Szablon stworzony przez Arianę dla Wioski Szablonów | Technologia Blogger | X

piątek, 21 lipca 2017

"Anioł."

   Hermiona siedziała w przedziale z Benem. Chłopak próbował ją zagadać, ale dziewczynie usilnie próbowała zignorować jego próby podjęcia tematu do rozmowy. Na przerwę wiosenną dostali zaproszenie od rodziców zarówno Granger jak i Rewson, ale zaoferował się również Remus, dlatego chcieli skorzystać z jego propozycji, ponieważ Puchon był jeszcze niedoświadczonym wilkołakiem, a z tego co udało im się ustalić, że Ben reaguje na głos Hermiony, w trakcie przemiany uznaje go za głos władczy, którego musi słuchać i jest głosem przewodnim. Jak na razie nie mógł wytłumaczyć tego w inny sposób. Chciał się spotkać z Lupinem, opowiedzieć mu o wszystkim i cieszył się, że i Hermiona tam będzie. 
  Fred miał mętlik w głowie. Nie był do końca już niczego pewien. Z jednej strony cieszył się, że on i Hermiona zaczną siebie traktować w sposób ludzki, jednak z drugiej chyba sam chciał czegoś więcej. Nie potrafił okazać w swoich uczuć, nie potrafił ich odczytać. Chciał stworzyć coś pięknego z tą dziewczyną, ale nie chciał, bo to uczucie opierało się na kłamstwie. 
 Gdy wysiedli z pociągu Fred podszedł do rodziców, którzy nadal w głowach mieli jego wcześniejszy wybryk z Hermioną. Znów wszyscy zjeżdżali się do Nory. Nie przeszkadzało mu to, o ile oczywiście nie będzie Granger. Mają się tolerować, ale nie będzie łatwo, kiedy znów będzie oglądał ich na tych samych schodach i wspominał wakacje. Zauważył jednak, że dziewczyna z Benem podchodzą do Remusa i Tonks. Dlaczego oni mają ze sobą taki dobry kontakt?
  Hermiona świetnie się czuła o Lupina. Spędzała dużo czasu z Tonks i uczyła się od niej nowych zaklęć. W dodatku była miła, zabawna,a czas spędzony z nią upływał szybko. 
Tak było i tym razem. Ben i Remus siedzieli w książkach i czytali wszystko, co mogło się przydać Puchonowi, analizowali każdą sytuację, a dziewczyny albo rozmawiały albo każda z nich zajmowała się swoimi sprawami. 
Granger myślała o tym wszystkim co ją spotkało. O rozmowie z Fredem. Była przekonana, że jej tajemnica nie jest jedyną przeszkodą na drodze do ich związku. Zbyt wiele niewypowiedzianych słów. Pogubiona w swoich uczuciach. To najlepiej opisywało Granger, jednak nadal czuła, jakby kochała Freda. Najwyraźniej on jej nie.
  W Norze czas upływał wolno na słodkim lenistwie. Pani Molly wyraźnie strapiona tym co ostatnio się dzieje dawała im więcej swobody i czasu wolnego. Fred jeśli nie pracował z George nie miał nic innego do roboty, dlatego się nudził. Leżał na swoim łóżku i rozmyślał. Nad wszystkim co stało się w pociągu. Może popełnił błąd, może każdy może mieć tajemnice? Już sam nie wiedział. Czuł tylko, że kocha tą piękną dziewczynę. 
  W sobotę wszyscy szykowali się na małe przyjęcie. W poniedziałek znowu wracali do szkoły, dlatego pani Weasley postanowiła zaprosić przyjaciół na kolację. 
  Hermiona wiedziała gdzie są zaproszeni, ale nie bała się tam iść. Założyła czarną, koronkową sukienkę z rozszerzanymi rękawami w stylo boho a do tego czarne sandały na grubym obcasie i zeszła na dół. Wszyscy na nią czekali. Ben od razu obsypał komplementami dziewczynę.
-Pięknie wyglądasz. Zniewalająco. Brak mi słów...Ta sukienka ślicznie na Tobie leży.
-Ma rację.-Lupin poklepał Rewsona po ramieniu.
Teleportowali się przed Norę. 
    Siedzieli już przy stole, ale jeszcze czekali na George, Freda i Angelinę, których gdzieś wcięło. Spóźnili się prawie kwadrans, ale nikt nie przejął się tym. Usiedli przy stole. Wtedy Fred spojrzał na nią. Jej wyraz twarzy, oczy, ubrania, wszystko podkreślało to jak bardzo się zmieniła. Teraz była pewna siebie, odważna. Takiej jej chyba jeszcze nie widział. 
Kiedy podano jedzenie wszyscy umilkli zachwycając się kuchnią pani Molly. Przy deserze Ben zaczął opowiadać o sobie i swojej rodzinie. Nie mówił o swoich korzeniach, o powiązaniu z Tonks. Remus i Nimfadora doskonale rozumieli dlaczego chce to zrobić i nie wydali go.
  Hermiona stała na werandzie z kieliszkiem, kiedy nagle podszedł do niej Fred. Wyglądał elegancko w koszuli. Ręce trzymał w kieszeni. Nie spojrzała na niego. Patrzyła w gwiazdy. Chłopak opar się o framugę i bacznie przyglądał się dziewczynie. Emanowała od niej siła, co jeszcze bardziej go przyciągało do niej, a w pewien sposób i podniecało. 
-Piękne mamy dziś niebo.-Nie oderwał od niej wzroku, kiedy to mówił. Nie odpowiedziała mu na to.-A pomimo to jeden anioł wolał je opuścić. Przyleciał tutaj na swoich skrzydłach i wybrał mnie, takiego zwyczajnego Freda. To jest mój anioł.-Uśmiechnęła się pod nosem.-Ej!-Roześmiał się.-Przecież między nami jest wszystko okej, więc chyba mogę cię komplementować? Wyglądasz naprawdę pięknie.-Nie krył zachwytu.
-Oczywiście, że możesz mnie komplementować, ale nie podrywać tanimi tekstami.-Odwróciła się do niego.
-Kie...-Postanowił jednak nie wracać do przeszłości. Wiedział, że dziewczyna wtedy opuściłaby go, a miło się stało przy Hermionie.-Nie będę więcej tego robił.
-Cieszę się niezmiernie. 
-Och...Hermiono...
-Tak?
-Wyglądasz cudownie w świetle tego księżyca.
-A tobie oczy się świecą, za dużo pijesz Fred.
-To z rozpaczy po tobie.
-Uwierz mi, że brzmi to absurdalnie.
-W mojej głowie rzeczywiście brzmiało lepiej.
-Twoja głowa jest pełna szalonych pomysłów.
-A jednym z nich jest to, żeby cię pocałować.-Natychmiast znalazł się przy Gryfonce i obdarzył ją gorącym pocałunkiem. Przyciągnął ją bliżej siebie i przytulił, ale nie rozstawał się z jej ustami. Miał w głowie zupełną pustkę. Po prostu chciał to zrobić, a on jako Fred Weasley dostawał to, co chciał. Pociągnął ją za sobą tak, żeby nikt ich nie widział, ale nadal całował. Kiedy miał już pewność, że stoją pośród ciemności i ich sylwetki nie zostaną dostrzeżone Hermiona spoliczkowała go. Był tym wstrząśnięty tak jak ona tym pocałunkiem. Co ten chłopak sobie wyobrażał?! Nie była jego zabawką!
-Co Ty sobie myślisz?! Za kogo ty mnie masz?! Mieliśmy utrzymywać przyjacielskie stosunki!-Zapadła między nami głucha cisza, którą przerwał krzyk Freda.
-KOCHAM CIĘ!




                                             Drodzy czytelnicy!
   Rozdział nie za długi, ale myślę, że wart przeczytania, szczególnie zważywszy na końcówkę. Jakie są Wasze przemyślenia? Czekam na komentarze. :)
P.S. Jeśli ktoś z Was miałby chęć i czas to może zagłosować na mój blog na wattpadzie w kategorii romans wszech czasów, wklejam link poniżej. Jeśli podoba Ci się moje opowiadanie będę wdzięczna za oddany głos. ;)
Mój numer=10! 

https://www.wattpad.com/439956253-harry-potter-awards-pl-2017-1-romans-wszech-czas%C3%B3w

piątek, 7 lipca 2017

"Rozejm."

