wpływem veritaserum. Profesorka chciała również na nich użyć tego eliksiru, ale przesłuchała już tak wiele osób, że zużyła całe zapasy. Chciała torturować Pottera, ale wtedy Hermionie przypomniało się coś. Graupek. Brat Hagrida ukryty w zakazanym lesie. Gajowy pokazał go im i prosił, żeby zatroszczyli się nim. Wraz z Harrym zaprowadzili Umbridge do niego, do "sekretnej broni Dumbledore". Jednak go tam nie było. Dolores wpadła w szał. Przed jej atakiem uratowali ich centaury. Nagle pojawił się olbrzym. Harry i Hermiona uciekli stamtąd z powrotem do Hogwartu. Gwardia postanowiła użyć proszku Fiuu. To była pełnia, Ben już się źle czuł, nie chciał psuć całej akcji ani wydać swojej tajemnicy dlatego pod pretekstem krycia ich został. W dodatku postanowił zawiadomić Albusa Dumbledore. 
W Ministerstwie Magii, bo właśnie tam miał znajdować się Syriusz znaleźli się już po chwili. Tak, jak podejrzewała Hermiona to była manipulacja. Nikogo tam nie zastali, ale tylko do czasu. Harry dowiedział się, że to on jest Wybrańcem, a po chwili zjawili się śmierciożercy. Doszło do walki. Ben zawiadomił również członków Zakonu Feniksa, którzy się tam pojawili i pomogli nastolatkom. W tej walce zginął Syriusz, obok swojego chrześniaka. Zabity przez Bellatriks Lestrange. Harry zaczął biec za kobietą. Pojawił się Lord Voldemort, a po chwili również Albus Dumledore. Dwóch najpotężniejszych czarowników na świecie stoczyło ze sobą pojedynek. Nagle pojawili się pracownicy ministerstwa i Lord Voldemort musiał uciekać. Cały magiczny świat uwierzył już Gryfonowi i Albusowi.
  Po tych wydarzeniach wszyscy zostali pod opieką pani Pomfrey a rodziny uczniów, którzy brali udział w bitwie mogły ich odwiedzić. Hermiona nie zgodziła się, żeby informować jej rodziców. Nic jej nie było i nie chciała ich martwić. Poza tym oni nie mogli przebywać w Hogwarcie. Rok szkolny niedługo miał się skończył dlatego wolała porozmawiać z nimi we wakacje. Oczywiście Ginny postanowiła odwiedzić cała rodzina i kiedy Granger dowiedziała się o tym uciekła ze skrzydła szpitalnego jak najprędzej. Wiedziała, że Fred będzie próbował z nią rozmawiać, ale ona nie chciała i nie miała z nim o czym mówić. Ukryła się na jednym z korytarzy w nadziei, że tutaj jej nie znajdzie, ale jakimś cudem znalazł. Siedziała na ławce i patrzyła przez okno, kiedy usłyszała kroki. Nawet nie musiała odwracać wzroku. 

-Dziś spójrz na mnie.-Usłyszała głos Freda i z waleczną miną spojrzała na niego.
-Nie patrz tak na mnie...Proszę...
-A jak mam patrzeć?! Jak na bohatera?!-Wstała, ponieważ nie chciała czuć się przy nim mniejsza. 
-Przepraszam Hermiona. Czytałaś moje listy?
-Nie.-Odparła z zimną krwią.

-Ani jednego?
-Ani jednego i nie zamierzam czytać, a już na pewno nie chcę ciebie słuchać.

-Musisz...
-Wcale nie muszę!-Zaczęła iść, ale mocno złapał ją za rękę. To było żałosne, ale została i założyła ręce. 
-Przepraszam, że wcześniej ci o tym nie powiedziałem, ale wyleciało mi z głowy.
-Wyleciało ci z głowy... Umawiałeś się ze mną na następny tydzień, ale zapomniałeś, że w poniedziałek już ciebie nie będzie w szkole? Po tym jak zapewniałeś mnie jak ważna jest prawda między nami, że nie masz przede mną nic do ukrycia w poniedziałek odchodzisz ze szkoły bez słowa wytłumaczenia. 
-O co chodzi? O to, że jestem bez wykształcenia?-Rozłożył bezradnie ręce.
-O czym ty mówisz?! Choć...swoją drogą...ale to nie jest Fred. Głównym powodem jest kłamstwo i obłuda jaką się posługujesz.
-Masz prawo być na mnie zła, ale nie pozwolę się obrażać!
-Rzeczywiście...Bo ty nigdy w życiu nie powiedziałeś na mnie złego słowa!
-Hermiona! To jest zamknięty rozdział! Przeprosiłem cię za to!
-No tak... Tylko spójrz Fred, czy nie za często musisz przepraszać?-Nie chciała słuchać odpowiedzi tylko iść już do przyjaciół, ale Weasley postanowił kontynuować tę rozmowę.
-Bo jestem największym kretynem na świecie Hermiona. Nie przekreślaj mnie, błagam.-Padł na kolana, ale na dziewczynie nie zrobiło to wrażenia...No może nie do końca, jednak nie mogła się tak łatwo poddać.
-Postawiłam na tobie krzyżyk kiedy widziałam jak na miotle odlatujesz z Hogwartu.
-PRZEPRASZAM! 
-Fred nic mi po twoich przeprosinach. Nie obchodzi mnie to, że rzuciłeś szkołę, ani, że masz teraz swój własny sklep. Podczas rozmowy, w której umawialiśmy się na prawdę skłamałeś. 
-Wiem Hermiono...-Wstał i podszedł do niej bliżej. Złapał jej dłonie.-Wiem o tym doskonale. Jestem skończonym idiotą, ale to ty tak na mnie działasz. Przy tobie zapominam o wszystkim innym. Liczysz się tylko ty. Chciałam się z Tobą umówić. Proszę cię, Hermiono. Kocham cię...Daj nam szansę.-Zbliżył się do niej. Stali tam i stykali się czołami. Gryfonka miała zamknięte oczy, a chłopak czekał na jej słowa. Jednak to nie nastąpiło. Zamiast tego po policzkach Granger spłynęły dwie łzy. Zabrała swoje ręce i odeszła. Nawet na niego nie spojrzała. Wiedziała, że to jest niebezpieczne, mogła by zmienić swoje decyzję, a tego nie chciała. Nie wtedy kiedy tyle osób jej potrzebowało. Ben, który podczas przemiany był sam, Harry, który stracił Syriusza, a na horyzoncie wisiało już widmo horkruksów, o których niedawno się dowiedział się Wybraniec.
Fred chciał krzyczeć za miłością swojego życia, ale jego gardło odmówiła mu posłuszeństwa. Usiadł na ławce, na której przed chwilą siedziała Granger i zasłonił twarz dłońmi. Tak znalazł go George. Bliźniak został poinformowany o wszystkim w ich nowym mieszkaniu nad sklepem. Ich mama nie była zadowolona z tego, co zrobili jej synowie, ale nie mogła się im sprzeciwić tym bardziej, że jej mąż był dumny ze swoich dzieci. Trzeba było przyznać, że nieźle to urządzili i chociaż w tym jednym aspekcie byli odpowiedzialni. 
-Wszystko będzie dobrze Fred.-Poklepał go po ramieniu.
-Nic nie będzie dobrze! Nie rozumiesz?!-Weasley wpadł w furię.-Odeszła! Już na zawsze! Wszystko zepsułem!
-I kto to mówi?!-George postanowił też nie kryć swoich emocji, ale jego brat nie rozumiał go.-Fred Weasley największy podrywacz i co?! Tak łatwo się poddaje?!

-Nie widziałeś ile razy się starałem?!
-To staraj się dalej!-Zapadło milczenie i po chwili George dodał szeptem.-Chyba, że jej nie kochasz...-Fred spojrzał na niego już nieco łagodniej, bo to co mówił miało sens. Kochał ją, więc musi walczyć. Musi.
  Hermiona dostała kolejne listy, ale nie mogła ich przeczytać. Po rozmowie z Fredem była bardziej wrażliwa, bo jego słowa wydały się prawdą. Chyba ją kochał, ale to tak bolało. Nie miał czasu, by się nad tym zastanawiać. Dumledore zawołał do siego Harrego i mieli wyruszać razem po horkrusa, kolejny kawałek dusza Lorda Voldemorta. Razem z Ronem siedziała jak na szpilkach w pokoju wspólnym Gryfonów, gdy nagle usłyszeli huk, wrzask. Wszyscy wyszli ze szkoły, słuchając się nauczycieli. Wraz z prefektami prowadzili uczniów przed zamek. Powoli się dowiedzieli, że śmierciożercy dostali się do szkoły. Przerażeni udali się na błonia i tam czekali, aż w końcu zauważyli jak jakieś ciało spada z wieży astronomicznej. Wszyscy pobiegli w tamtym kierunku i ich oczom ukazał się Albus Percival Wulfric Brian Dumbledore. Nieżywy. Dla wszystkich to był potworny wstrząs. Pojawił się Harry. Padł na kolana przy dyrektorze, podeszła do niego również Ginny i objęła go ramieniem. Wkrótce różdżki wszystkich zgromadzonych powędrowały w górę, a z ich końców płynęło światło.
  Rok szkolny kończył się już. Harry nadal nie mógł dojść do siebie po tym wszystkim co się stało. Opowiedziałam swoim przyjaciołom o tym co się wydarzyło na wieży oraz o podróży z Dumbledorem. Medalion nie był horkruksem. W środku była wiadomość, że ktoś go wykradł i postanowił zniszczyć. Całe to poświęcenia na marne. Poza tym teraz Potter musiał zmierzyć się z odnalezieniem ich wszystkich i zniszczeniem. Hermiona i Ron stanęli po jego stronie i postanowili mu pomóc. Już nie wrócą do Hogwartu... Nie będzie ich tu za rok. 
  Hermiona starała się być jak najlepszą przyjaciółką i pomóc Wybrańcowi z dwoma strasznymi ciosami, śmiercią Syriusza i Albusa. Dwóch jego powierników i mentorów. Swoją uwagę poświęcała również Benowi, który był bardzo wyrozumiały. W ostatni dzień, kiedy po śniadaniu pociąg miał ich odwieźć do Londynu dostała bardzo dziwny list. "Hermiona Granger, założycielka stowarzyszenia Walki o Emancypację Skrzatów Zniewolonych". W jej głowie było pełno myśli. Żart? Ktoś potraktował ją poważnie? Wróg? Przyjaciel? Nigdy wcześniej nie widziała takiej koperty, ani takiego pisma. Postanowiła otworzyć list. Ktoś pisał do niej bardzo oficjalnym językiem, a treść brzmiała tak:" Szanowna Pani Hermiono Granger! Uważnie zapoznałem się z pani programem wprowadzenia wolności i tolerancji dla skrzatów domowych i podzielam pani zdanie. Chciałabym pani pomóc w jakim największym stopniu. Sądzę, że mam szersze perspektywy niż pani w obecnej chwili i chciałbym pomóc pani, a przede wszystkim przysłużyć się wszystkim naszym kochanym skrzatom domowym. Wysyłam pani dwadzieścia galeonów na dobry początek. Chciałabym, żeby pani przysłała mi plakiety, które umieszczę w mojej firmie. Mógłbym w niej znaleźć zwolenników, ośmielę się powiedzieć, naszej teorii. Liczę na pomyślną współpracę. Z największymi wyrazami szacunku, Fred Weasley."
No to jest chyba jakiś żart! Hermiona nie brała tego na poważnie, choć znalazła pieniądze w kopercie. Fred był zdesperowany i chciał jej się przypodobać, dlatego to zrobił! Wcale nie myślał tak, jak ona. Granger wiedziała, że uda im się jeszcze spotkać w te wakacje. Wtedy mu jasno wyjaśni, że nie rzeczy sobie takich rodzajów zabaw, a najlepiej jeśli o niej zapomni i da jej wreszcie święty, upragniony spokój. Gdyby to była prawda... W jego sklepie jest mnóstwo klientów, tak przynajmniej mówił Ron... Ale nie może się teraz nad tym zastanawiać. Teraz ma ważniejsze sprawy na głowie. 
   W pociągu trójka przyjaciół dopracowała plan działania. Hermiona nie myślała o niczym więcej tylko o tym, że będzie musiała pozbawić pamięci swoich rodziców. 
   Starała się te ten tydzień spędzić z rodzicami. Robiła z nimi dosłownie wszystko. Zakupy, śniadanie, obiad, kolacja, wyjścia do pracy, spacery. Mimo, że zachęcali ją, by spotkała się z przyjaciółmi nie mogła tego zrobić. To by było zbyt bolące iść teraz na salę i zatańczyć, ale... Pewnego dnia poszła z rodzicami do pracy, ale mieli masę pacjentów, więc pomyślała dlaczego by nie spróbować nowego układu, który ułożyła sobie w głowie. Wykupiła dwie godziny na sali w jakimś tańszym klubie, nie mogła zrobić tego w "Akademii Tańca" ze względu na to, że sale były tam udostępniane tylko ich tancerzom. Z głośników zaczęła lecieć muzyka. Hermiona w gabinecie rodziców odrobiła zaległości i wiedziała, że to Dua Lipa "New rules". Niezbyt wyszukane, ale nie miała za sobą żadnej muzyki. Z początku zaczęła powoli, niepewnie i nieśmiało, ale już wkrótce każda jej tkanka tańczyła. Żyła muzyką, była dla niej jak tlen. Kiedy była już zmęczona wróciła do domu i nie powiedziała nikomu o tej wyprawie. To była tylko chwila przyjemności. Niedługo czeka ją coś, co złamie jej serce. 
 Jej mama zawołała ją na herbatę. To już, to ten czas. Zeszła po cichu na dół. Jej rodzice oglądali telewizor. Ustała za nimi i powoli wyciągnęła różdżkę. 
-Obliviate.
Widziała jak znika z fotografii, jak zniknęły jej rzeczy, jak znika z ich wspomnień. Ale nie mogła nic z tym zrobić, postąpiła dobrze. Wyszła już z domu, zostawiła to za sobą. Bardzo dobrze zrobiła, musiała kryć swoich rodziców, musiała ich chronić. Szkoda tylko, że kiedy bym się pokazała nie wiedzieliby, że to ich córka...
  Teleportowała się do domu Lupinów bo właśnie tutaj miała się spotkać z Benem. Chciał wstąpić w szeregi Zakonu Feniksa. Następnego dnia wieczorem odbędzie się spotkanie Zakonu w sprawie przenosin Harrego. 
Granger nie miała ochoty na rozmowy. Zaszyła się w pokoju w gościnnym wyznaczonym dla niej i nie wychodziła z łóżka. Uznała, że należy się jej to, niezależnie od okoliczności. Wstanie dopiero jutro kiedy trzeba będzie teleportować się do Nory. Nawet nie myślała o Fredzie. Miała ważniejsze sprawy na głowie i miała nadzieję, że on to zrozumie.  
   Fred nie mógł doczekać się spotkania Zakonu. Wiedział, że jest to poważna sprawa i, że Harry jest w wielkim niebezpieczeństwie, ale chciał spotkać się z Hermioną i zobaczyć jak zareagowała na jego list. Był szczęśliwy, bo obiecał się nie poddać i dotrzymywał tej obietnicy. 
  Hermiona dopiero wieczorem wyszła z łóżka. Założyła na siebie czarne spodnie i czarną koronkową bluzkę. Uczesała włosy i zeszła na dół. Wraz z Benem, Nimfadorą i Remus teleportowali się do Nory. 
Granger szła za nimi, z głową spuszczoną w dół. Za bardzo ją bolało to, że jej rodzice nie pamiętają jej. Sama ta świadomość była dołująca. Kiedy już uściskała się z panią Molly wcisnęła się w fotel i nie odzywała się do nikogo, aż pojawili się oni. George oraz Fred Weasley. Fred od razu zobaczył Gryfonkę i podszedł do jej fotela. Objął inną taktykę niż dotychczas. Chciał się do niej zbliżyć pod pretekstem interesów.
-Witaj Hermiono.-Żadnej odpowiedzi.-Mógłbym porozmawiać z tobą na temat twojego stowarzyszenia?-Cisza. Nawet na niego nie spojrzała.-To jest bardzo obiecujący program i chciałbym wziąć w nim udział. Czy przyniosłaś ze sobą plakietki?-Zero reakcji. Fred już trochę się wkurzył. Chyba już lepiej było, kiedy patrzyła na niego przeszywającym wzrokiem i odpowiadała chociaż zła. Wszystko było lepsze od tego letargu.-Zachowujesz się mało profesjonalnie!-Jakby go nie słuchała.-Ja rozumiem, że możesz mieć do mnie żal, ale to chyba jest twoje marzenie, czyż nie?! Co ja ci takiego zrobiłem, że porzuciłaś swoje plany?! 
-Uwierz Weasley, że nie wszystko kręci się wokół ciebie!-Wysyczała wściekła.-Nie rozumiał jej. Co to za zachowanie? Więc nie na niego jest wściekła? Z pomocą przyszedł mu Ben. Wiedział, że będzie spędzał więcej czasu z Fredem, więc odrzucił nieprzyjemności na bok.
-Fred...Chodź tutaj na chwilkę.-Powiedział cicho i odsunął go trochę na bok.
-Wiesz dlaczego ona tak się zachowuje?! 
-Tak.
-No i...? Co się stało?
-Fred, ona...Ona wymazała swoim rodzicom pamięć. Wczoraj.