  Hermiona leniwym wzrokiem ogarnęła cały pokój i myślała, że się po prostu pomyliła. Otworzyła nie te drzwi. Może to nawet nie jest wieża Gryfindoru. Bo przecież to pobojowisko nie może być jej pokojem! Wszędzie porozwalane były jej ubrania, rzeczy, książki. Podniosła z podłogi jedną ze swoich białych koszul. Zostały w niej wycięte myślne wzorki. 
-I co ty na to Granger?-Z założonymi rękami stanęła przed nią Romillda Vane, a jej po prostu zabrakło słów, żeby powiedzieć wszystko to, co czuje. Złość, smutek, rozżalenie, irytację, ból...
Hermiona za swoimi plecami usłyszała cichy chichot innych dziewczyn. 
-O tak późnej porze wracasz? Gdzie byłaś?-Ton Vane zmienił się z przesłodzonego na zimny, władczy, ale Hermiona miała gdzieś Romilldę, Hogwart, wszystko co teraz ją otaczało. Liczyło się tylko spojrzenie Freda, kiedy zobaczył ją z Benem. A przecież to wcale nie było tak! Tylko czy będzie chciał ją wysłuchać...? Zresztą czy był wart takiego zachodu skoro umawia się z inną i to jeszcze z Demelzą, kiedy ona nie może?! Dlaczego mu zaufała...?
Bo go kochała. 
Obecnie nie mogła martwić się o Freda tylko o to, czy nie zostanie rzucony na nią jakąś urok. Wszystkiego mogła się spodziewać po minie Gryfonek. Postanowiła coś powiedzieć.
-Nie wiem dlaczego to zrobiłyście, nie wiem dlaczego jesteście takie okrutne, ale idźcie już stad. Proszę.- Czuła jak pod powiekami zbierają jej się łzy, ale nie chciała płakać. Nie tutaj i nie przy nich.
-Jesteś beznadziejna Granger.-Romillda przewodniczyła stadu.-Nic nie rozumiesz, nie widzisz. Przecież przez cały czas się z ciebie śmiejemy, frajerko! Tak to jest, gdy chodzi się do łóżka z pierwszym lepszym!-Gestem ręki wskazała na twarz Hermiony, gdzie blizna po zadrapaniu przez Bena była coraz mniej widoczna.-Taka pilna uczennica...Taka wzorowa dziewczyna...A nie różnisz się niczym od nas! I chcemy, żeby wszyscy o tym widzieli! Jaka jesteś naprawdę! Jesteś puszczalska!-Wszystkie dziewczyny zaczęły się przekrzykiwać, aby poprzeć Romildę. Ta wzięła do ręki jedną koszulę Hermiony, obecnie była cała pocięta.-Widzisz, taki strój bardziej Ci będzie pasował.-Posłała jej złowieszczy uśmiech. 
-Wynoście się!-Krzyknęła Hermiona z całą siłą, którą miała w płucach. Zaczęły zbierać się inne dziewczęta przywołane głosami o tak późnej porze. Do pokoju wpadła Aneglina.
-Co się tutaj wyprawia?!
-Odsuń się! Ta sprawa ciebie nie dotyczy, przynajmniej Ty nie kryjesz się ze swoim zachowaniem!-Johnson objęła wzorkiem cały pokój i powoli docierało do niej co się stało. Była dziewczyną, która lubi plotki i co nieco słyszała o Hermione i o tym co planują inne dziewczyny, ale w życiu nie przypuszczała, że coś takiego będzie miało miejsce.
-Lepiej zabierz się stąd ze swoimi koleżankami Romilda.-Zagroziła Angela.
-Tak? Bo co?! Co mi zrobisz?! 
-Nie chcesz wiedzieć!-Wyciągnęła różdżkę i skierowała ją prosto na Vane.
-Nie wolno ci...-Jej mina zbladła.
-A tobie wolno włamywać się do cudzego pokoju i niszczyć czyjąś własność?!- Długo stały patrząc sobie w oczy, żadna nie chciała odpuścić, jednak po chwili Vane odezwała się do dziewczyn, które z nią przyszły.
-Idziemy, my już zrobiłyśmy, co swoje. 
    Po woli tłum zaczął się rozchodzić. Hermiona w tym czasie zbierała swoje rzeczy i oceniała straty. Okazały się być ogromne. Poniszczone książki, z których się uczyła, ani jednej koszuli, która byłaby niezniszczona. 
-Zostaw to...-Angelina wyrwała z jej rąk księgi i sama zabrała się za sprzątanie. Granger siedziała na łóżku i patrzyła na poczynania dziewczyny. Kiedy pokój wyglądał już w miarę przyzwoicie, a Lavander i inne współlokatorki opowiedziały, jak banda Romildy wtargnęła do pokoju Hermiona zasunęła kotary przy sowim łożu. Angelina była przy niej i przytuliła się, a wtedy Granger zaczęła płakać. Nie chciała tego robić, ale emocje z całego dnia spływały właśnie po jej policzkach. 
Johnson nie odzywała się do przyjaciółki, a kiedy ta zasnęła odeszła by wysłać sowę do rodziców, by wysłali jej trochę książek i ubrań...
     Z samego rana Hermiona była wyśmiewana, ale nie obchodziło ją to. Wiedziała, że wieści szybko się roznoszą. Musiała spotkać się z Benem. 
-Jak się czujesz?-Dopadła go w Wielkiej Sali.
-Potwornie.
-Dlaczego?! Co jest?!
-Słyszałem co wczoraj się stało u ciebie...
-Ben...
-Posłuchaj Hermiono...
-Nie! Ben, to ty posłuchaj. To jest bez znaczenia co tam się stało. Najważniejszy jesteś ty i to jak się czujesz. Ja sobie poradzę, to tylko głupie żarty.
-Bardzo głupie...-Wiedział, że nic nie wskóra. Uparła się i nie było żadnej siły, żeby ją złamać.
   Przez cały tydzień zajęli się szkołą i gwardią. Na horyzoncie było widać już przerwę wiosenną i nauczyciele przyciskali z nauką. Dodatkowo Fred, George oraz reszta najstarszych uczniów szykowali się na egzaminy. 
Hermiona unikała Freda, ale widać było, że i on jej unika. Udawali, że istnieją, co pozostawało tajemnicą dla innych dlaczego wrócili do punktu wyjścia?! George wielokrotnie naciskał na bliźniaka.
-Nie chcę o tym mówić.-Cały czas to samo. 
Jednak nic nie trwa wiecznie. Omijanie się na korytarzach, nie patrzenie w swoim kierunku, udawanie, że ta druga osoba nie istnieje. George dowiedział się od Angeliny co Gryfonki zrobiły Hermionie i był tym wstrząśnięty, nawet zaproponował swoją interwencje, ale jego dziewczyna obiecała, że wszystkim się zajmie. Podobno kiedy Gryfonki kąpały się nagle zniknęły ich ręczniki i ubrania, a pokoje zostały zniszczone, ale Angela nic o tym nie wiedziała. Choć umiała kłamać to George wiedział, że macała w tym palce i wcale nie był na nią zły, był z niej dumny. Drażniło ich tylko zachowanie Hermiony i Freda. Co się stało pomiędzy nimi? I dlaczego chłopaka nie ma przy Granger w tym trudnych chwilach?! Jest Ben... Bywały takie dni, że mizerniał w oczach. Podejrzewali, że może jest chory, albo potrzebuje pomocy, a może to Dolores, ale na ich pytania wykręcał się przemęczeniem związanym z nauką, co zważywszy na to ile książek ze sobą nosił i, że uczył się nawet w przerwach spotkania Gwardii, mogło być prawdą.
Jednak George i Angelina wymyślili plan. Ukartowali spotkanie Freda i Granger w przedziale pociągu. Angelina powiedziała Hermionie, że musi się z nią pilnie spotkać. Młodsza Gryfonka musiała się z nią spotkać, ponieważ miała u niej dług wdzięczności za wszystkie nowe rzeczy, które Johnson jej dała zaraz po ataku Romildy. 
Natomiast George powiedział swojemu bliźniakowi, że muszę się spotkać w związku z nowymi produktami. 
Angelina i Hermiona szły od jednej strony, a bliźniacy od drugiej. Niczego się nie spodziewali, kiedy nagle zostali wepchnięci do jednego przedziału i zamknięci od wewnątrz. 
Weasley i Johnson zrobili do nich słodkie minki i zaciągnęli zasłony. 
Hermiona miała to w nosie, tak jak miał to Fred. Nie chciała walczyć o coś, co dawno zostało zniszczone. Miała do siebie tylko żal drugi raz dała się tak łatwo ponieść emocjom.
Fred chciał rozmawiać z Hermioną. Chciał to zrobić, ale jednocześnie obraził się na nią śmiertelnie za kłamstwa. Wiedział, że sam też ma coś na sumieniu, ale przynajmniej nie wymyślił wymówki, żeby się z nią nie spotkać.
Nie zwracali na siebie uwagi, patrzyli za okno. Fredowi ta cisza zaczęła przeszkadzać i mimo, że miał żal do dziewczyny, a ona do niego, postanowił się odezwać.
-Dlaczego mnie okłamałaś?-Doskonale wiedzieli o czym będzie mowa, dlatego oboje nie chcieli owijać w bawełnę.
-Ja Ciebie okłamałam?! To ty miałeś się nie spotykać już z tą Demelzą!
-A ty miałaś być u Dolores!
-A może właśnie byłam?!
-Z Benem?!
-A co w tym dziwnego?! Przecież wiesz, że on też tam chodził!
-Nie mogłeś mi powiedzieć, że idziesz tam z nimi?!
-A czy to ważne?!-Znów cisza. Hermiona nie chciała okłamywać Freda, a musieli tę rozmowę odbyć, by wyjść z tego przedziału. Nie zależało jej...Nie... Właśnie zależało i to bardzo, dlatego nie chciała go okłamywać. Spuściła wzrok...
-Nie byliśmy u Umridge....
-To gdzie byliście?-Chciał poznać prawdę. Teraz i już.
-Nie mogę Ci powiedzieć.
-Hermiono....-Postanowiła zaatakować.
-A ty?! Co tam z nią robiłeś?!-Długo milczał, ale postanowił powiedzieć prawdę i miał nadzieję, że Granger wtedy zrobi to samo. 
-Przyszła do mnie. Chciała się spotkać. Odmówiłem, ale powiedziała, że chce mówić o tobie. Zaciekawiła mnie tym i zgodziłem się z nią spotkać. Ona widziałaś jak była ubrana, chciałam stąd iść, ale mnie zatrzymywała a potem pojawiłaś się Ty....z Benem.-Wyraźnie zaakcentował imię przyjaciela.
-Też chciałabym być z tobą taka szczera.-Odezwała się po chwili.-Ale nie mogę Fred, przepraszam, ale nie mogę Ci powiedzieć. Mogę cię tylko obiecać, że nie byliśmy tam w takim celu, jakim myślisz.-Uniósł brwi.-Nie całowaliśmy się, to nie była randka, nie przespaliśmy się razem...-Zaczęła wymieniać.
-Hermiono-Przerwał jej.-przecież jesteście tylko przyjaciółmi, tak?
-Tak, ale ostatnie czasy pokazały, że nie wszyscy to rozumieją...
-Wiem, ale musisz mnie zrozumieć. To jest twój przyjaciel, a ja nie chcę być tylko przyjacielem. Nie chcę żebyś miała przede mną jakieś tajemnice, a już szczególnie nie takie, które tak silnie cię z kimś łączą. Chciałbym o tym wiedzieć.
-Ale ja nie mogę...Naprawdę nie mogę...-Powiedziała łamiącym głosem.
-W takim razie nie ja nie mogę ci zaufać...-Zabrzmiało to jak jej wina. Czy to była jej wina?
-Fred... Może gdyby przeszłość inaczej się potoczyła.-Zrozumiał.

-Wiem o co chodzi, wiem, że cię zraniłem i to bardzo, ale nie zmienię tego.
-A ja nie mogę zmienić zdania i nie wydaję mi się, żeby był to jedyny powód, dla którego nie chcesz mi zaufać.-Spojrzała mu głęboko w oczy. Nad nimi wisiały miliony nie wypowiedzianych słów. 
-Nie możesz tak dłużej żyć. Udajemy, jakby nie łączyło nas tyle lat wspólnego życia. 
-Masz rację.-Poparła go Hermiona.- Po prostu tolerujmy swoją obecność.
-Okej.-Zapewnił.
-Okej.-Potwierdziła.
Choć ich dusze krzyczały zupełnie coś innego.

niedziela, 5 lutego 2017

"Co to ma znaczyć?"

  Fred cały drogą siedział w przedziale z Georgem. Nie mówili zbyt wiele. Każdy był pogrążony w swoich myślach. Weasley doskonale zdawał sobie sprawę, że Hermiona chce się z nim zobaczyć, zresztą on też tego chciał, ale postanowił przytrzymać ją w niepewności. Wiedział, że to dobrze jej zrobi.
  Hermiona siedziała z Benem, ale wzrok miała skierowany w drzwi. W czasie podróży odwiedził ich Harry. Rewson był bardzo zdenerwowany. Nie żartował, nie odzywał się. Przecież teraz wszystko będzie zupełnie inaczej. Poprzednio w Hogwarcie był jako człowiek, a teraz pojawi się jako wilkołak. 
Gdy wychodzili z pociągu Granger szukała wzrokiem Freda. Nawet nie zauważyła, że inni bezczelnie gapią się na jej bliznę. Wreszcie zauważyła George, a zaraz za nim jego kopię. Szybko odwróciła głowę, a kiedy zdała sobie sprawę, że nie widzi jej postanowiła popatrzeć trochę na niego. Płynne ruchy. Niesforne włosy. Odwieczny uśmiech. Jak nigdy przedtem poczuła pożądanie. Nie spodziewała się po samej sobie, że mogą obudzić się w niej takie emocje. Jej serce przyspieszyło, miała gęsią skórkę, a ciało krzyczało, że chce bliskości z Fredem.
Dobrze, że tłum zaczął iść w kierunku zamku, bo mogłaby rzucić się na niego.
   Hermiona spotkała Freda dopiero na śniadaniu następnego dnia. Nie przejęła się tym, że kiedy przechodziła obok innych dziewczyn, te śmiały się i wytykały ją palcami.
    -Co teraz? Jaka akcja? Myślałem trochę nad tym i co powiesz na czapki, których nie można zdjąć?-Spytał Fred z uśmiechem na twarzy swojego bliźniaka. George wyraźnie się skrzywił.-No co? Nie podoba Ci się?
-Chyba nie przemyślałeś jednego.
-Czego?-Nie krył swojego zaskoczenia.
-Tego, że ostatnio to Hermiona za nas odpowiada i jeśli wywiniemy jeszcze jeden numer to może się to dla niej źle skończyć.
-Fakt.-Był zdumiony, że brat myślał o tym w ten sposób.-To co teraz? Mamy kompletnie zamknąć naszą działalnością?-Dla dobry Hermiony mógł się poświęcić, ale nie wiedział co na to George. Nie będą sprzedawać swoich produktów, to klienci o nich zapomną, a przecież otworzenie sklepu to ich największe marzenie.
-Chwilę odczekamy, a potem zaczniemy działać potajemnie.-Uśmiechnęli się do siebie i zaczęli jeść śniadanie. Nagle Fred zaczął intensywnie patrzeć w jeden punkt. George odwrócił się tam i zobaczył, szok, Hermionę.
-No idź do niej.-Doradził ze śmiechem.
-Myślisz, że to dobry pomysł, bo wiesz...
-Idź!-Fred wstał od stołu, gdy zobaczył, że Gryfonka kieruje się w stronę wyjścia. Przyspieszył kroku i złapał ją przy schodach.
-Granger!-Krzyknął, a Hermiona widziała, jak Fred na nią patrzy i idzie za nią. Postanowiła nie dać się podejść tak łatwo, tak, jak to zrobiła wcześniej. Reagowała na Freda mocniej, bardziej. Nie mogła pozwolić, by znów poddała mu się na tacy, co teraz pewnie, by szybciej zrobiła, zważywszy, że od kiedy jego wargi dotknęły jej szyi, zaczął ją pociągać, jak nigdy wcześniej.
Leniwie odwróciła się do niego, udając znużenie, ale trzymała swoją grę. Teraz ona będzie górą.
-Granger, no no no, ładnie wyglądasz.-Zlustrował ją, ona również spojrzała na swoją szaty.
-Chodzę w tym już od września, a ty dopiero teraz to zauważyłeś?-Wyczuł inny ton jej głosu, choć na początku drżał.
-Widziałem to już wcześniej, ale zachowałem to dla siebie, by móc wykorzystać przy specjalnej okazji...-Zawiesił głos.
-Okej.-Rzuciła lekko i chciała odejść, choć jej serce wołało, by została. Weasley złapał ją za łokieć.
-Nie chcesz wiedzieć co to za okazja?
-Jakoś niespecjalnie. 
-Cóż...Twoja strata, a mogło być tak romantycznie...
-Ty i romantyzm. To ze sobą sprzeczne. 
-Randka na błoniach przy świetle księżyca ze mną...hmmm...Każda dziewczyna z tej szkoły by się zgodziła.
-Każda, to prawda, z wyjątkiem mnie.-Uśmiechnęła się triumfalnie. Czuła się pewniejsza siebie. Podobała jej się ta rozmowa. Z resztą Fredowi też, dlatego postanowił jej nie kończyć.
-Do końca roku szkolnego sprawię, że wszystkie dziewczyny z tej szkoły, a zwłaszcza ty będą chciały się ze mną umówić.
-To są tylko twoje marzenia.-Wtedy Fred swoją dłonią pogładził ją po policzku, a następnie palce wplótł w jej włosy.
-Ale jakie realne...-Szepnął, nachylając się nad nią. Już myślała, że ją pocałuję i nie miałaby nic przeciwko temu, ale on odszedł i dopiero po chwili zdała sobie sprawę, że znów wygrał! Zacisnęła ręce w pięści i pomyślała "To już ostatni raz Weasley!".
Do końca tygodnia Hermiona unikała Freda, jak to tylko możliwe. Ben wypełniał jej każdą możliwą chwilę, tak bardzo się przejmował, aż jej było głupio, że ostatnio nie myślała za dużo o Rewsonie i o tym, że jest wilkołakiem. Z jednej sprawy byli zadowoleni. Umbridge dała im spokój, przynajmniej na to wyglądało. Nie wołała ich do siebie, nie dawała prac domowych Ślizgonów, ale i George z Fredem się uspokoili. Nie robili żadnych akcji, nie zamieniali uczniów w tańczące przedmioty. A Ron, Lavender i Ginny nawet z nimi rozmawiali. Harry zastanawiał się nad terminem spotkania Gwardii. Jednym słowem mówiąc sielanka. Pozostawała jednak jeszcze jedna sprawa, sprawa blizny. Dziewczyny plotkowały o tym, co mogło się stać, że Hermiona ją ma. Pojawiały się różne pomysły. Aż w końcu Ślizgonki puściły plotkę, że Granger i Rewson znów to zrobili i pewnie dziewczyna ma więcej śladów po tym spotkaniu tylko dobrze je maskuje. Tak pikantna plotka nie mogła przejść bez echa i wkrótce dziewczęta podchwyciły ją i zaczęły śmiać z Gryfonki, która zupełnie nie rozumiała chichotu, który towarzyszył jej przejściu przez korytarz. W sumie nie reagowała na nic oprócz Freda, Bena i nauki. Zbliżała się kolejna pełnia dlatego zaczynała panikować. Szczególnie z powodu pewnej karteczki. Znalazła ją podczas kąpieli, gdy zdjęła swoją szatę. 
Kwiatuszko!
Jesteś tak zajęta wypatrywaniem mnie na korytarzu, że nawet nie wiesz kiedy jestem blisko Ciebie. Piątek, północ, pełnia księżyca, błonia, ognista, ja i TY. I tak wiem, że przyjdziesz. Mam Ci coś ważnego do powiedzenia. 
Zawsze Twój 
Nie była to zbyt trudna zagadka, kto napisał te słowa, ale na pewno było to słodkie. Tylko, że Freda pod żadnym pozorem wtedy nie powinno tam być! Będzie to pierwsza przemiana Bena w Hogwracie! To zbyt niebezpieczne, ale nie miała pojęcia jak odwieść go od tego pomysłu. Nie chciała go krzywdzić i miała wielką ochotę tam pójść tylko nie w ten dzień. W każdy inny, tylko nie w ten! Musiała z nim porozmawiać i wymyślić coś. Postanowiła,że pomówi z nim w czwartek i kiedy spotkała się z nim w Wielkiej Sali na śniadaniu postanowiła nie zwlekać. 
-Cześć.-Denerwowała się, ale starała się jakoś to ukryć. Słabo to jej wychodziło.
-Hej.-Nie krył swojego szczęścia i włączył tryb podrywu. 
-Posłuchaj Fred, nie mogę się z Tobą spotkać...-Nie dane jej było dokończyć.
-Tak, wiem, wiem Hermiono. Nie możesz, nie chcesz i tak dalej. Ja naprawdę to wszystko wiem, ale wiem też, że i tak się spotkamy w piątek.
-Ale ja nie mogę...
-Hermiono...
-Fred, posłuchaj mnie uważnie.-Powiedziała stanowczo.-Nie możemy się spotkać w piątek, ponieważ...bo...
-Tak?-Czekał już na tanią wymówkę.
-Umbridge mnie wzywa. 
-Umbridge?! He...
-Ciii! Fred! Ciszej!-Zaczął się rozglądać czy przypadkiem nikt nie usłyszał ich rozmowy. Granger pociągnęła go za rękaw i wyprowadziła z Wielkiej Sali.
-Co się stało? Co od Ciebie chce?
-Nie wiem, naprawdę nie mam pojęcia, ale dobrze wiesz, że muszę do niej iść.
-Idę z tobą.
-Nie!-Wrzasnęła!-Znaczy...Nie możesz Fred. Spotkamy się innym razem. Przysięgam Ci to, ale nie jutro.
-Musisz do niej iść o północy?-O,o, zaczyna robić się niedobrze.
-Nieee, nie o północy, ale koło dwudziestej pierwszej i nie wiem do której tam będę, a podejrzewam, że nie będę w nastroju na pogaduszki.-Starała się posłać mu pociągające spojrzenie, ale już nie był w nastroju. 
-Będę na ciebie czekał w Pokoju Wspólnym.-No tylko tego brakowało!
-Fred, nie. Porozmawiamy rano, ale po obiedzie pójdziemy na spacer, dobrze?- Nie chciał się na to godzić, ale widząc jej błagalne spojrzenie nie miał innego wyjścia. 
-Okej, ale obiecaj mi to.
-Obiecuję.-Spojrzeli sobie w oczy, ale Hermiona nie mogła wytrzymać tego spojrzenia. Nie umiała pogodzić się z myślą, że go okłamała.
Unikała go specjalnie. A głowę wypełnił jej Ben. W dodatku Harry zaplanował spotkanie Gwardii w sobotę. Rewson na pewno nie będzie w stanie przyjść. 
Fred upajał się myślą, że idzie na randkę z Granger. Ona jeszcze nie wiedziała, że to randka, ale obiecała się z nim spotkać. W piątek rano pewna osoba zwaliła go z nóg.
-Hej Fred.-Wiktoria stała przed nim i śmiała mu się prosto w twarz. Nie wiedział jakim cudem udało jej się dostać do męskich dormitoriów. 
-Czego chcesz?-Nie miał ochoty na rozmowę. 
-Ktoś tu wstał lewą nogą...Oj...Fredi,Fredi...Niedobrze...-Ustała za nim i złapała go za ramię. Natychmiast zrzucił jej rękę.
-Ponawiam pytanie po raz ostatni. Czego chcesz?
-Porozmawiać.-Uśmiechnęła się zalotnie.
-Hmm...porozmawiać...Myślałem o tym i wiesz, nie chcę już w życiu z tobą rozmawiać.
-Czyżby to przez to, że zabrałam ci gości z imprezy?-Powiedziała zalotnie.
-Nie. To była najbardziej udana impreza w całym moim życiu. 
-Fred...Jak ty mało w życiu widziałeś...
-Jeśli to tyle miałaś mi do powiedzenia to schodzę na śniadanie.
-Nie! Fred...Mam dla ciebie bardzo ważną wiadomość, ale ta rozmowa nie jest na teraz. Musimy się spotkać.
-Nie mam czasu. 
-Ale myślę, że to naprawdę mogłoby cię zainteresować.
-Szczerze wątpię.
-Jeszcze nie wiesz o czym chcę mówić.
-I jakoś nie mam ochoty się dowiadywać.
-A chcę mówić o Hermionie.
-O Hermionie?-Może jednak to coś ciekawego.
-Tak, o Hermionie. 
-Co chcesz o niej powiedzieć?
-Przed chwilą nie miałeś ochoty na rozmowy.
-Nie nadużywaj mojej cierpliwości. 
-Fredi, Fredi....
-Nie mów tak na mnie!-Gdyby Wiktoria była chłopakiem już dawno by zarobiła mocny cios prosto w nos.
-Spotkajmy się. 
-Kiedy?-Uśmiechnęła się pod nosem. 
-Dziś. Pół godziny przed północą. Przed Wielką Salą.
-Dobrze, będę, ale mam nadzieję, że te informacje są tego warte.-Nie odpowiedziała na to. Mrugnęła do niego zalotnie i wyszła z jego pokoju. 
Był zły. Na nią. Na siebie. Ale przede wszystkim był niezwykle ciekaw co powie mu Frobisher i to przezwyciężyło wszystko. 
Do końca dnia nie mógł skupić się na niczym innym przez co Gryffindor stracił piętnaście punktów i omal nie zaliczył szlabanu u Filtcha. Chciał tylko przesunąć wskazówki zegara. 
Hermiona i Ben również nie mogli skupić się na lekcjach. A gdy o szesnastej skończyli swoje zajęcia zaczęli przygotowania do tego, co miało się zdarzyć. Na samą myśl o tym, że Ben przemieni się w wilkołaka w Hogwarcie dostawali gęsiej skórki. O dwudziestej trzeciej Ben czekał na Hermione przed Pokojem Wspólnym. Musieli zrobić jeszcze jedną rzecz. Upewnić się, że Filtch nie złapie ich. Mieli przygotowaną kocię karmę dla pani Norris oraz pudełko czekoladek z eliksirem słodkiego snu, który miał zapewnić im bezpieczeństwo. 
Zostawili to na jednym z korytarzu i już po chwili zobaczyli jak woźny i kotka wpadają w ich pułapkę. Udali się więc do drzwi, choć nie mieli na to najmniejszej ochoty.
-Boisz się?-Spytała.
-Nawet nie wiesz jak bardzo.
-Wszystko będzie dobrze. Nic ci się nie stanie. Nikt się nie dowie i będziesz miał jeszcze dwa dni by dojść do siebie. 
-Hermiono...-Delikatnie się uśmiechnął.-Tu wcale nie chodzi o to. Boję się, że cię skrzywdzę, że coś ci zrobię, a tego bym sobie nie wybaczył do końca życia. 
-Ale przecież reagujesz na dźwięk mojego głosu. Słuchasz się mnie.
-To, że raz się tak zdarzyło nie oznacza, że za każdym razem tak będzie...
-Ben!-Zatrzymała się i złapała go za ramionami.-Nic mi się nie stanie! Umiem o siebie zadbać i nie dopuszczę do tego, by tobie stała się jakaś krzywda, dobrze?-Kiwnął głową niepewnie. Hermiona ujęła delikatnie jego dłoń. Ze wszystkich sił starała się poprawić jego humor i zapewnić go, że przy niej jej bezpieczny. 
   Fred nie powiedział bliźniakowi kto go dziś odwiedził, bo wiedział jak ten by się na niego wkurzył. W sumie to zachowanie nie było fair wobec Hermiony, ale przecież ona się o tym nie dowie. 
Czekał o ustalonej porze i w ustalonym miejscu na Wiktorię, ale dziewczyny jeszcze nie było. Spóźniła się prawie dziesięć minut. Spojrzał na nią lodowato, to jedyne co mógł zrobić w tej sytuacji.
-Mów wszystko co masz do powiedzenia od razu, bo nie mam dla ciebie zbyt dużo czasu.-Spojrzał na nią groźnie i dopiero dostrzegł w co też ta dziewczyna się ubrała. Sam na sobie miała zwykłe dżinsy i szary T-shirt, ale nie ona. Miała czarne, wysokie szpilki, również czarną, skórzaną mini, która niewątpliwie uniemożliwiała jej ruchy i czerwoną bokserkę, może pożyczoną od młodszej siostry, ponieważ odsłaniała jej brzuch i wiele z dekoltu. Usta podkreśliła czerwoną pomadką, a oczy mocno umalowała, włosy spięła w wysoki kucyk dzięki czemu doskonale widział jej obojczyki, które jeszcze nie tak dawno temu pieścił. 
-Tęsknię za tobą.
-To jest żenujące.-Nie podobała mu się! Nie podobała mu się taka wyuzdana! Nie chciał jej znać.
-Co ona ma czego ja nie mam?!-Zapytała rozpaczliwie.
-Mózg...
-Fred!-Rzuciła się na niego i chciała pocałować, ale nie pozwalał jej na to. Nagle usłyszeli jakieś kroki. Wiktoria złapała Freda tam, gdzie jego zdaniem nie powinna i wyciągnęła swoją różdżkę spod spódnicy.
-Lumos.-Szepnęła. Uznała, że była to jej najlepsza decyzja w życiu. 
Zobaczyli Hermione i Bena. Trzymali się za ręce, ale Granger widziała tylko Freda i rękę Wiktorii tam, gdzie nigdy nie chciała zobaczyć. Weasley wyrwał się z tego uścisku i patrzył na nich wrogo. Granger puściła dłoń Rewsona. 
-Właśnie to chciałam ci powiedzieć.-Tak naprawdę Wiktoria nie miała pojęcia o niczym, miała nadzieję, że jakoś uda jej się przekonać Freda, by do niej wrócił, ale ciężko nie wykorzystać takiej okazji. 
-Co to ma znaczyć?-Weasley spytał przez zaciśnięte zęby i unikając Frobisher.
-Równie dobrze mogę cię o to zapytać!-Ben się wściekł.
-Nie rozmawiam z tobą!-Fred zrobił kilka kroków do niego. 
-Spokojnie, panowie.-Hermiona stała i nic mówiła, bo co też mogła powiedzieć? W następnej chwili Wiktoria zgasiła światło płynące z jej różdżki. Ben pociągnął Granger za rękę i natychmiast znaleźli się na dworze. 
Fred szukał swojej różdżki i zanim wyjął z tylnej kieszeni spodni Bena i Hermiony już nie było.
-To właśnie chciałam ci powiedzieć. Ona cię okłamuje. Tylko ja zawsze byłam z tobą szczera i tylko mi możesz ufać.
-Wiktoria! Hermiona może spotykać się z kimś chce i może robić co chce! Nie obchodzi mnie to, ale ty nie obchodzisz mnie jeszcze bardziej. Nic do ciebie nigdy nie czułem i nie poczuje. Zostaw mnie w spokoju już na zawsze. Nie chcę już tracić mojego czasu na ciebie.-Nie pamiętał jak dotarł do swojego dormitorium, nie pamiętał jak znalazł się w swoim łóżku. Miał przed oczyma tylko jeden obraz. Hermiona, jego Hermiona i Ben trzymający się za ręce. Nie mogła się z nim spotkać, bo idzie do Umbridge? Jak mogła go tak okłamać? 
Liczył, że szybko zaśnie i zapomni. Nie mógł przez przynajmniej godzinę, a śnił o Granger. Usiadł na łóżku, wyjął ich wspólne zdjęcie i wpatrywał się w nie. I tak do rana.
  Hermiona była roztrzęsiona i nie mogła opanować płaczu. Znów to zrobił. Nawet jej kłamstwo było niczym w porównaniu do tego co zrobił i jeszcze ubiór Wiktorii. Gardziła sobą za to, że mu zaufała, jak ostatnia idiotka. Brzydziła się swoich ust, swojej szyi, każdego miejsca, którego dotknął. Ale chwila! Jest tutaj z Benem! Nie mają czasu do stracenia! Spojrzała na chłopaka. Ten tylko wpatrywał się w nią ze współczuciem, którego nie chciała widzieć w jego spojrzeniu. 
Zaczęła szybko iść w kierunku Bijącej Wierzby. Rewson szedł za nią. Wyjęła różdżkę i sprawiła, że drzewo zastygło. Ben wślizgnął się w dziurę. Hermiona została. Usiadła pod drzewem i płakała, aż nad ranem obudził ją Ben. Potrząsnął jej ramieniem. Wyglądał okropnie. 
-No i jak?-Natychmiast wstała.
-Zdemolowałem Wrzeszącą Chatę.
-Przepraszam, następnym razem pójdę z tobą, tylko dziś...Przepraszam.
-Ciii....Nic nie mów. Chodź.-Objął ją ramieniem i zaprowadził pod Pokój Wspólny. Wolnym krokiem poszła do swojego dormitorium i bardzo, ale to bardzo tego żałowała, że tam weszła.