-Co?! Ale dlaczego?!-Nie krył swojego zdziwienia.
-Żeby ich chronić.
-Wiesz Ben, nadal zbytnio nie rozumiem.-Przyznał się szczerze. Zaczął trochę lubić tego Rewsona. W końcu jest po ich stronie.
-Fred, ty nic nie wiesz?-Weasley zrobił oczy jeszcze szerzej.-Przecież Dumledore i Harry nie zrobili sobie wycieczki krajoznawczej. Byli po coś, co ma pomóc w zniszczeniu Sam-Wiesz-Kogo. Teraz Harry musi zmagać się z tym nawet po śmierci dyrektora. I jak myślisz, kto mu pomoże? Oczywiście Ron i Hermiona. Musiała wymazać pamięć swoim rodzicom, żeby śmierciożercy się nie dostali do nich i nie zabili, czy też torturowali. W ten sposób zapewniła im ochronę.
-O święty Mungu...A ja jak idiota wyleciałem z WSZĄ...
-Z jaką wszą?-Teraz to Ben był zaskoczony.
-Nieważne Ben, dziękuję ci za to wszystko. Postaram się być ostrożny.-Rewson poklepał go po ramieniu i odszedł. Może rzeczywiście warto dzisiaj dać jej spokój? Albo okazać jej wsparcie. Tylko jak? 
   Członkowie Zakonu Feniksa usiedli przy stole. Fred zajął miejsce obok Granger i nawet odsunął jej krzesło. Powitali nowego członka-Bena Rewsona i umówili plan przetransportowania Harrego z Privet Drive do Nory. Kiedy wszystko wydało się już jasne postanowili jeszcze zostać na butelkę piwa kremowego. Hermiona chciała tylko sok. Fred dał jej spokój. Na pewno to było dla niej ciężkie. Nie chciał jej dodatkowo obarczać swoją nachalnością. 
   Nie widzieli się aż do końca lipca kiedy to dostali się do Nory. Nie mogli wziąć ze sobą Bena, który był podekscytowany wizją pierwszej misji. Podczas pełni pobiegł do innych wilkołaków i wdał się z nimi w bójkę. Wyglądał okropnie i tak też się czuł. Trzeba było znaleźć za niego zastępstwo. Ktoś musiał lecieć z Moodym. Alastor zajął się tym i znalazł Mundungusa Fletchera. 
Fred był dobrej myśli, widział jak Hermiona się uśmiecha. Podszedł do niej. Wiedziała już w jakim celu dlatego powiedziała tylko.
-Nie teraz Weasley, mamy misję. 
Naprawdę chciał się z nią wcześniej spotkać, ale sklep pochłaniał go bez końca. Dlatego pisał listy, choć nie był pewien czy Hermiona je czyta. 
Harry oczywiście nie chciał się zgodzić, żeby tyle osób zmieniło się w niego, ale wszyscy byli dorośli i wszyscy chcieli zaryzykować. Granger wyrwała jego włosy, a następnie wrzucono do eliksiru. Nagle pojawiało się sześciu Harrych więcej. Na początku wszystko szło zgodnie z planem, ale potem spotkali śmierciożerców. Tak, jakby na nich czekali. Zaczęła się walka. Każdy chciał wydostać się z tego kotła. Hermiona niewiele pamiętała, rzucała zaklęciami i broniła się przed tymi, które leciały w jej stronę, a potem była już tylko Nora. Czekała na wszystkich. Uściskała Harrego i Rona, ale gdzie był Fred? Czy powinna nim sobie zaprzątać głowę? Po prostu się martwi czy nic się nie stało Zakonowi, wielkie mi halo. Martwi się o wszystkich, nie tylko o Freda. Ale gdzie on się podziewa? Już widziała pana Artura i George. 
-Gdzie Fred?-Spytał starszy Weasley. O to samo chciałaby zapytać Gryfonka. Pan Artur wymownie spojrzał na dom i zaczął biec w tamtym kierunku,a za nim George i Hermiona. Fred leżał na kanapie w salonie a jego prawa strona głowy była cała we krwi. Nie widać było ucha. 
-Stracił ucho podczas walki.-Wyszeptała pani Molly, która już opiekowała się swoim synem. Gryfonkę przeszedł wstrząs. Fred zraniony, mógł zginąć! Jak ona by miała żyć bez Freda na jednej planecie?! I jeszcze tak go ofuknęła przed całą akcją... Podbiegła do jego kanapy i mocno go przytuliła. To wszystkich wprawiło w wielkie zaskoczenie. 
-Hej!-Fred był w szoku nagła zmianą jej zachowania.-Też się cieszę, że cię widzę.-Ale bardzo mu się to podobało, dlaczego więc miałby coś mówić?
Granger powoli odsunęła się od niego. Docierało do niej co zrobiła. Od razu do brata przysunął się George,a obok niego Ron.
-Zdecydowanie wolałem kiedy tutaj była Hermiona.-Uśmiechnął się a wraz z nim reszta. Na twarzy Granger widać było rumieńce. Pojawił się Lupin ze smutnymi wieściami. 
-Moody nie żyje. Fletcher zobaczył Sami-Wiecie-Kogo. Przestraszył się i uciekł.-Wszyscy byli przygnębieni z powodu śmierci Alastora. Towarzystwo się rozeszło. Starsi by jeszcze przez chwilę porozmawiać, a młodsi na górę. Potem reszta się teleportowała. Został tylko Lupin i jego żona. 
Hermiona siedziała przy Fredzie. Trzymała go za rękę i oparła głowę o kanapę. Weasley prawie już spał, ale lekko głaskał ją po głowie. Dziewczyna też miała już iść spać. Dawno tak dobrze jej się nie odpoczywało. Chyba po raz ostatni na łące, na pikniku z Fredem. Chłopak nie wierzył w swoje szczęście w nieszczęściu. Nagle usłyszeli odgłos towarzyszący aportacji. Granger zerwała się na równe nogi, wyciągnęła różdżkę i wykrzyknęła.
-Ben! Co ty tutaj robisz?!
-Bellatriks Lestrange.
-Co?
-Była w domu Lupina, szukała ich...Musiałem was ostrzec! 
-Ben, wyglądasz niewiele lepiej ode mnie...-Rewson spojrzał na Freda, bardzo chciałby go teraz wspierać, ale nie w zaistniałej sytuacji. 
-Ben a co ty tutaj...-Remus wszedł do salonu. Nie zdążył zadać pytania, ponieważ Puchon już wszystko mu tłumaczył. 
-Pełna gotowość!-Zdołał tylko to krzyknąć, a już łany zboża zapłonęły ogniem.  Wszyscy byli zdezorientowani i podbiegli do okna. Ujrzeli tam Lestrange oraz innych śmierciożerców, a wśród nich Greybacka, wilkołaka, który ugryzł Bena. 
-Zabiłam Syriusza Blacka! Zabiłam Syriusza Blacka!-Krzyczała Lestrange. Nikt nie zdążył powstrzymać Harrego, który biegł prosto za czarownicą, a za nim pobiegła Ginny. Remus i Dora próbowali zapanować nad ogniem, który był przed domem. Ben nie wytrzymał kiedy zobaczył Fenira. Wyjął swoją różdżkę i raz dwa udało mu się zapanować nad pożarem. Pobiegł za wilkołakiem. Hermiona nie mogła go tak zostawić, nie w takim stanie, czym prędzej pobiegła za nim, a reszta stała i patrzyła za nimi. Pierwsi otrząsnęli się Lupin i jego żona. Chwilę po nich pobiegł Artur Weasely i rozkazał, żeby żadne z nich już nigdzie się nie ruszało. 
Hermiona biegła za Puchonem i rzucała zaklęcie w kierunku wilkołaka, już raz go pokonała, tym razem z pomocą Bena to powinno być prostsze. Fenir nie był za mądry, ale nie mogli go dogonić, nie wiedzieli gdzie się teraz znajduje. Biegali, aż w końcu zobaczyli, że znajduje się pod samym domem, pędzili tam mając nadzieję, że nikogo nie zaatakował. Zbliżał się do pozostałych domowników trzymając w ręce ich różdżki. George próbował wszystkich osłaniać, ale jego mama chciała go wypchnąć z tej pozycji. Ben nagle stanął i krzyknął z całością złością i frustracją, jak dziki, wygłodniały pies.
-AAAAAAAAAAA!!!!!-Wyprostował się, rozłożył maksymalnie ręce i wspiął się na palce. Jego ciałem przeszedł potworny dreszcz i nagle zamienił się w wilkołaka. Uwaga pozostałych została skupiona na nim. Rodzina Weasley była zaskoczona i wstrząśnięta. W dodatku była przerażona. Dwóch wilkołaków. Teraz na pewno zginą. Hermiona zaczęła podchodzić do przyjaciela. Na twarzy Greybacka malował się uśmiech.
-Ben, pamiętaj jaki jesteś w środku, pamiętaj jakie masz dobre serce, pamiętaj o tym kim jesteś i kto jest prawdziwym wrogiem. Ben. To nie ta rodzina, oni chcą dla ciebie dobrze.
-Odsuń się Hermiono!-Krzyknął Ron, który pierwszy oprzytomniał. Zdali sobie sprawę, że Granger nie jest wcale zaskoczona przemianą przyjaciela, a więc wiedziała o tym. To wydało im się bardzo niebezpieczne.
Ben spojrzał na Rona, ale Hermiona zwróciła ponownie na siebie jego uwagę.
-Ben! To jest Fenir Greyback, to on ci to zrobił, to on ci ugryzł, to on jest twoim wrogiem.-Fenir wszystko słyszał i miał zamiar coś zrobić, ale Gryfonka była szybsza. 
-Expelliarmus!-Różdżki trafiły do ich właścicieli, a Puchon rzucił się na Greybacka.
-Hermiono!-Wołała pani Molly, ale Granger nie mogła tak zostawić Rewsona. Na puściła jego na Fenira, wilkołak jest wściekły, starszy i silny. Musiała mu pomóc, ale nie bardzo wiedziała jak. Bała się, że kiedy rzuci zaklęcie ugodzi ono Bena, dlatego tylko asekurowała całą walkę. Nagle Fenir się poderwał, był już teraz jakby czarnym widem, duchem. Pojawiło się kilka takich ze zboża i wszystkie razem ugodziły w Norę. Powybijały okna i podpaliły dom. Rodzina Weasley patrzyła zdruzgotana na walący się budynek. Nikomu nic się nie stało, ale istniało zagrożenie ze strony Bena, który nadal pozostawał w ciele wilkołaka. Odezwała się do niego Granger.
-Ben!-Spojrzał na nią wielkimi ślepiami.-Idź na tamto wzgórze, nie możesz nikogo atakować! Słyszysz?! Nikogo! Chyba, że ktoś zaatakuje ciebie i wróć kiedy już będziesz w swojej postaci.-I Rewon pobiegł we wskazane miejsce. Dziewczyna opadła na ziemię i spojrzała na Freda.
-Ale Hermiono...-Powiedział.
-Tak wiem Fred. To wilkołak.-Nie miała ochoty na dalsze tłumaczenia.
-Mam już pierwsze informacje.-Odezwał się Lupin.-Nie byli do końca przekonani kiedy Harry będzie przenoszony, nie opracowali jednego planu tylko kilka różnych. Użyli tych dwóch. Udało im się rozbroić nasze zaklęcia, które miały chronić Norę.
  Granger już niczym więcej się nie interesowała. Za dużo. Zdecydowanie za dużo jak na jeden dzień.
-O tym właśnie nie chciałaś mi mówić, prawda?-Zapytał Fred, gdy znów tak leżał w salonie, a dziewczyna siedziała przy nim. Proponowano mu wygodniejsze posłanie, ale miał nadzieję, że dzięki temu Hermiona przy nim zostanie i nie mylił się. Wiedział, że musi być jej niewygodnie, ale nadrobi to jej.
-Tak.-Pocałował ją lekko w dłoń. Odwróciła do niego głowę i pocałowała lekko i długo w usta.
-Dobranoc Freddi.-Wyszeptała.
-Dobranoc Hermiono.-Odpowiedział.-Kocham Cię.-Udało mu się wyszeptać, gdy dziewczyna już spała.
Tyle nieszczęść, a obok niego śpi jego szczęście. 







Drodzy czytelnicy!
Dzisiaj mamy kolejną rocznicę! Dwa lata odkąd postanowiłam założyć tego bloga! Pamiętam kiedy pisałam o pierwszej rocznicy... Będę banalna, ale jak ten czas szybko leci... Liczę, że pod tym postem pojawią się liczne komentarze na temat mojej całej pracy. Chciałabym Wam podziękować, bo dzięki Wam to wszystko trwa nadal. Dzięki temu, że widzę Wasze komentarze i widzę, że wchodzicie na mojego bloga. Swoje opowiadanie również publikuję na wattpadzie i jest dla mnie ogromna motywacja wiedzieć, że różni czytelnicy chcą czytać to, co napiszę! Chcę po prostu wszystkim podziękować! Jeśli mogę o Was o coś prosić to będą to komentarze, chcę wiedzieć, co sądzicie, czy podoba się Wam, który fragment najbardziej. To jest dla mnie bardzo ważne, Wam nie zejdzie na tym wiele czasu, a mi może tylko pomóc. Jeszcze raz DZIĘKUJĘ! 
                                   Pisarka

poniedziałek, 7 sierpnia 2017

"Prawda."