sobota, 22 października 2016

"Zwrot akcji."

   Kiedy Gryfoni pytali się gdzie teraz są, Rewson musiał wymyślić kłamstwo, że są już u jego rodziców i opowiadać, jak to było w Finlandii.
Gdy Hermiona teleportowała się z Benem do domu Lupina, jej głowę zaprzątał Fred.
  Nimfadora przywitała się z nimi. Od razu zauważyła inne zachowanie dziewczyny. Była zamyślona i cały czas uśmiechnięta. Puchon rzucał w jej kierunku pełne rozbawienia spojrzenia.
-Wszystko w porządku? -Spytała Gryfonki, gdy Lupin zabrał Bena, aby pomówić z nim.
-Jasne.-Odparła radośnie.
-Co u Syriusza?
-Nie było go.
-Nie?! Przecież mówiłaś...
-Tak, wiem,ale wszystko potoczyło się zupełnie inaczej.-Uśmiechnęła się, o ile to możliwe, jeszcze szerzej.
-Co chcesz przez to powiedzieć?-Tonks zżerała już ciekawość. Hermiona opowiedziała jej o tym, kogo zostali w domu Blacka, o słowach Bena i wyznaniu prawdy, a potem o Fredzie. Tym niesfornym chłopaku, który siał taki zamęt w jej całym życiu.
Tonks rozpływała się na jej słowa. Rewson ją polubił, może nawet już pokochał, a Fred okazał się nie być taki zły. Choć zostawił Granger, bo był wyśmiewany.
-I jak to teraz między wami będzie?
-Sama chciałbym to wiedzieć.-Westchnęła.
  Fred jeszcze chwile leżał na kocu, jednak wiedział, że musi wstawać. Zszedł na dołu i pierwszego spotkał George, który zagwizdał na jego widok. W odpowiedzi zrobił minę wielkiego amanta.
-No i co? Opłacało się wyznać prawdę?
-Zdecydowanie tak. Nawet tylko po to, by czuć ulgę i odrzucić te wielkie wyrzuty sumienia.
-Jak całuje? -George był w wyśmienitym nastroju. To było jakby telepatia bliźniacza. Kiedy jeden był szczęśliwy, ten drugi też zaczynał.
-Tak dobrze, jak poprzednio. -Wybuchnęli śmiechem. -Wiesz George, jesteś najlepszym bratem bliźniakiem na całym świecie.
-Wiem Fred.-Znów śmiech.-Jak to teraz z wami będzie?-Musiał odrzucić żarty na bok i zejść na poważne tematy, bo wiedział, że taryfa ulgowa Freda się wyczerpała. Poza tym sam nie był do końca pewien, czy byłby z kimś w ciągłej niepewności.
-George, a czy to ważne? Pięknie jest, jak jest.-Fred nie mógł nawet samemu sobie odpowiedzieć na to pytanie, więc co mógłby powiedzieć bratu?
-Tylko mi nie mów, że znów będziesz jej się wstydził!-Zagroził mu.
-Nie wiem.-Przyznał szczerze.
George chciał zrobić mu pogadankę, ale przyszła Ginny, a potem reszta Gryfonów, którzy wypytywali się Freda o wszystko, jednak ten oszczędnie udzielał odpowiedzi. Nie mówił, że zeszłej nocy przeżył najwspanialsze pocałunki w całym swoim życiu (trzeba jeszcze dodać tu pierwszy pocałunek z Hermioną, całowanie na łące i delikatnie muśnięcia jej warg) z najpiękniejszą dziewczyną na świecie. Nie chciał wspominać jak wczoraj było dobrze, chciał znów to przeżyć. Już tęsknił za Hermioną. Zdał sobie sprawę, jak wspaniałym uczuciem jest miłość oraz, że cudownie jest kiedy nie musi się kryć z tym, że coś do niej czuje.
Ben cały czas rozmawiał z Lupinem, jak ma sobie ze wszystkim radzić. Czytali książki, analizowali wszelkie sytuacje, Ben ważył eliksir tojadowy i widział już postępy.
Hermiona, mimo że pomogła Tonks przy pracach domowych, to miała dużo wolnego czasu, który poświęciła, nie, nie na naukę, ale na malowanie paznokci, ujarzmienie swoich włosów, wykonanie bezbłędnego makijażu. Sama siebie nie poznawała, ale pomimo, że wybaczyła Fredowi (chyba), to zabolało ją, że się jej wstydził. Chciała, więc wyglądać jak najlepiej.
   Fred unikał George, w czym niezwykle pomagała mu Angelina, która nie odstępowała go na krok. Jednak w końcu przyszedł ten moment. Wieczorem, gdy kładli się spać dopadł bliźniaka.
-Fred chyba musimy poważnie porozmawiać.- Na te słowa Weasley wywrócił oczami.-Ej, Fred!-Upomniał go.
-Nie zrzędź.-Rzucił tylko.
-Fred! Ostrzegam Cię!-Groźnie wymierzył w niego palcem.
-Teraz jesteś podobny do naszej mamy. Czaisz George, do naszej mamy! Nie możesz we mnie już więcej celować tym palcem.-Próbował to wszystko obrócić w żart, ale po jeszcze groźniejszej minie brata wywnioskował, że na nic się to zda. Podniósł ręce w geście kapitulacji. Usiadł na łóżku, które zajmował i czekał na reprymendę od George. Próbował udawać, że wszystko go bawi, ta sytuacja śmieszy, ale w rzeczywistości było inaczej. Bardzo się denerwował. Chciał znów całować się z Hermioną, móc ponownie ją przytulić, ale czy chciał z nią być? Tego nie wiedział.
-Posłuchaj mnie uważnie.-George krążył po pokoju.-Nie pozwolę ci po raz drugi zostawić jej, wiedząc, że ją kochasz. 
-Ale ja...-Chciał zaprotestować.
-Nie ma żadnego ale! Kochasz ją i ja to wiem! Widzę jak na nią patrzysz! A ty po prostu nie możesz jej znów tak skrzywdzić, rozumiesz? A chyba muszę przypomnieć ci o naszych planach. Nie powiedziałem o niczym Angelinie, tak, jak obiecałem, ale ona kończy szkołę, a Hermiona najprawdopodobniej wróci jeszcze do Hogwartu lub wyruszy na jakąś szaloną wyprawę z Harrym i naszym braciszkiem. Musisz to wszystko wziąć pod uwagę. Nie wiem czy jest sens, żeby odbudować to, co między wami było. Nie lepiej zostawić to?-Trochę go podpuszczał. Chciał, żeby się postawił i zawalczył o Hermionę.
-Zostawić?! To nie ma sensu?! Czy to siebie słyszysz?!-Zaczął wydzierać się i wstał. W jego głowie pojawiła się wizja opuszczenia Hermiony. Tym razem zupełnie inna od poprzedniej. Teraz mieliby udawać, że nic się nie stało. Znów stać się zwykłymi znajomymi, którzy tolerują swoje towarzystwo. Nie myśleliby o sobie. Nie tęskniliby ze sobą. Ostatnio nie rozmawiali ze sobą za dużo, ale chociaż rzucali sobie ukradkowe spojrzenia. W jego wizji ledwo na siebie patrzyli. To było zbyt bolące. Zbyt bolące były myśli o przyszłości bez Hermiony.
-Ja nie mogę żyć bez niej!-Krzyknął i dopiero po chwili zrozumiał sens swoich słów. No, nie brzmiało to zbyt dobrze. George uśmiechnął się do niego, a Fred stał oniemiały.
-Nie mogę bez niej żyć.-Wyszeptał. 
-Więc co zrobisz? Będziesz z nią, pomimo tego, że będą się z niej wyśmiewali?
-Tak.-Zapewnił i tym razem był tego pewien tak, jak tego, że nazywa się Weasley. Wszystko znaki na niebie i ziemi wskazywały na to i nie mogło już nic się zmienić. Zdał sobie sprawę, że jego zachowanie było niezwykle dziecinne i opinia innych jest dla niego niczym, a wszystkim jest Hermiona.
  W niedzielę rano wrócili do Nory i po prostu się nudzili. 
Hermiona poprawiała swój wygląd i rozmyślała o Fredzie. Jutro Hogwart Express zawiezie ich z powrotem do szkoły, a co jest między nimi? Co teraz ich łączy, a co dzieli? Ben był pochłonięty rozmowami z Remusem. Nimfadora stała im za plecami i próbowała wciągnąć w dyskusję Rewsona, więc Gryfonka postanowiła to wykorzystać. Sytuacja z Fredem nie była klarowna, a ona musiała wiedzieć, co jest między nimi.  Po prostu musiała. Ukradkiem teleportowała się niedaleko Nory. Nie chciała pokazywać się wszystkim. Harry i Ron zasypaliby ją pytaniami, a dziewczyny kazałaby opowiedzieć wszystko. Nie wspominając już o pani Molly i panu Arturze. Stanęła pod oknem z pokoju bliźniaków. Podniosła mały kamień i rzuciła go w okno, ale tak, by nie wybił szyby. Żadnego odzewu.  Rzuciła drugi raz. Ruda głowa wyjrzała przez okno.  To był George. Potrafiła ich rozróżnić nawet z kilometra. 
-Cześć, jest Fred?-Prawie szeptała, a on ledwo ją słyszał, ale doskonale wiedział po co przyszła. Przytaknął i odwrócił głowę w stronę pokoju. 
-Freddi, chodź no tu.-Powiedział nad wyraz przesłodzonym głosem.
-George, nie błaznuj!-Miał dość jego zachowania. Cały czas wysyłał mu aluzje związane z Hermioną i wysyłał mu znaczące spojrzenia, co było na dłuższą metę irytujące.
-Freddi, podejdź do okna!-Nie przestawał, a bliźniak chcąc mieć spokój wstał z łóżka i ustał obok George.
-Zado...-Nie zdążył zapytać, bo zauważył Hermioną. Kolana się pod nim ugięły. Biegiem wypadł z pokoju i znalazł się na dole. Wyleciał, jak z procy na podwórze i już stał przy Granger. Przytulił ją z całej siły i zdał sobie sprawę, że jego zachowanie jest co najmniej dziwne. Tęsknił za nią i chciał znów poczuć jej małe i kruche ciało, ale co jeśli ona tego nie chciała? Jeśli przyszła mu tylko powiedzieć, że to był błąd? Spojrzał w jej oczy. Były tam dwie małe iskierki, które tak dobrze znał, a na jej twarz były rumieńce wywołane tym wyrażeniem uczuć. Złapał ją za rękę i poprowadził do drzwi. Tam, najciszej, jak umieli przedostali się do pokoju Gryfona. Byli zapatrzeni w siebie, dlatego nie raz, nie dwa prawie by się wywrócili na co reagowali bezgłośnym śmiechem, na szczęście nikt ich nie przyłapał. George już czekał na nich oparty o futrynę z wielkim uśmiechem. Spojrzał na ich splecione ręce i zagwizdał. Dla Freda to było już za dużo. Jego bliźniak zirytował go aż do granic możliwości. Dlaczego? Bo właśnie był jego bliźniakiem i wiedział, jak do tego doprowadzić. 
-Spadaj stąd!-Rozkazał mu, na co George tylko się zaśmiał.
-Witajcie gołąbeczki. 
-Hej.-Odpowiedziała nieśmiało Granger i puściła rękę Freda. Nie mógł już wytrzymać.
-No już!
-Dobra, dobra. Spokojnie Fred.-Podniósł ręce w górę i wyszedł. Fred od razu zamknął za nim drzwi. Odwrócił się w stronę Hermiony i przywarł do niej ustami. Ujął jej twarz i zalał swoimi gorącymi pocałunkami, a ona kompletnie nie wiedziała co ma robić i po co przyszła. 
Starała oddawać jego pocałunki, ale nie nadążała za nimi. Złapała jego ręce i odsunęła się. Musi z nim porozmawiać. Musi. 
-Hermiono...-Nie mógł złapać oddechu. Dopiero teraz zdał sobie sprawę, co zrobił. Może ona wcale nie miała na to ochoty? 
Usiadała na jego łóżku, opierając się o ścianę. W oczach Gryfona widziała przerażenie, że może zrobił coś nie tak, albo ona nie chce mieć nic wspólnego. Poklepała więc miejsce obok siebie zachęcając go, by usiadł. Powoli skierował się tam. Usiadł na brzegu i spuścił głowę w dół. Nie chciał na nią teraz patrzeć, nie teraz, gdy powie mu coś okropnego.
-Hermiono, ja...przepraszam.- Może aż tak bardzo się nie wścieknie, gdy przeprosi?-Poniosło mnie. Ja po prostu myślałem....Myślałem, że...
-Fred...-Przerwała mu, szepcząc.
-Nie dogadaliśmy się. To znaczy...
-Fred.-Powiedziała głośniej. Ucichł.-Chcę z tobą pogadać. 
-Pogadać. Tak. Jasne. Pogadajmy.-Był zdenerwowany. Tak szybko, jak ją odzyskał, miał ją stracić.
-Co jest między nami? Co znaczyły te pocałunki i ta noc?-Była wpatrzona w niego, a dokładniej w tył głowy. Doskonale wiedziała, że gdyby był do niej odwrócony nie umiałaby wydusić z siebie ani jednego słowa. 
Nie miał pojęcia, co teraz ma jej odpowiedzieć. Dla niego to znaczyło wszystko, ale jeśli dla niej nic, to załamałby się. Co chce ona usłyszeć? A może lepiej jeśli powie to, co ma w sercu? Co nosi w sobie już od dłuższego czasu?
-Nie mam pojęcia, co jest między nami.-Hermiony serce zaczęło galopować. Jeśli powie, że to była zwykła zabawa rozpadnie się przed nim. Nie będzie umiała powstrzymać łez.-Ale chciałabym, żeby coś było...Hermiono, te pocałunki i ta noc były niesamowite. Ciągle czuję twój oddech na mojej skórze. Czuję wszystkie miejsca, które zostały dotknięte przez twoje wargi. Jednocześnie jest mi mało. Zbyt mało ciebie.-Położyła mu swoją rękę na ramieniu. Przyjemny dreszcz przeszedł przez jego ciało. Przysunęła się bliżej niego i ujęła jego twarz. Z oczu leciały jej łzy, ale nie dlatego, że zawiodła się na nim, tylko dlatego, że go kochała, a on za nią tęsknił.
Kciukiem wytarł jej łzy. Spojrzała na jego usta. Nie zareagował. Przybliżyła się tak, że stykali się wargami. Nie chciał nic robić, chciał zobaczyć co ona zrobi. Powoli i namiętnie pocałowała go. Bardzo spokojnie, czekając na jego kroki. Zaangażował się w ten pocałunek. Jego ręce powędrowały na jej plecy. Przywarł do niej, tak, by nie było między nimi żadnej przerwy. Czuł jej ciało i obudziło się w nim pożądanie, jakiego jeszcze nie czuł. Była taka piękna, taka mała, taka drobna. Została stworzona do kochania. Słyszał ciche westchnięcia pomiędzy pocałunkami, przez co zrobił się pewniejszy siebie. Spinał się przy niej, bo nie była jak jego eks. Ona była chodzącym ideałem i nie chciał nic zepsuć. Miał już pchnąć na łóżku, gdy...
-George! Fred! Macie tu swoje pranie!-Pani Molly wpadła do pokoju bliźniaków. Hermiona oblała się szkarłatnym rumieńcem i spuściła głowę w dół. Szepnęła tylko "dzień dobry", którego i tak nikt nie usłyszał. Fred zaczął w myślach wyzywać sam siebie, że nie zamknął drzwi. 
-Och!-Pani Weasley nie kryła swojego zaskoczenia.-Witaj Hermiono. Co cię do nas sprowadza?-"FRED!" Pomyślała, ale nie była w stanie wydusić z siebie żadnego słowa.
-Mamo, możesz nas zostawić?-Czuł się zakłopotany i dobrze wiedział, że Hermiona czuje to samo. 
-Och, tak, oczywiście.-Na twarzy pani domu malowało się zaskoczenie. Wtedy, ni stąd, ni zowąd, pojawił się George. 
-Mamo.-Złapał ją za łokcie.-Chodźmy. Chyba tata cię wołał.-Odciągnął ją od pokoju, a gdy byli już przy schodach, odwrócił się i popukał w czoło. Zrozumieli. 
Fred natychmiast zamknął drzwi i rzucił zaklęcie, by nikt już nie wszedł. Hermiona podeszła do niego i zaczęła się śmiać, co z resztą i on zrobił. Jednak w jego głowie była myśl, że będzie to musiał wytłumaczyć. 
Gryfonka zarzuciła mu ręce i kark i zaczęła go całować. Najpierw bawiła się jego włosami, a potem wbiła swoje paznokcie w plecy. Na razie nie przejmował się bólem jej długich paznokci, dopóki ona była nic się nie liczyło. Całowali się dopóki nie mieli czym oddychać. Wtedy Weasley chwycił dziewczynę za rękę i usiedli na jego łóżku wtulając się w siebie. Fred chciał poruszyć jeszcze jedną bardzo ważną kwestię.
-Hermiono, to, co zrobiłaś dla mnie i dla mojej rodziny jest niesamowite.-Zaczął.
-Ciii. Nie ma o czym mówić.-Nie bardzo podobał jej się ten temat.
-Nie ma? Właśnie, że jest. Uratowałaś mnie, George, Ginny, Rona i innych członków mojej rodziny. Wtedy, gdy byliśmy w Londynie na meczu...
-Przed meczem byłam u Umbridge. Nie przewidziało ci się. 
-Gdybym ją teraz dopadł...-Ręce zacisnęły mu się w pięści. 
-Fred.-Wyszeptała czule i zaczęła kciukiem masować jego kostki tak, że poczuł się odprężony.
-Ja muszę to powiedzieć, bo ty wcale nie musiałaś tego robić. Mogłaś dać sobie z tym wszystkim spokoju, a jeszcze myślałaś, że ja byłam z tobą dla żartu. Mimo to poświęciłaś się, bo chciałaś mnie ratować. Jesteś wspaniała. Jesteś najwspanialsza.-Jej serce rozpłynęło się na te słowa.
-Nie ma o czym mówić Fred. Każdy na moim miejscu postąpiłby podobnie.-Nieśmiało uśmiechnęła się do niego. W odpowiedzi przecząco pokręcił głową.
-Nieprawda. Tylko ty.-Dotknął jej polika i z czułością gładził go. Patrzyli sobie w oczy i zatapiali się w nich. Była jak dawniej. No właśnie, było?
Złapała go za nadgarstek i splotła ich palce. Patrzyła na nich złączone ręce. Nie miała odwagi spojrzeć mu w twarz.
-Fred, powiedz mi, jak to teraz będzie? Właśnie po tutaj jestem. Nie tylko się za tobą stęskniłam i nie tylko chciałam cię zobaczyć. Chcę wiedzieć, co jest między nami. Czy mam się w to angażować? Czy jest jakikolwiek sens, żebyśmy do siebie wrócili? Czy jest choć jeden powód, dla którego mielibyśmy do siebie wrócić?-Nie rozmawiali jeszcze o tym i nie miała pojęcia, co o tym sądzić. Kojarzyły się jej tylko pocałunki pełne ciepła, jego bliskości, poczucia bezpieczeństwa i pożądania. Ale czy to znaczyło, że są parą, albo, że chociaż topór wojenny został zakopany?
Długo milczał analizując wszystko. Każda cząsteczka jego ciała krzyczała, że ją kocha, ale... Jednak jakieś ale. Co powiedzą inni? Jak on się z tego wszystkiego wytłumaczy? Z resztą to nieważne! Ona jest najważniejsza!
-Myślę, że powinienem Ci wszystko poważnie wytłumaczyć.-Zaczęła panikować. Spodziewała się najgorszego.-Najlepszym przykładem będzie przyjęcie u profesora Slocghorna.-Zmarszczyła brwi. Zawsze śmiesznie to robiła, gdy czegoś nie rozumiała.-Pamiętasz jak wtedy byłaś ubrana? Bo ja pamiętam to za każdym razem, gdy zasypiam. Byłaś wtedy taka piękna, zniewalająca i maksymalnie seksowna. Tak bardzo chciałem wtedy choćby cię musnąć.-Przerwał na chwilę.- Hermionio nie była dnia, ani godziny, żebym o tobie nie myślał. Zawsze pozostałaś...-Złapał jej drugą dłoń i przyciągnął do swojego serca.-tutaj. Chcę, żeby między nami nie było niczego, co mogłoby nam przeszkadzać. Chcę być tylko ja i tylko ty. To mi wystarcza. 
-Nie możemy być parą.-Przybliżała swoją twarz do jego. 
-Dlaczego?-Wzdrygnął się.
-Bo ja nie chcę być twoją dziewczyną.-NIE! TO NIE MOŻE BYĆ PRAWDA! CZUŁ, JAK SERCE MU PĘKA.-Myślisz, że chciałabym być z kimś, kto tak mnie traktuje? 
-Nie, oczywiście, że nie.-Wyszeptał.
-No właśnie. A mimo to, kiedy na ciebie patrzę moje serce przyspiesza, mój rozum przestaje pracować. Powiedz mi, dlaczego tak na mnie działasz? Dlaczego uzależniłeś mnie od siebie?-Wpatrywała się w jego oczy i nie mogła uwierzyć, że są takie piękne. Swoją jedną rękę nadal trzymała na jego klatce piersiowej i mimo, że miał koszulkę nie mogła uwierzyć, że można mieć tak idealne mięśnie i delikatną skórę. Dlaczego nawet teraz uważała, że jest seksowny? 
-Uzależniłem?-Powoli jego zmysły wracały i rozpoznał jej grę, w którą zazwyczaj sama grała. Teraz postanowił przesunąć swój pionek.-A czego się spodziewałaś, kiedy się we mnie zakochiwałaś? Albo gdy mnie całowałaś? O mnie nie da się zapomnieć.
-Masz rację.-Przyznała.
-A mimo to nie chcesz być moją dziewczyną...-Westchnął.
-Niczego w życiu tak bardzo nie pragnęłam, a jednocześnie nie chciałam...-Oparła swoje czoło o jego.
-Powiedz tylko słowa. Zrobię wszystko.
-Zdobądź mnie.-Szepnęła po chwili.-Spraw, że poszłabym za tobą w ogniem. Rozkochaj mnie w sobie. Udowodnij, że mnie pragniesz.
-To proste.-Wyszeptał i czując, jak emocje wypełniają go, pocałował ją. Z wielkim pożądaniem, ale wolniej, tak, by mogła oddawać jego pocałunki. Nie chciała otworzyć warg, ale poradził sobie i z tym. Pchnął ją na łóżku i zaczął całować po szyi. Hermionie nigdy wcześniej się to nie zdarzyło i żałowała tego. Nie sądziła, że to takie przyjemne. Jęknęła cicho, co jeszcze bardziej nakręciło Weasleya. Położył swoje ręce na jej biodrach. No tego było już za wiele! Nie może zrobić tego tak od razu! Odsunęła się. Spojrzał na nią niewinnie. Dobrze wiedział, że doprowadził ją do szaleństwa.
By nie musieć zmagać się z przeszywającym spojrzeniem Freda skierowała swój wzrok na okno, a tam było już ciemno! Zegar pokazywał dwudziestą, a przecież przyszła tu po południu. Czy pocałunki naprawdę tak długo trwały? Zerwała się na równe nogi. 
-Muszę już iść.
-Zaczekaj jeszcze chwilę.-Również wstał i złapał ją za rękę. Przyszedł ich taki dreszcz, że zdziwili się, że nie widać iskier. Ich dotyki było naelektryzowane. Hermiona zastanawiała się, czy teraz na każde muśnięcie będzie tak reagować, czy to tylko Fred ma odpowiednie cząsteczki reagujące z jej ciałem?
-Nie mogę. Już późno, a jutro wracamy do Hogwartu.-Uśmiechnął się na te słowa. Nie, nie chciał wracać do szkoły. Chciał znów widzieć Hermione codziennie i znów rozkochać w sobie tak, by jadła mu z ręki. 