  Hermionie te słowa brzmiały w uszach. Czuła się jakby przed chwilą ktoś bardzo mocno uderzył ją w głowę. Nie potrafiła nadążyć za myślami i nie miała bladego pojęcia co odpowiedzieć na słowa Freda.
-Ja...Ja...-Próbowała zmusić się do kilku składnych zdań, ale jej aparat mowy przestał działać.
-Nic nie mów.-Weasley nie pomyślał nad tym co zrobił, ale nie żałował tego. Sam czuł jakby zażenowanie, ale teraz musiał stanąć twarzą w twarz z prawdą i  Hermioną.-Po prostu nie musisz nic mówić. Daj sobie czas Hermiono. Pomyśl nad tym, zastanów się i daj mi znać,bo ja tu trochę czekam na ciebie. Wiem, że zrobiłem w swoim krótkim życiu wiele głupot i wiele jeszcze zrobię, ale zastanów się czy możesz żyć beze mnie. Ja bez ciebie raczej nie... Byłaś...Jesteś promykiem nadziei w moim życiu i chciałbym, żebyś nadal tutaj była...Wiem, że ciężko to wszystko zrozumieć, więc zostawię cię tutaj samą póki co, ale przyjdź do mnie kiedy będziesz gotowa na rozmowę.-Patrzyła na niego tępym spojrzeniem. Nic się nie jej nie układało w całość, ale chciała zapomnieć ten wieczór. Odwróciła się od Freda i weszła do salonu, reszta patrzała się na nią z zaskoczeniem. Słyszeli jakieś krzyki i nie wiedzieli o co chodzi. Dziewczyna nie chciała nic im tłumaczyć. Wypiła resztę soku z kieliszka, do tej pory tylko udawała, że pije, ale teraz nalała sobie pełen kielich ognistej whisky i bezceremonialnie wypiła go. Gorzki płyn rozpłynął się po jej ciele i zadział kojąco. Zabrała butelkę ze stołu i schowała się w pokoju Ginny. Teraz piła już prosto z butelki. Zrobiła trzy porządne łyki i wtedy oprzytomniała. Nie powinna tyle pić. Nie przez niego. 
  Fred przeczuwał, że Hermiona nie rzuci się mu na szyję, ale miał taką cichą nadzieję.Nie planował tego. To była zupełnie spontaniczna decyzja jak reszta w jego życiu. Posiedział chwilę przy gościach, rzucił kilkoma żartami i poszedł do swojego pokoju. Nie martwił się tym, że Hermiona go odrzuciła. Bo jeszcze tego nie zrobiła. Cieszył się, że nareszcie wyznał jej prawdę.
  Hermiona w Hogwarcie nie chciała się już zamartwiać Fredem, ale wszędzie go widziała. Uśmiechał się do niej, ale nie zagadywał. Chciał, żeby to ona była gotowa na rozmowę. I w końcu była. W poniedziałek zaczynały się egzaminy-Owutemy. Fred w sobotę siedział uśmiechnięty w pokoju wspólnym i przyglądał się kolegom jak próbują się czegoś nauczyć.
-Możemy porozmawiać?-Spytała poważnym tonem.

-Jasne.-Fred ucieszył się, czekał aż Hermiona będzie gotowa. 
-Tylko nie tutaj. Spotkajmy się na błoniach za godzinę.
-Dobrze, będę.-Lekko uśmiechnął się do niej. Nie odpowiedziała mu tym samym. Wyszła z wieży na spotkanie z Benem. Nie poinformowała go o swoich planach. Było jej trochę głupio z tego powodu, ale musiała to załatwić po swojemu. Rewson czuł, że coś się dzieje, ale dał swojej przyjaciółce wolną rękę, tym bardziej, że dużo uwagi poświęcała Harremu i Ronowi. Wiedział, że niedługo Hermiona go opuści. 
   Granger czekała już na Freda kiedy zjawił się z bukietem kwiatów. Każdym innym. Podszedł do niej i zaczął wskazywać na kwiaty i tłumaczyć.
-Czerwona róża symbolizuje moją miłość do ciebie.
Różowy tulipan mówi, że chcę się tobą zaopiekować.

Stokrotka...dobrze być obok ciebie.
Aster. Uszczęśliwiasz mnie.
Biały goździk oznacza, że jesteś słodka.
Irys, zaufaj mi...
Konwalia wręcz krzyczy, że jesteś piękna.-Wyciągnął czterolistną koniczynkę ze swojej marynarkę i skierował w stronę dziewczyny.
-Koniczynka oznacza...Bądź moja...-Prawie wyszeptał. Dopiero wtedy dziewczyna uśmiechnęła się i wzięła wszystkie kwiaty. Chłopak też się rozluźnił. Fred ćwiczył tę kwestię już od dawna. Kiedy wyznał prawdę Hermionie szukał odpowiedniego sposobu na podbicie jej serca. Ten wydał mu się najbardziej trafiony, a widząc uśmiech na twarzy Gryfonki i on się uśmiechnął. Ona nadal jednak nic nie mówiła.
-Więc Hermiono, nie żebym chciał naciskać...ale co postanowiłaś?
-Chcę znać prawdę.
-Prawdę? Jasne, oczywiście, pytaj śmiało, powiem ci samą prawdę.
-Nie Fred. To ty masz mówić. Powiedzieć mi wszystko czego nie wiem, a powinnam.
-Okej, okej, dobrze...-Ręce zaczęły się mu pocić.-Zaczęłam chodzić, kiedy miałem rok i dwa miesiące...-Przerwała mu.
-Coś istotnego w sprawie.
-Istotnego? No tak... To może... Zaczęłam zakochiwać się w Tobie...No będzie już rok temu. Widziałem jak przeistaczasz się w kobietę, widziałem cię kiedy miałeś raptem jedenaście lat, a byłaś wtedy dzieckiem i widzę cię teraz... Piękną, silną, młodą kobietę. Nie wiedziałem na początku czy jest sens... Czy nie będziesz z Harrym lub Ronem...Ale potem jak się potoczyło to już wiesz. Myślę też, że istotnym faktem jest to, że wyznałaś mi miłość.-Uśmiechnął się szeroko,a dziewczyna spojrzała na niego zaskoczona.Zaczęli powoli iść.
-Tak, tak...Nie przesłyszałaś się.-Dziewczyna w swojej głowie zaczęła rozpamiętywać każdą scenę z Fredem i nie przypominała sobie, żeby kiedykolwiek powiedziała coś takiego, nawet żadnej metafory z tym związanej.
-Pewnie teraz zastanawiasz się kiedy? Ale pomogę ci Hermiono. Pamiętasz kiedy poszliśmy na piknik? Zasnęłaś wtedy na kocu i powiedziałaś to przez sen. Cytując powiedziałaś "kocham cię".-Uśmiechnął się do niej, ale ona nadal nie mogła oprzytomnieć.
-Ja tak powiedziałam?! 
-Tak. Choć przyznam szczerze jestem trochę tym rozczarowany...Miałam nadzieję, że to ja będę pierwszy.-Udał złą minę.
-Fred...Ja nie wiem co powiedzieć...
-Powiedz czy to była prawda?-Spojrzał na nią błagalnie.
-Była...I chyba nadal jest...
-Hermiono...-Chciał coś powiedzieć, oznajmić jej jak bardzo się cieszy z tego.
-Nie, Fred, posłuchaj teraz ty. Przed tobą najważniejsze dni w życiu, Owutemy. Nie możesz się teraz niczym, absolutnie niczym przejmować. A w szczególności mną. Umówimy się po egzaminach. Czekałeś już tyle, poczekasz i tydzień. Pasuje ci to?
-Tak. Idealnie.-Patrzył na nią maślanymi oczami.
-W takim razie do zobaczenia.
-A buziak?
-Jaki buziak?
-Na pożegnanie!
-Przecież się jeszcze zobaczymy...
-W takim razie, żeby dobrze egzaminy mi poszły.-Zrobił minę słodkiego szczeniaczka.
-W porządku, ale tylko jeden! W policzek!-Zastrzegła.
-Dobrze.-Zbliżył się do niej i delikatnie musnął wargami jej policzek tak, że ciarki przeszły po jej ciele, ale uśmiechnęła się tylko i odeszła od niego. Chciała zacząć odliczyć minuty do kolejnego spotkania, ale dobrze tak się czuła. Królowa sytuacji. To on musi czekać, a nie ja. Ja sama tego chciałam. Powtarzała to w głowie. Po mimo tego cieszyła się, że znów umówi się z Fredem.
Weasley skakał ze szczęścia. O spotkaniu na błoniach powiedział tylko bliźniakowi.Nie chciał niczego zapeszyć, ale George wiedział, że jego szczęście potrwa krótko...
    W poniedziałek rano zaczęły się pierwsze egzaminy. Reszta uczniów w większości wyszła na dwór ciesząc się z gorących promieni słonecznych. Nagle usłyszeli wybuchy, gwar, świst. Wszyscy pobiegli do szkoły, do sali głównej, gdzie Fred i George latali na swoich miotłach odpalając kolejne fajerwerki i przeganiając Umbridge. Następnie skierowali się na plac główny. Hermiona nie umiała tego pojąć. Dlaczego to robią? Przecież wyrzucą ich ze szkoły! Chyba,że... Oni sami chcą odejść...Prawda. Gdzie w tym wszystkim była prawda? Granger spojrzała na Angelinę mając nadzieje, że na jej twarzy również maluje się zaskoczenie, ale nie. Uśmiechała się szczerze, a więc George powiedział jej o wszystkim. Spojrzała w górę. Fred na nią patrzył, ale nie mogła tego znieść. Umówił się z nią choć dobrze wiedział, że za tydzień nie będzie już jego w tej szkole? 
Fred próbował wytyczyć coś z jej twarzy, ale była kamienna.Dopiero po chwili z jej warg dała się wyczytać "prawda". Doskonale wiedział o co jej chodzi i wiedział, że znowu ją zawiódł. Nie mógł patrzeć jak dziewczyna odwraca się i próbuje przecisnąć się przez tłum do zamku, ale show musiało trwać dalej.







piątek, 21 lipca 2017

"Anioł."

   Hermiona siedziała w przedziale z Benem. Chłopak próbował ją zagadać, ale dziewczynie usilnie próbowała zignorować jego próby podjęcia tematu do rozmowy. Na przerwę wiosenną dostali zaproszenie od rodziców zarówno Granger jak i Rewson, ale zaoferował się również Remus, dlatego chcieli skorzystać z jego propozycji, ponieważ Puchon był jeszcze niedoświadczonym wilkołakiem, a z tego co udało im się ustalić, że Ben reaguje na głos Hermiony, w trakcie przemiany uznaje go za głos władczy, którego musi słuchać i jest głosem przewodnim. Jak na razie nie mógł wytłumaczyć tego w inny sposób. Chciał się spotkać z Lupinem, opowiedzieć mu o wszystkim i cieszył się, że i Hermiona tam będzie. 
  Fred miał mętlik w głowie. Nie był do końca już niczego pewien. Z jednej strony cieszył się, że on i Hermiona zaczną siebie traktować w sposób ludzki, jednak z drugiej chyba sam chciał czegoś więcej. Nie potrafił okazać w swoich uczuć, nie potrafił ich odczytać. Chciał stworzyć coś pięknego z tą dziewczyną, ale nie chciał, bo to uczucie opierało się na kłamstwie. 
 Gdy wysiedli z pociągu Fred podszedł do rodziców, którzy nadal w głowach mieli jego wcześniejszy wybryk z Hermioną. Znów wszyscy zjeżdżali się do Nory. Nie przeszkadzało mu to, o ile oczywiście nie będzie Granger. Mają się tolerować, ale nie będzie łatwo, kiedy znów będzie oglądał ich na tych samych schodach i wspominał wakacje. Zauważył jednak, że dziewczyna z Benem podchodzą do Remusa i Tonks. Dlaczego oni mają ze sobą taki dobry kontakt?
  Hermiona świetnie się czuła o Lupina. Spędzała dużo czasu z Tonks i uczyła się od niej nowych zaklęć. W dodatku była miła, zabawna,a czas spędzony z nią upływał szybko. 
Tak było i tym razem. Ben i Remus siedzieli w książkach i czytali wszystko, co mogło się przydać Puchonowi, analizowali każdą sytuację, a dziewczyny albo rozmawiały albo każda z nich zajmowała się swoimi sprawami. 
Granger myślała o tym wszystkim co ją spotkało. O rozmowie z Fredem. Była przekonana, że jej tajemnica nie jest jedyną przeszkodą na drodze do ich związku. Zbyt wiele niewypowiedzianych słów. Pogubiona w swoich uczuciach. To najlepiej opisywało Granger, jednak nadal czuła, jakby kochała Freda. Najwyraźniej on jej nie.
  W Norze czas upływał wolno na słodkim lenistwie. Pani Molly wyraźnie strapiona tym co ostatnio się dzieje dawała im więcej swobody i czasu wolnego. Fred jeśli nie pracował z George nie miał nic innego do roboty, dlatego się nudził. Leżał na swoim łóżku i rozmyślał. Nad wszystkim co stało się w pociągu. Może popełnił błąd, może każdy może mieć tajemnice? Już sam nie wiedział. Czuł tylko, że kocha tą piękną dziewczynę. 
  W sobotę wszyscy szykowali się na małe przyjęcie. W poniedziałek znowu wracali do szkoły, dlatego pani Weasley postanowiła zaprosić przyjaciół na kolację. 
  Hermiona wiedziała gdzie są zaproszeni, ale nie bała się tam iść. Założyła czarną, koronkową sukienkę z rozszerzanymi rękawami w stylo boho a do tego czarne sandały na grubym obcasie i zeszła na dół. Wszyscy na nią czekali. Ben od razu obsypał komplementami dziewczynę.
-Pięknie wyglądasz. Zniewalająco. Brak mi słów...Ta sukienka ślicznie na Tobie leży.
-Ma rację.-Lupin poklepał Rewsona po ramieniu.
Teleportowali się przed Norę. 
    Siedzieli już przy stole, ale jeszcze czekali na George, Freda i Angelinę, których gdzieś wcięło. Spóźnili się prawie kwadrans, ale nikt nie przejął się tym. Usiedli przy stole. Wtedy Fred spojrzał na nią. Jej wyraz twarzy, oczy, ubrania, wszystko podkreślało to jak bardzo się zmieniła. Teraz była pewna siebie, odważna. Takiej jej chyba jeszcze nie widział. 
Kiedy podano jedzenie wszyscy umilkli zachwycając się kuchnią pani Molly. Przy deserze Ben zaczął opowiadać o sobie i swojej rodzinie. Nie mówił o swoich korzeniach, o powiązaniu z Tonks. Remus i Nimfadora doskonale rozumieli dlaczego chce to zrobić i nie wydali go.
  Hermiona stała na werandzie z kieliszkiem, kiedy nagle podszedł do niej Fred. Wyglądał elegancko w koszuli. Ręce trzymał w kieszeni. Nie spojrzała na niego. Patrzyła w gwiazdy. Chłopak opar się o framugę i bacznie przyglądał się dziewczynie. Emanowała od niej siła, co jeszcze bardziej go przyciągało do niej, a w pewien sposób i podniecało. 
-Piękne mamy dziś niebo.-Nie oderwał od niej wzroku, kiedy to mówił. Nie odpowiedziała mu na to.-A pomimo to jeden anioł wolał je opuścić. Przyleciał tutaj na swoich skrzydłach i wybrał mnie, takiego zwyczajnego Freda. To jest mój anioł.-Uśmiechnęła się pod nosem.-Ej!-Roześmiał się.-Przecież między nami jest wszystko okej, więc chyba mogę cię komplementować? Wyglądasz naprawdę pięknie.-Nie krył zachwytu.
-Oczywiście, że możesz mnie komplementować, ale nie podrywać tanimi tekstami.-Odwróciła się do niego.
-Kie...-Postanowił jednak nie wracać do przeszłości. Wiedział, że dziewczyna wtedy opuściłaby go, a miło się stało przy Hermionie.-Nie będę więcej tego robił.
-Cieszę się niezmiernie. 
-Och...Hermiono...
-Tak?
-Wyglądasz cudownie w świetle tego księżyca.
-A tobie oczy się świecą, za dużo pijesz Fred.
-To z rozpaczy po tobie.
-Uwierz mi, że brzmi to absurdalnie.
-W mojej głowie rzeczywiście brzmiało lepiej.
-Twoja głowa jest pełna szalonych pomysłów.
-A jednym z nich jest to, żeby cię pocałować.-Natychmiast znalazł się przy Gryfonce i obdarzył ją gorącym pocałunkiem. Przyciągnął ją bliżej siebie i przytulił, ale nie rozstawał się z jej ustami. Miał w głowie zupełną pustkę. Po prostu chciał to zrobić, a on jako Fred Weasley dostawał to, co chciał. Pociągnął ją za sobą tak, żeby nikt ich nie widział, ale nadal całował. Kiedy miał już pewność, że stoją pośród ciemności i ich sylwetki nie zostaną dostrzeżone Hermiona spoliczkowała go. Był tym wstrząśnięty tak jak ona tym pocałunkiem. Co ten chłopak sobie wyobrażał?! Nie była jego zabawką!
-Co Ty sobie myślisz?! Za kogo ty mnie masz?! Mieliśmy utrzymywać przyjacielskie stosunki!-Zapadła między nami głucha cisza, którą przerwał krzyk Freda.
-KOCHAM CIĘ!




                                             Drodzy czytelnicy!
   Rozdział nie za długi, ale myślę, że wart przeczytania, szczególnie zważywszy na końcówkę. Jakie są Wasze przemyślenia? Czekam na komentarze. :)
P.S. Jeśli ktoś z Was miałby chęć i czas to może zagłosować na mój blog na wattpadzie w kategorii romans wszech czasów, wklejam link poniżej. Jeśli podoba Ci się moje opowiadanie będę wdzięczna za oddany głos. ;)
Mój numer=10! 

https://www.wattpad.com/439956253-harry-potter-awards-pl-2017-1-romans-wszech-czas%C3%B3w

piątek, 7 lipca 2017

"Rozejm."