-W takim razie do zobaczenia w pociągu.-Tak łatwo odpuszcza? Myślała, że będzie chciał zatrzymać ją siłą. Jednak ona musiała go pocałować. Zdawał sobie z tego sprawę, dlatego postanowił zostawić to jej. Hermiona, w ten szczególny sobie sposób musnęła jego wargi, po czym wyszła z jego pokoju i niezauważona schowała się na Norą. Oparła się o ścianę i próbowała uspokoić oddech. Jak to się robiło? A tak...Wdech, wydech. Wdech, wydech. Przeczesała ręką włosy i oparła się o kolana. Już nic nie potrafiła. Umiała tylko Freda. Znała go na pamięć.
Teleportowała się. 
Ben, Lupin i Nimfadora podnieśli się z krzeseł na jej widok. Spanikowała. Czyżby, aż tak było widać po niej, co przed chwilą robiła? Może zostawił ślad na jej szyi. Położyła rękę w tym miejscu. Jej skóra była jeszcze ciepła. Już za nim tęskniła.
-Gdzieś ty się podziewała?!-Wrzasnął Rewson. Chyba jeszcze nigdy nie widziała go w takim stanie. 
-Byłam w Norze.-Odpowiedziała spokojnie.
-W Norze?!-Rzucił łyżeczką o stół.-I mówisz to sobie tak spokojnie?!-Tonks próbowała go uspokoić. Hermiona tylko kiwnęła głową. Remus stał za założonymi rękoma.-My tutaj zachodzimy w głowę gdzie ty się podziewasz, czy nic ci się nie stało, a ty byłaś w Norze?!
-Tak...Byłam u Freda.-Spuściła głowę. Oczy Dory zaczęły się świecić, Puchon roześmiał się. Jak teraz mógłby być na nią zły? Jedynie Remus nic z tego nie rozumiał. 
-U Freda? Dlaczego? Po co?-Nimfadora i Ben wymienili znaczące spojrzenia.-Czy ja czegoś nie wiem?
-Oj tak.-Powiedziała przeciągle Tonks. 
-Ej, chwileczkę. Co się tutaj dzieje?
-Później ci wszystko opowiem. Chodźmy spać. Musicie jutro wcześnie wstać. 
-Zgadzam się z Tonks.-Poprała ją Granger. Nie miała najmniejszej ochoty z nikim o tym rozmawiać. Chciała jeszcze raz otworzyć wszystko w głowie, by znów poczuć dotyk Freda. Jego oddech i przyspieszone bicie serca. 
Dora zaciągnęła Lupina do sypialni, a Ben nie mógł nic wyciągnąć od Hermiony, która była czerwona, jak buraczek. Odpuścił. Jeśli będzie chciała, to mu powie. 
  Fred nie mógł uniknąć kolacji, choć mówił, że nie jest głodny, co było prawdą, nasycił się Hermioną, to i tak musiał zejść na dół. Wszyscy oczywiście już wiedzieli, że Granger zaszczyciła dziś swoją obecnością bliźniaka. Od razu, gdy usiadł do stołu, w jego stronę został wystrzelony pocisk pełen pytań, który zagłuszyła, o dziwo, pani Molly. 
-Jeść!-Krzyknęła. Wszyscy posłusznie zabrali się do spałaszowania kolacji przygotowanej przez panią Weasley. Minie trochę czasu za nim znów będą mogli jej skosztować. 
Po skończonym posiłku Fred odłożył swój talerz do zlewu i chciał, jak najszybciej się ulotnić. Jego mama nie pozwoliła mu na to. 
-Fred, zostań na chwilę. Musimy porozmawiać. -Przestąpił z nogi na nogę. Nie miał najmniejszej ochoty na pogaduszki o Hermionie. 
Nikt nawet się nie ruszył. Wszyscy byli ciekawi, co teraz jest pomiędzy nimi. 
-Na osobności.-Dodała znacząco. 
-Nie trzeba mamo. Mogą zostać. 
-Ale...
-W porządku. -Zapewnił ją. Skinęła głową.
-Możesz mi wytłumaczyć, co tutaj robiła Hermiona?!-Cisza.-Czego ty od niej chcesz?! 
-Czego ja chcę? Chyba czego ona chce!-Prychnął, choć pomysł Gryfonki wcale nie był taki zły. 
-Lepiej dla ciebie, Fred, jeśli natychmiast zaczniesz się tłumaczyć!
-Mamo...Kłamałem.-Kobieta uniosła brwi do góry. Już chciała coś powiedzieć, ale jej syn uprzedził ją. 
-Nie wściekaj się, proszę Cię mamo. Wszystko Ci opowiem, tobie i tacie, tylko daj mi dojść do słowa.-Spojrzał na ojca, który siedział za stołem. Jednak ten nic nie powiedział. Pani Molly też nic nie mówiła. Wiedziała, że gdyby powiedziała choćby pół słówka, to mogłoby się skończyć wielka awanturą.
-Tak naprawdę nie założyłem się z Georgem, ile wytrzymam z Hermioną.-Rozpoczął. -To prawda, zerwałem z nią, ale dlatego, że wstydziłem się jej. Stałem się pośmiewiskiem, kiedy ludzie dowiedzieli się, że z nią jestem, a ja nie mogłem tego znieść. Dlatego wymyśliłem ten cały zakład, by znów stać się popularnym. -Pani Molly zaczęła bić syna ścierką, którą trzymała w ręku. 
-Aua! Mamo!
-Wstydzić się?! Hermiony się wstydzić?! Dobrze, że jutro wyjeżdżacie, bo nie chciałabym być w twojej skórze! 
-Ale przecież już mnie ukaraliście!
-Ale nie za to, za co powinniśmy! 
-Przeprosiłeś ją?-Spytał pan Weasley. 
-No przecież u niego była.-Odparł Ron. Cieszył się, że nareszcie to on coś wie.-Była też u Syriusza.-Wszystkie pary nóg kopnęły go pod stołem.
-Aua.-Syknął z bólu.
-Co ona tam robiła?! Przecież miała być z Benem!-Wybuchnęła pani Molly.
-Molly, uspokój się.-Zainterweniował pan Weasley.
-Jak ja mogę być spokojna w takim momencie? Nie widzisz, co wyprawiają twoje dzieci?!
-Kochanie widzę. Ty tutaj zostań i ochłoń, a ja wszystko załatwię.-Jego żona nie zdążyła nawet zaprotestować. Pan Artur wyciągnął Freda z kuchni i zaprowadził do jego pokoju, by nikt ich nie słyszał. George pobiegł za nimi. Jego tata nie miał nic przeciwko, by brał udział w tej rozmowie.
-Czy wy chcecie doprowadzić waszą matkę do zawału?
-Oczywiście, że nie.-Odpowiedział Fred.
-Nie mam pojęcia co chodzi wam po głowach i szczerze powiem, że nie chcę tego wiedzieć. Możecie robić, co chcecie, byle nie denerwować waszej matki i nie robić nikomu krzywdy. Zrozumiano?-Popatrzył na nich poważnie, a oni pokiwali ochoczo głowami. 
Pan Artur odwrócił się jeszcze na chwilę, gdy stał już w progu.
-Jakby mama się pytała, to nieźle na was pokrzyczałem.
-Jasne tato.-Powiedział George.
Następnego dnia Fred siedział, jak na szpilkach. Nie mógł doczekać się spotkania z Hermioną, która śniła mu się. Gdy był na peronie nie mógł odszukać jej wzrokiem, gdy w końcu zobaczył ją... Uśmiechniętą. Piękną. Na jej poliku nadal była blizna, ale to i tak nie odbierało jej uroku. Zanim się zorientował George wepchnął go do pociągu. Ale on potrzebował widoku Hermiony. Całej jej. Już na zawsze.