  Hermiona leniwym wzrokiem ogarnęła cały pokój i myślała, że się po prostu pomyliła. Otworzyła nie te drzwi. Może to nawet nie jest wieża Gryfindoru. Bo przecież to pobojowisko nie może być jej pokojem! Wszędzie porozwalane były jej ubrania, rzeczy, książki. Podniosła z podłogi jedną ze swoich białych koszul. Zostały w niej wycięte myślne wzorki. 
-I co ty na to Granger?-Z założonymi rękami stanęła przed nią Romillda Vane, a jej po prostu zabrakło słów, żeby powiedzieć wszystko to, co czuje. Złość, smutek, rozżalenie, irytację, ból...
Hermiona za swoimi plecami usłyszała cichy chichot innych dziewczyn. 
-O tak późnej porze wracasz? Gdzie byłaś?-Ton Vane zmienił się z przesłodzonego na zimny, władczy, ale Hermiona miała gdzieś Romilldę, Hogwart, wszystko co teraz ją otaczało. Liczyło się tylko spojrzenie Freda, kiedy zobaczył ją z Benem. A przecież to wcale nie było tak! Tylko czy będzie chciał ją wysłuchać...? Zresztą czy był wart takiego zachodu skoro umawia się z inną i to jeszcze z Demelzą, kiedy ona nie może?! Dlaczego mu zaufała...?
Bo go kochała. 
Obecnie nie mogła martwić się o Freda tylko o to, czy nie zostanie rzucony na nią jakąś urok. Wszystkiego mogła się spodziewać po minie Gryfonek. Postanowiła coś powiedzieć.
-Nie wiem dlaczego to zrobiłyście, nie wiem dlaczego jesteście takie okrutne, ale idźcie już stad. Proszę.- Czuła jak pod powiekami zbierają jej się łzy, ale nie chciała płakać. Nie tutaj i nie przy nich.
-Jesteś beznadziejna Granger.-Romillda przewodniczyła stadu.-Nic nie rozumiesz, nie widzisz. Przecież przez cały czas się z ciebie śmiejemy, frajerko! Tak to jest, gdy chodzi się do łóżka z pierwszym lepszym!-Gestem ręki wskazała na twarz Hermiony, gdzie blizna po zadrapaniu przez Bena była coraz mniej widoczna.-Taka pilna uczennica...Taka wzorowa dziewczyna...A nie różnisz się niczym od nas! I chcemy, żeby wszyscy o tym widzieli! Jaka jesteś naprawdę! Jesteś puszczalska!-Wszystkie dziewczyny zaczęły się przekrzykiwać, aby poprzeć Romildę. Ta wzięła do ręki jedną koszulę Hermiony, obecnie była cała pocięta.-Widzisz, taki strój bardziej Ci będzie pasował.-Posłała jej złowieszczy uśmiech. 
-Wynoście się!-Krzyknęła Hermiona z całą siłą, którą miała w płucach. Zaczęły zbierać się inne dziewczęta przywołane głosami o tak późnej porze. Do pokoju wpadła Aneglina.
-Co się tutaj wyprawia?!
-Odsuń się! Ta sprawa ciebie nie dotyczy, przynajmniej Ty nie kryjesz się ze swoim zachowaniem!-Johnson objęła wzorkiem cały pokój i powoli docierało do niej co się stało. Była dziewczyną, która lubi plotki i co nieco słyszała o Hermione i o tym co planują inne dziewczyny, ale w życiu nie przypuszczała, że coś takiego będzie miało miejsce.
-Lepiej zabierz się stąd ze swoimi koleżankami Romilda.-Zagroziła Angela.
-Tak? Bo co?! Co mi zrobisz?! 
-Nie chcesz wiedzieć!-Wyciągnęła różdżkę i skierowała ją prosto na Vane.
-Nie wolno ci...-Jej mina zbladła.
-A tobie wolno włamywać się do cudzego pokoju i niszczyć czyjąś własność?!- Długo stały patrząc sobie w oczy, żadna nie chciała odpuścić, jednak po chwili Vane odezwała się do dziewczyn, które z nią przyszły.
-Idziemy, my już zrobiłyśmy, co swoje. 
    Po woli tłum zaczął się rozchodzić. Hermiona w tym czasie zbierała swoje rzeczy i oceniała straty. Okazały się być ogromne. Poniszczone książki, z których się uczyła, ani jednej koszuli, która byłaby niezniszczona. 
-Zostaw to...-Angelina wyrwała z jej rąk księgi i sama zabrała się za sprzątanie. Granger siedziała na łóżku i patrzyła na poczynania dziewczyny. Kiedy pokój wyglądał już w miarę przyzwoicie, a Lavander i inne współlokatorki opowiedziały, jak banda Romildy wtargnęła do pokoju Hermiona zasunęła kotary przy sowim łożu. Angelina była przy niej i przytuliła się, a wtedy Granger zaczęła płakać. Nie chciała tego robić, ale emocje z całego dnia spływały właśnie po jej policzkach. 
Johnson nie odzywała się do przyjaciółki, a kiedy ta zasnęła odeszła by wysłać sowę do rodziców, by wysłali jej trochę książek i ubrań...
     Z samego rana Hermiona była wyśmiewana, ale nie obchodziło ją to. Wiedziała, że wieści szybko się roznoszą. Musiała spotkać się z Benem. 
-Jak się czujesz?-Dopadła go w Wielkiej Sali.
-Potwornie.
-Dlaczego?! Co jest?!
-Słyszałem co wczoraj się stało u ciebie...
-Ben...
-Posłuchaj Hermiono...
-Nie! Ben, to ty posłuchaj. To jest bez znaczenia co tam się stało. Najważniejszy jesteś ty i to jak się czujesz. Ja sobie poradzę, to tylko głupie żarty.
-Bardzo głupie...-Wiedział, że nic nie wskóra. Uparła się i nie było żadnej siły, żeby ją złamać.
   Przez cały tydzień zajęli się szkołą i gwardią. Na horyzoncie było widać już przerwę wiosenną i nauczyciele przyciskali z nauką. Dodatkowo Fred, George oraz reszta najstarszych uczniów szykowali się na egzaminy. 
Hermiona unikała Freda, ale widać było, że i on jej unika. Udawali, że istnieją, co pozostawało tajemnicą dla innych dlaczego wrócili do punktu wyjścia?! George wielokrotnie naciskał na bliźniaka.
-Nie chcę o tym mówić.-Cały czas to samo. 
Jednak nic nie trwa wiecznie. Omijanie się na korytarzach, nie patrzenie w swoim kierunku, udawanie, że ta druga osoba nie istnieje. George dowiedział się od Angeliny co Gryfonki zrobiły Hermionie i był tym wstrząśnięty, nawet zaproponował swoją interwencje, ale jego dziewczyna obiecała, że wszystkim się zajmie. Podobno kiedy Gryfonki kąpały się nagle zniknęły ich ręczniki i ubrania, a pokoje zostały zniszczone, ale Angela nic o tym nie wiedziała. Choć umiała kłamać to George wiedział, że macała w tym palce i wcale nie był na nią zły, był z niej dumny. Drażniło ich tylko zachowanie Hermiony i Freda. Co się stało pomiędzy nimi? I dlaczego chłopaka nie ma przy Granger w tym trudnych chwilach?! Jest Ben... Bywały takie dni, że mizerniał w oczach. Podejrzewali, że może jest chory, albo potrzebuje pomocy, a może to Dolores, ale na ich pytania wykręcał się przemęczeniem związanym z nauką, co zważywszy na to ile książek ze sobą nosił i, że uczył się nawet w przerwach spotkania Gwardii, mogło być prawdą.
Jednak George i Angelina wymyślili plan. Ukartowali spotkanie Freda i Granger w przedziale pociągu. Angelina powiedziała Hermionie, że musi się z nią pilnie spotkać. Młodsza Gryfonka musiała się z nią spotkać, ponieważ miała u niej dług wdzięczności za wszystkie nowe rzeczy, które Johnson jej dała zaraz po ataku Romildy. 
Natomiast George powiedział swojemu bliźniakowi, że muszę się spotkać w związku z nowymi produktami. 
Angelina i Hermiona szły od jednej strony, a bliźniacy od drugiej. Niczego się nie spodziewali, kiedy nagle zostali wepchnięci do jednego przedziału i zamknięci od wewnątrz. 
Weasley i Johnson zrobili do nich słodkie minki i zaciągnęli zasłony. 
Hermiona miała to w nosie, tak jak miał to Fred. Nie chciała walczyć o coś, co dawno zostało zniszczone. Miała do siebie tylko żal drugi raz dała się tak łatwo ponieść emocjom.
Fred chciał rozmawiać z Hermioną. Chciał to zrobić, ale jednocześnie obraził się na nią śmiertelnie za kłamstwa. Wiedział, że sam też ma coś na sumieniu, ale przynajmniej nie wymyślił wymówki, żeby się z nią nie spotkać.
Nie zwracali na siebie uwagi, patrzyli za okno. Fredowi ta cisza zaczęła przeszkadzać i mimo, że miał żal do dziewczyny, a ona do niego, postanowił się odezwać.
-Dlaczego mnie okłamałaś?-Doskonale wiedzieli o czym będzie mowa, dlatego oboje nie chcieli owijać w bawełnę.
-Ja Ciebie okłamałam?! To ty miałeś się nie spotykać już z tą Demelzą!
-A ty miałaś być u Dolores!
-A może właśnie byłam?!
-Z Benem?!
-A co w tym dziwnego?! Przecież wiesz, że on też tam chodził!
-Nie mogłeś mi powiedzieć, że idziesz tam z nimi?!
-A czy to ważne?!-Znów cisza. Hermiona nie chciała okłamywać Freda, a musieli tę rozmowę odbyć, by wyjść z tego przedziału. Nie zależało jej...Nie... Właśnie zależało i to bardzo, dlatego nie chciała go okłamywać. Spuściła wzrok...
-Nie byliśmy u Umridge....
-To gdzie byliście?-Chciał poznać prawdę. Teraz i już.
-Nie mogę Ci powiedzieć.
-Hermiono....-Postanowiła zaatakować.
-A ty?! Co tam z nią robiłeś?!-Długo milczał, ale postanowił powiedzieć prawdę i miał nadzieję, że Granger wtedy zrobi to samo. 
-Przyszła do mnie. Chciała się spotkać. Odmówiłem, ale powiedziała, że chce mówić o tobie. Zaciekawiła mnie tym i zgodziłem się z nią spotkać. Ona widziałaś jak była ubrana, chciałam stąd iść, ale mnie zatrzymywała a potem pojawiłaś się Ty....z Benem.-Wyraźnie zaakcentował imię przyjaciela.
-Też chciałabym być z tobą taka szczera.-Odezwała się po chwili.-Ale nie mogę Fred, przepraszam, ale nie mogę Ci powiedzieć. Mogę cię tylko obiecać, że nie byliśmy tam w takim celu, jakim myślisz.-Uniósł brwi.-Nie całowaliśmy się, to nie była randka, nie przespaliśmy się razem...-Zaczęła wymieniać.
-Hermiono-Przerwał jej.-przecież jesteście tylko przyjaciółmi, tak?
-Tak, ale ostatnie czasy pokazały, że nie wszyscy to rozumieją...
-Wiem, ale musisz mnie zrozumieć. To jest twój przyjaciel, a ja nie chcę być tylko przyjacielem. Nie chcę żebyś miała przede mną jakieś tajemnice, a już szczególnie nie takie, które tak silnie cię z kimś łączą. Chciałbym o tym wiedzieć.
-Ale ja nie mogę...Naprawdę nie mogę...-Powiedziała łamiącym głosem.
-W takim razie nie ja nie mogę ci zaufać...-Zabrzmiało to jak jej wina. Czy to była jej wina?
-Fred... Może gdyby przeszłość inaczej się potoczyła.-Zrozumiał.

-Wiem o co chodzi, wiem, że cię zraniłem i to bardzo, ale nie zmienię tego.
-A ja nie mogę zmienić zdania i nie wydaję mi się, żeby był to jedyny powód, dla którego nie chcesz mi zaufać.-Spojrzała mu głęboko w oczy. Nad nimi wisiały miliony nie wypowiedzianych słów. 
-Nie możesz tak dłużej żyć. Udajemy, jakby nie łączyło nas tyle lat wspólnego życia. 
-Masz rację.-Poparła go Hermiona.- Po prostu tolerujmy swoją obecność.
-Okej.-Zapewnił.
-Okej.-Potwierdziła.
Choć ich dusze krzyczały zupełnie coś innego.

niedziela, 5 lutego 2017

"Co to ma znaczyć?"

  Fred cały drogą siedział w przedziale z Georgem. Nie mówili zbyt wiele. Każdy był pogrążony w swoich myślach. Weasley doskonale zdawał sobie sprawę, że Hermiona chce się z nim zobaczyć, zresztą on też tego chciał, ale postanowił przytrzymać ją w niepewności. Wiedział, że to dobrze jej zrobi.
  Hermiona siedziała z Benem, ale wzrok miała skierowany w drzwi. W czasie podróży odwiedził ich Harry. Rewson był bardzo zdenerwowany. Nie żartował, nie odzywał się. Przecież teraz wszystko będzie zupełnie inaczej. Poprzednio w Hogwarcie był jako człowiek, a teraz pojawi się jako wilkołak. 
Gdy wychodzili z pociągu Granger szukała wzrokiem Freda. Nawet nie zauważyła, że inni bezczelnie gapią się na jej bliznę. Wreszcie zauważyła George, a zaraz za nim jego kopię. Szybko odwróciła głowę, a kiedy zdała sobie sprawę, że nie widzi jej postanowiła popatrzeć trochę na niego. Płynne ruchy. Niesforne włosy. Odwieczny uśmiech. Jak nigdy przedtem poczuła pożądanie. Nie spodziewała się po samej sobie, że mogą obudzić się w niej takie emocje. Jej serce przyspieszyło, miała gęsią skórkę, a ciało krzyczało, że chce bliskości z Fredem.
Dobrze, że tłum zaczął iść w kierunku zamku, bo mogłaby rzucić się na niego.
   Hermiona spotkała Freda dopiero na śniadaniu następnego dnia. Nie przejęła się tym, że kiedy przechodziła obok innych dziewczyn, te śmiały się i wytykały ją palcami.
    -Co teraz? Jaka akcja? Myślałem trochę nad tym i co powiesz na czapki, których nie można zdjąć?-Spytał Fred z uśmiechem na twarzy swojego bliźniaka. George wyraźnie się skrzywił.-No co? Nie podoba Ci się?
-Chyba nie przemyślałeś jednego.
-Czego?-Nie krył swojego zaskoczenia.
-Tego, że ostatnio to Hermiona za nas odpowiada i jeśli wywiniemy jeszcze jeden numer to może się to dla niej źle skończyć.
-Fakt.-Był zdumiony, że brat myślał o tym w ten sposób.-To co teraz? Mamy kompletnie zamknąć naszą działalnością?-Dla dobry Hermiony mógł się poświęcić, ale nie wiedział co na to George. Nie będą sprzedawać swoich produktów, to klienci o nich zapomną, a przecież otworzenie sklepu to ich największe marzenie.
-Chwilę odczekamy, a potem zaczniemy działać potajemnie.-Uśmiechnęli się do siebie i zaczęli jeść śniadanie. Nagle Fred zaczął intensywnie patrzeć w jeden punkt. George odwrócił się tam i zobaczył, szok, Hermionę.
-No idź do niej.-Doradził ze śmiechem.
-Myślisz, że to dobry pomysł, bo wiesz...
-Idź!-Fred wstał od stołu, gdy zobaczył, że Gryfonka kieruje się w stronę wyjścia. Przyspieszył kroku i złapał ją przy schodach.
-Granger!-Krzyknął, a Hermiona widziała, jak Fred na nią patrzy i idzie za nią. Postanowiła nie dać się podejść tak łatwo, tak, jak to zrobiła wcześniej. Reagowała na Freda mocniej, bardziej. Nie mogła pozwolić, by znów poddała mu się na tacy, co teraz pewnie, by szybciej zrobiła, zważywszy, że od kiedy jego wargi dotknęły jej szyi, zaczął ją pociągać, jak nigdy wcześniej.
Leniwie odwróciła się do niego, udając znużenie, ale trzymała swoją grę. Teraz ona będzie górą.
-Granger, no no no, ładnie wyglądasz.-Zlustrował ją, ona również spojrzała na swoją szaty.
-Chodzę w tym już od września, a ty dopiero teraz to zauważyłeś?-Wyczuł inny ton jej głosu, choć na początku drżał.
-Widziałem to już wcześniej, ale zachowałem to dla siebie, by móc wykorzystać przy specjalnej okazji...-Zawiesił głos.
-Okej.-Rzuciła lekko i chciała odejść, choć jej serce wołało, by została. Weasley złapał ją za łokieć.
-Nie chcesz wiedzieć co to za okazja?
-Jakoś niespecjalnie. 
-Cóż...Twoja strata, a mogło być tak romantycznie...
-Ty i romantyzm. To ze sobą sprzeczne. 
-Randka na błoniach przy świetle księżyca ze mną...hmmm...Każda dziewczyna z tej szkoły by się zgodziła.
-Każda, to prawda, z wyjątkiem mnie.-Uśmiechnęła się triumfalnie. Czuła się pewniejsza siebie. Podobała jej się ta rozmowa. Z resztą Fredowi też, dlatego postanowił jej nie kończyć.
-Do końca roku szkolnego sprawię, że wszystkie dziewczyny z tej szkoły, a zwłaszcza ty będą chciały się ze mną umówić.
-To są tylko twoje marzenia.-Wtedy Fred swoją dłonią pogładził ją po policzku, a następnie palce wplótł w jej włosy.
-Ale jakie realne...-Szepnął, nachylając się nad nią. Już myślała, że ją pocałuję i nie miałaby nic przeciwko temu, ale on odszedł i dopiero po chwili zdała sobie sprawę, że znów wygrał! Zacisnęła ręce w pięści i pomyślała "To już ostatni raz Weasley!".
Do końca tygodnia Hermiona unikała Freda, jak to tylko możliwe. Ben wypełniał jej każdą możliwą chwilę, tak bardzo się przejmował, aż jej było głupio, że ostatnio nie myślała za dużo o Rewsonie i o tym, że jest wilkołakiem. Z jednej sprawy byli zadowoleni. Umbridge dała im spokój, przynajmniej na to wyglądało. Nie wołała ich do siebie, nie dawała prac domowych Ślizgonów, ale i George z Fredem się uspokoili. Nie robili żadnych akcji, nie zamieniali uczniów w tańczące przedmioty. A Ron, Lavender i Ginny nawet z nimi rozmawiali. Harry zastanawiał się nad terminem spotkania Gwardii. Jednym słowem mówiąc sielanka. Pozostawała jednak jeszcze jedna sprawa, sprawa blizny. Dziewczyny plotkowały o tym, co mogło się stać, że Hermiona ją ma. Pojawiały się różne pomysły. Aż w końcu Ślizgonki puściły plotkę, że Granger i Rewson znów to zrobili i pewnie dziewczyna ma więcej śladów po tym spotkaniu tylko dobrze je maskuje. Tak pikantna plotka nie mogła przejść bez echa i wkrótce dziewczęta podchwyciły ją i zaczęły śmiać z Gryfonki, która zupełnie nie rozumiała chichotu, który towarzyszył jej przejściu przez korytarz. W sumie nie reagowała na nic oprócz Freda, Bena i nauki. Zbliżała się kolejna pełnia dlatego zaczynała panikować. Szczególnie z powodu pewnej karteczki. Znalazła ją podczas kąpieli, gdy zdjęła swoją szatę. 
Kwiatuszko!
Jesteś tak zajęta wypatrywaniem mnie na korytarzu, że nawet nie wiesz kiedy jestem blisko Ciebie. Piątek, północ, pełnia księżyca, błonia, ognista, ja i TY. I tak wiem, że przyjdziesz. Mam Ci coś ważnego do powiedzenia. 
Zawsze Twój 
Nie była to zbyt trudna zagadka, kto napisał te słowa, ale na pewno było to słodkie. Tylko, że Freda pod żadnym pozorem wtedy nie powinno tam być! Będzie to pierwsza przemiana Bena w Hogwracie! To zbyt niebezpieczne, ale nie miała pojęcia jak odwieść go od tego pomysłu. Nie chciała go krzywdzić i miała wielką ochotę tam pójść tylko nie w ten dzień. W każdy inny, tylko nie w ten! Musiała z nim porozmawiać i wymyślić coś. Postanowiła,że pomówi z nim w czwartek i kiedy spotkała się z nim w Wielkiej Sali na śniadaniu postanowiła nie zwlekać. 
-Cześć.-Denerwowała się, ale starała się jakoś to ukryć. Słabo to jej wychodziło.
-Hej.-Nie krył swojego szczęścia i włączył tryb podrywu. 
-Posłuchaj Fred, nie mogę się z Tobą spotkać...-Nie dane jej było dokończyć.
-Tak, wiem, wiem Hermiono. Nie możesz, nie chcesz i tak dalej. Ja naprawdę to wszystko wiem, ale wiem też, że i tak się spotkamy w piątek.
-Ale ja nie mogę...
-Hermiono...
-Fred, posłuchaj mnie uważnie.-Powiedziała stanowczo.-Nie możemy się spotkać w piątek, ponieważ...bo...
-Tak?-Czekał już na tanią wymówkę.
-Umbridge mnie wzywa. 
-Umbridge?! He...
-Ciii! Fred! Ciszej!-Zaczął się rozglądać czy przypadkiem nikt nie usłyszał ich rozmowy. Granger pociągnęła go za rękaw i wyprowadziła z Wielkiej Sali.
-Co się stało? Co od Ciebie chce?
-Nie wiem, naprawdę nie mam pojęcia, ale dobrze wiesz, że muszę do niej iść.
-Idę z tobą.
-Nie!-Wrzasnęła!-Znaczy...Nie możesz Fred. Spotkamy się innym razem. Przysięgam Ci to, ale nie jutro.
-Musisz do niej iść o północy?-O,o, zaczyna robić się niedobrze.
-Nieee, nie o północy, ale koło dwudziestej pierwszej i nie wiem do której tam będę, a podejrzewam, że nie będę w nastroju na pogaduszki.-Starała się posłać mu pociągające spojrzenie, ale już nie był w nastroju. 
-Będę na ciebie czekał w Pokoju Wspólnym.-No tylko tego brakowało!
-Fred, nie. Porozmawiamy rano, ale po obiedzie pójdziemy na spacer, dobrze?- Nie chciał się na to godzić, ale widząc jej błagalne spojrzenie nie miał innego wyjścia. 
-Okej, ale obiecaj mi to.