Drodzy czytelnicy!
Jest nowy rozdział, w którym dzieje się, och dzieje się! :D Jestem z niego zadowolona i mam nadzieję, że Wam też się podoba! ;) 
Chcę Wam gorąco podziękować za ponad 16000 wyświetleń! :)
Mam kolejne pytania do Was. :D
1.Które wydarzenie z mojego bloga było dla Was najbardziej poruszające?
2.Które wydarzenie uważacie, za najgorsze?
3.Macie już Przeklęte Dziecko? (Ja przed chwilą kupiłam :D )
Postaram się, by nowy rozdział pojawił się, jak najszybciej. Trzymajcie się ciepło. :*
                   

sobota, 24 września 2016

"Sylwester."

  Gryfoni zaprosili wszystkich na 19.30, a o 20 jeszcze nikogo nie było. Dlaczego?! Przecież bliźniacy Weasley słynęli z udanych i najlepszych imprez. Z nimi nie można było się nudzić, więc dlaczego nikt przyszedł? 
Dziewczyny zrozumiały, że już po zabawie. Sylwester spędzą w swoim towarzystwie, a chłopcy, co jakiś czas wyglądali przez firankę, podchodzili do drzwi. Łudzili się, że ktoś będzie. Ktokolwiek. Na przykład Lee albo Dean albo Cho. Gdzie oni się podziewają?!
  Hermiona patrzyła zdezorientowana na Bena. Usłyszała jakiś szelest i i zobaczyła jakąś kartkę. Podniosła ją i podeszła bliżej lampy, by móc ją przeczytać. Jej wysoki szpilki nie pomagały jej przedostać się przez śnieg. Rewson ustał za nią i czytał przez jej ramię.