-Obiecuję.-Spojrzeli sobie w oczy, ale Hermiona nie mogła wytrzymać tego spojrzenia. Nie umiała pogodzić się z myślą, że go okłamała.
Unikała go specjalnie. A głowę wypełnił jej Ben. W dodatku Harry zaplanował spotkanie Gwardii w sobotę. Rewson na pewno nie będzie w stanie przyjść. 
Fred upajał się myślą, że idzie na randkę z Granger. Ona jeszcze nie wiedziała, że to randka, ale obiecała się z nim spotkać. W piątek rano pewna osoba zwaliła go z nóg.
-Hej Fred.-Wiktoria stała przed nim i śmiała mu się prosto w twarz. Nie wiedział jakim cudem udało jej się dostać do męskich dormitoriów. 
-Czego chcesz?-Nie miał ochoty na rozmowę. 
-Ktoś tu wstał lewą nogą...Oj...Fredi,Fredi...Niedobrze...-Ustała za nim i złapała go za ramię. Natychmiast zrzucił jej rękę.
-Ponawiam pytanie po raz ostatni. Czego chcesz?
-Porozmawiać.-Uśmiechnęła się zalotnie.
-Hmm...porozmawiać...Myślałem o tym i wiesz, nie chcę już w życiu z tobą rozmawiać.
-Czyżby to przez to, że zabrałam ci gości z imprezy?-Powiedziała zalotnie.
-Nie. To była najbardziej udana impreza w całym moim życiu. 
-Fred...Jak ty mało w życiu widziałeś...
-Jeśli to tyle miałaś mi do powiedzenia to schodzę na śniadanie.
-Nie! Fred...Mam dla ciebie bardzo ważną wiadomość, ale ta rozmowa nie jest na teraz. Musimy się spotkać.
-Nie mam czasu. 
-Ale myślę, że to naprawdę mogłoby cię zainteresować.
-Szczerze wątpię.
-Jeszcze nie wiesz o czym chcę mówić.
-I jakoś nie mam ochoty się dowiadywać.
-A chcę mówić o Hermionie.
-O Hermionie?-Może jednak to coś ciekawego.
-Tak, o Hermionie. 
-Co chcesz o niej powiedzieć?
-Przed chwilą nie miałeś ochoty na rozmowy.
-Nie nadużywaj mojej cierpliwości. 
-Fredi, Fredi....
-Nie mów tak na mnie!-Gdyby Wiktoria była chłopakiem już dawno by zarobiła mocny cios prosto w nos.
-Spotkajmy się. 
-Kiedy?-Uśmiechnęła się pod nosem. 
-Dziś. Pół godziny przed północą. Przed Wielką Salą.
-Dobrze, będę, ale mam nadzieję, że te informacje są tego warte.-Nie odpowiedziała na to. Mrugnęła do niego zalotnie i wyszła z jego pokoju. 
Był zły. Na nią. Na siebie. Ale przede wszystkim był niezwykle ciekaw co powie mu Frobisher i to przezwyciężyło wszystko. 
Do końca dnia nie mógł skupić się na niczym innym przez co Gryffindor stracił piętnaście punktów i omal nie zaliczył szlabanu u Filtcha. Chciał tylko przesunąć wskazówki zegara. 
Hermiona i Ben również nie mogli skupić się na lekcjach. A gdy o szesnastej skończyli swoje zajęcia zaczęli przygotowania do tego, co miało się zdarzyć. Na samą myśl o tym, że Ben przemieni się w wilkołaka w Hogwarcie dostawali gęsiej skórki. O dwudziestej trzeciej Ben czekał na Hermione przed Pokojem Wspólnym. Musieli zrobić jeszcze jedną rzecz. Upewnić się, że Filtch nie złapie ich. Mieli przygotowaną kocię karmę dla pani Norris oraz pudełko czekoladek z eliksirem słodkiego snu, który miał zapewnić im bezpieczeństwo. 
Zostawili to na jednym z korytarzu i już po chwili zobaczyli jak woźny i kotka wpadają w ich pułapkę. Udali się więc do drzwi, choć nie mieli na to najmniejszej ochoty.
-Boisz się?-Spytała.
-Nawet nie wiesz jak bardzo.
-Wszystko będzie dobrze. Nic ci się nie stanie. Nikt się nie dowie i będziesz miał jeszcze dwa dni by dojść do siebie. 
-Hermiono...-Delikatnie się uśmiechnął.-Tu wcale nie chodzi o to. Boję się, że cię skrzywdzę, że coś ci zrobię, a tego bym sobie nie wybaczył do końca życia. 
-Ale przecież reagujesz na dźwięk mojego głosu. Słuchasz się mnie.
-To, że raz się tak zdarzyło nie oznacza, że za każdym razem tak będzie...
-Ben!-Zatrzymała się i złapała go za ramionami.-Nic mi się nie stanie! Umiem o siebie zadbać i nie dopuszczę do tego, by tobie stała się jakaś krzywda, dobrze?-Kiwnął głową niepewnie. Hermiona ujęła delikatnie jego dłoń. Ze wszystkich sił starała się poprawić jego humor i zapewnić go, że przy niej jej bezpieczny. 
   Fred nie powiedział bliźniakowi kto go dziś odwiedził, bo wiedział jak ten by się na niego wkurzył. W sumie to zachowanie nie było fair wobec Hermiony, ale przecież ona się o tym nie dowie. 
Czekał o ustalonej porze i w ustalonym miejscu na Wiktorię, ale dziewczyny jeszcze nie było. Spóźniła się prawie dziesięć minut. Spojrzał na nią lodowato, to jedyne co mógł zrobić w tej sytuacji.
-Mów wszystko co masz do powiedzenia od razu, bo nie mam dla ciebie zbyt dużo czasu.-Spojrzał na nią groźnie i dopiero dostrzegł w co też ta dziewczyna się ubrała. Sam na sobie miała zwykłe dżinsy i szary T-shirt, ale nie ona. Miała czarne, wysokie szpilki, również czarną, skórzaną mini, która niewątpliwie uniemożliwiała jej ruchy i czerwoną bokserkę, może pożyczoną od młodszej siostry, ponieważ odsłaniała jej brzuch i wiele z dekoltu. Usta podkreśliła czerwoną pomadką, a oczy mocno umalowała, włosy spięła w wysoki kucyk dzięki czemu doskonale widział jej obojczyki, które jeszcze nie tak dawno temu pieścił. 
-Tęsknię za tobą.
-To jest żenujące.-Nie podobała mu się! Nie podobała mu się taka wyuzdana! Nie chciał jej znać.
-Co ona ma czego ja nie mam?!-Zapytała rozpaczliwie.
-Mózg...
-Fred!-Rzuciła się na niego i chciała pocałować, ale nie pozwalał jej na to. Nagle usłyszeli jakieś kroki. Wiktoria złapała Freda tam, gdzie jego zdaniem nie powinna i wyciągnęła swoją różdżkę spod spódnicy.
-Lumos.-Szepnęła. Uznała, że była to jej najlepsza decyzja w życiu. 
Zobaczyli Hermione i Bena. Trzymali się za ręce, ale Granger widziała tylko Freda i rękę Wiktorii tam, gdzie nigdy nie chciała zobaczyć. Weasley wyrwał się z tego uścisku i patrzył na nich wrogo. Granger puściła dłoń Rewsona. 
-Właśnie to chciałam ci powiedzieć.-Tak naprawdę Wiktoria nie miała pojęcia o niczym, miała nadzieję, że jakoś uda jej się przekonać Freda, by do niej wrócił, ale ciężko nie wykorzystać takiej okazji. 
-Co to ma znaczyć?-Weasley spytał przez zaciśnięte zęby i unikając Frobisher.
-Równie dobrze mogę cię o to zapytać!-Ben się wściekł.
-Nie rozmawiam z tobą!-Fred zrobił kilka kroków do niego. 
-Spokojnie, panowie.-Hermiona stała i nic mówiła, bo co też mogła powiedzieć? W następnej chwili Wiktoria zgasiła światło płynące z jej różdżki. Ben pociągnął Granger za rękę i natychmiast znaleźli się na dworze. 
Fred szukał swojej różdżki i zanim wyjął z tylnej kieszeni spodni Bena i Hermiony już nie było.
-To właśnie chciałam ci powiedzieć. Ona cię okłamuje. Tylko ja zawsze byłam z tobą szczera i tylko mi możesz ufać.
-Wiktoria! Hermiona może spotykać się z kimś chce i może robić co chce! Nie obchodzi mnie to, ale ty nie obchodzisz mnie jeszcze bardziej. Nic do ciebie nigdy nie czułem i nie poczuje. Zostaw mnie w spokoju już na zawsze. Nie chcę już tracić mojego czasu na ciebie.-Nie pamiętał jak dotarł do swojego dormitorium, nie pamiętał jak znalazł się w swoim łóżku. Miał przed oczyma tylko jeden obraz. Hermiona, jego Hermiona i Ben trzymający się za ręce. Nie mogła się z nim spotkać, bo idzie do Umbridge? Jak mogła go tak okłamać? 
Liczył, że szybko zaśnie i zapomni. Nie mógł przez przynajmniej godzinę, a śnił o Granger. Usiadł na łóżku, wyjął ich wspólne zdjęcie i wpatrywał się w nie. I tak do rana.
  Hermiona była roztrzęsiona i nie mogła opanować płaczu. Znów to zrobił. Nawet jej kłamstwo było niczym w porównaniu do tego co zrobił i jeszcze ubiór Wiktorii. Gardziła sobą za to, że mu zaufała, jak ostatnia idiotka. Brzydziła się swoich ust, swojej szyi, każdego miejsca, którego dotknął. Ale chwila! Jest tutaj z Benem! Nie mają czasu do stracenia! Spojrzała na chłopaka. Ten tylko wpatrywał się w nią ze współczuciem, którego nie chciała widzieć w jego spojrzeniu. 
Zaczęła szybko iść w kierunku Bijącej Wierzby. Rewson szedł za nią. Wyjęła różdżkę i sprawiła, że drzewo zastygło. Ben wślizgnął się w dziurę. Hermiona została. Usiadła pod drzewem i płakała, aż nad ranem obudził ją Ben. Potrząsnął jej ramieniem. Wyglądał okropnie. 
-No i jak?-Natychmiast wstała.
-Zdemolowałem Wrzeszącą Chatę.
-Przepraszam, następnym razem pójdę z tobą, tylko dziś...Przepraszam.
-Ciii....Nic nie mów. Chodź.-Objął ją ramieniem i zaprowadził pod Pokój Wspólny. Wolnym krokiem poszła do swojego dormitorium i bardzo, ale to bardzo tego żałowała, że tam weszła.