  Najlepsza impreza sylwestrowa!
Zapraszam na najwspanialszą noc tego roku do Lincoln! Gwarantowana dobra zabawa i alkohol!  Zabierz ze sobą przyjaciół i chodźcie porządnie się zabawić! Na żywo wystąpią Zdechłe Szczury!!!
Wiktoria Frobisher 

Płatki śniegu powoli na nich opadały, a oni nie ruszali się z miejsca, choć było im zimno. Nie skomentowali tego, bo nawet nie wiedzieli jak. Wiktoria w ich mniemaniu była bardzo specyficzną osobą. 
Wolnym krokiem podeszli pod drzwi, ale z środka dochodziła zbyt głośna muzyka, by ktoś mógł usłyszeć ich pukanie. Dziewczyna nacisnęła klamkę i uchyliła je.
Gryfoni nie usłyszeli, by ktoś teleportował się. Wszyscy siedzieli w salonie, gdy jedna z piosenek skończyła się i ich uszu doszło skrzypnięcie drzwi. Zaczęli przepychać się i rzucili się na korytarz, a tam w wejściu stała Hermiona i Ben. Dziewczyna była zaskoczona. W jej ręku zauważyli jakąś kartkę. Ale i tak skupili się na jej twarzy oraz na podkrążonych oczach Puchona. 
-Cześć.-Powiedział po chwili milczenia Harry, która trwała całą wieczność, a zimne powietrze zdążyło przedostać się do ciepłego domu. Rewson zamknął drzwi. Ten sylwester z pewnością zapowiada się ciekawie.
Fred nie mógł oderwać wzroku od Granger. Liczył, że ją dziś spotka, ale w najśmielszych snach nie przypuszczał, że będzie tak pięknie wyglądać. Sukienka idealnie na niej leżała i mimo, że nie była obcisła uwydatniała jej atuty. Szpilki eksponowały jej niezwykle zgrabne nogi. Włosy, zwykle niesforne teraz pięknie okalały jej twarz. Właśnie twarz. Skupił się na niej. Jak zwykle brązowe oczy, w których bez problemu mógłby utonąć, delikatne rysy, ale ta blizna wywołała milion pytań. Co jej się stało? Czy Finlandii, czy w Anglii? Kiedy? Czy Ben ma coś z tym wspólnego? Dlaczego on wygląda tak mizernie? Czy ją to boli? Czy mógłbym się nią zająć tak, jak w Norze?
Hermiona wpatrywała się w grupkę powitalną nic nie rozumiejąc. Czy to była jakaś niespodzianka? Harry mówił, że będzie tylko Syriusz? Czy Ben ma coś z tym wspólnego? Przecież kazał się jej przebrać. Wtedy jej wzrok spotkał się z głębokimi oczami tego Weasleya. Jego spojrzenie było natarczywe. Było takie, jak wtedy. Nie mogła go znieść. Chciała znów sobie przypomnieć, co on jej zrobił, ale nie mogła. Pamiętała tylko o jego słodkich pocałunkach i o zapachu, który ją tak przyciągał. Nie pamiętała niczego złego, bo przecież on nie zrobił nic takiego, on by nie umiał.
-Yyy...cześć.-Odpowiedział Puchon. 
-Chodźmy do salonu.-Zaproponował Harry widząc, że wszyscy czują się niezręcznie. 
Poszli za nim i rozsiedli się na fotelach i kanapach. Ben usiadł blisko Hermiony.
-Zaprosiłem was na sylwestra. Miał być jeszcze Syriusz. Czy Ben wie?-Puchon pokiwał głową, gdy zapytał Potter.-Okej. Wracając, mieliśmy być sami, ale George i Fred chcieli urządzić imprezę i Syriusz zgodził się, żeby zrobić ją tutaj. Więc jesteśmy tu od kilku dni. Sprzątaliśmy, gotowaliśmy i nikt nie przyszedł, a wysłaliśmy chyba ze sto zaproszeń.-Ręką Hermiony lekko drgnęła. Ben wziął od niej kartkę i podał ją najbliżej siedzącej Angelinie, a ta przeczytała na głos zaproszenie na zabawę do Wiktorii. Fred ukrył twarz w dłoniach, a George poklepał go plecach. Reszta czekała na wyjaśnienia, więc były chłopak Frobisher poszedł na górę i przyniósł kolejną kartkę. Dał ją Ginny i ta odczytała jej zawartość.
-Chyba...chyba to nie jest prawda?-Zapytała nieśmiało Lavender. 
-Oczywiście, że nie!-Był wściekły. Wściekły na samego siebie. W Hogwarcie jest tyle dziewczyn, a on właśnie postanowił z nią być, by wyleczyć się z Hermiony.
-Ma dziewczyna charakterek...-Powiedział Ben. 
Dla nich wszystkich to była trudna sytuacja. Ginny chciała to zatuszować proponując przekąski lub napoje, ale nikt nie miał na nic ochoty. Ta cisza powoli ich wykańczała. Jednocześnie bali się zadać jakiekolwiek pytanie. 
-O co chodzi z tą Brygadą?-Rona ta sytuacja niewiarygodnie ciekawiła i nie dawała mu spokoju, więc postanowił skorzystać z okazji i w końcu dowiedzieć się prawdy. Atmosfera nie sprzyjała zwierzeniom, ale już nie tego nie wytrzymał.
Ben spojrzał na Hermionę, ta również odwróciła się do niego. Po swoich minach nie mogli nic wyczytać. Rewson złapał ją za łokieć i szybko wyszli z salonu. Znaleźli się w kuchni. 
-Co robimy?-Wyszeptał. Dziewczyna wyjęła swoją różdżkę i wypowiedziała zaklęcie, tak, by reszta nie słyszała o czym rozmawiają. 
-Nie mam pojęcia.-Odpowiedziała zrezygnowana i opadła na krzesło.-Jednego jestem pewna. Nie możemy im powiedzieć, że jesteś...
-Tak, tak. To akurat też wiem, ale co z tą Brygadą? Oni naprawdę myślą, że to my. Teraz będziemy mieli następną tajemnicę. Co jeśli całkowicie się od nas odwrócą?
-Od kiedy to zależy ci tak na nich?-Spytała poirytowana. Cicho westchnął i dosiadł się do niej.
-Od kiedy poznałem Tonks. Ona jest...jest po prostu cudowna. Jest miła, zabawna i dobra. Nareszcie czuję się, jakbym poznał prawdziwego członka mojej rodziny. Kogoś, kto nadaje na moich falach. Kogoś, kto potrafi czytać z moich słów. Rozumiesz?-Nie zareagowała.-Mam rodziców, którzy nie są moimi biologicznymi rodzicami, ale i tak ich kocham. Mam kuzyna Dracona i ciotkę, ale oni udają, że mnie znają, a ja też nie chce się z nimi spotkać. Dopiero Tonks...Ona jest z mojej planety. Jest taka, jak ja. Ona opowiedziała mi o wszystkim. O tym, jak poznała Remusa, o Zakonie i o rodzinie Weasley. To zrobiło na mnie wrażenie. Nie można zaprzeczyć, że Fred to świnia. George nie jest o wiele lepszy, ale nie mogę oceniać całego ich rodu z powodu tych dwóch. To są naprawdę dobrzy ludzie. Ludzie, z którym mogę i chcę się zadawać. Miałaś rację mówiąc, że ich rodzina jest tego warta.-Dotknął jej dłoni.-Więc uważam, że powinniśmy im coś powiedzieć.-Kontynuował.-Najlepiej będzie, jeśli opowiemy o Umbridge. O tym, co tobie zrobiła i dlaczego to zrobiła.
Hermiona długo milczała i zastanawiała się, czy to jest dobry pomysł. To byli jej przyjaciele, chyba. Powiedzą im bardzo dużo i to ją martwiło, jak oni to przyjmą? Z drugiej strony, jeśli to wszystko zrozumieją, to odzyska ich. Ma oczywiście Bena, który jest wspaniały, ale Harry będzie jej ufał, jak poprzednio i Ron. Inni będą znali prawdą. 
-A o twojej rodzinie?-Spojrzała na niego.
-Nie.-Odpowiedział stanowczo. W sumie spodziewała się tego i nie przeszkadzało jej to. 
-W porządku, ale ty mówisz.
-Skoro chcesz. 
  Kiedy tylko Ben wyprowadził Granger z salonu, Gryfoni zaczęli się przepychać w drzwiach, by usłyszeć o czym rozmawiają. Pierwszy wstał Ron, ale zaklęcie rzucone przez Hermione działało i nic nie słyszeli, więc wrócili do salonu i czekali na nich, jak na szpilkach. 
  Rewson wstał, podał rękę dziewczynie i wyszli. Znów stanęli w salonie. Hermiona usiadła w wcześniej zajmowanym fotelu. Ben nadal stał. Ręce miał w kieszeniach. 
Hermiona dopiero teraz zdała sobie sprawę, że Fred dowie się prawdy. Nie tylko jej przyjaciele, ale Fred. Fred będzie wiedział, że go ratowała, że go chroniła i nadstawiała kark za niego, a on czując się bezkarnie pozwalał sobie na więcej, na czym cierpiała. Chciała, żeby wiedział, jak jest. Że wcale tego nie zrobiła z Benem, ale z drugiej strony co go to może obchodzić? Nigdy nie żywił do niej żadnych uczuć poza odrazą. Kpił sobie z niej. Jednak ona z perspektywy czasu nie mogła uwierzyć, żeby to była prawda. No bo, jak tak? Chłopak czuły, opiekuńczy, prawiący jej czułe słówka mógłby okazać się zimnym draniem? Okazywał jej tyle miłości, że mogłabym ona ją nawet rozdawać, a to miałoby się okazać żartem? Niedorzeczne. Ale prawdziwe.
-Musimy wam coś powiedzieć...-Zawiesił głos. Hermiona złapała go za przedramię, dodając mu otuchy. W pokoju wszyscy wstrzymali oddech.  
"Zaraz powie, że on i Hermiona planują ślub! Powie, że Hermiona jest w ciąży! Powie, że on i Hermiona są po stronie Umbridge!" Głowa Freda pękała od myśli, które przerażały go. Patrzył na Granger, jak na ósmy cud świata. Jej długie nogi, jej szczupłe ciało, jej delikatna twarz. Tak. Był pewien. Kochał ją. Tak po prostu. Po mimo, że wyrządził jej tyle zła. Po mimo, że oddali się od siebie. Kochał ją za nią. Za to, że tak pięknie się uśmiechała, za to, że przy nim była. I nic nie mogło równać się tej miłości. 
Ben wziął głęboki oddech, taki, jaki zawsze robił, gdy miał powiedzieć coś ważnego i wraz z wydechem zaczął mówić.
-Hermiona i ja nie utworzyliśmy Brygady Inkwizycyjnej.-Wszyscy poczuli ulgę na sercu, ale czekali na więcej.-Wszystko zaczęło się od...George i Freda.-Bliźniacy spojrzeli na niego zaskoczeni. A niby co oni mieli wspólnego z tym wszystkim?! Rewsonowi trudno były to wszystko tłumaczyć, słowa uciekły mu z głowy.
-Bo wy sprzedawaliście te swoje specyfiki, coraz więcej uczniów trafiało do szpitala.-Głos zabrała Granger.- Naprawdę nigdy się nie zastanawialiście dlaczego nie dostaliście za to kary, jakiegoś szlabanu, nic?-Bracia spojrzeli na siebie i pokiwali głowami.-Tak się składa, że to ja za was dostawałam. Od Umbridge. Musiałam pisać jej specjalnym piórem. Jestem złym prefektem. To miało wam zapewnić ochronę. Wam, wam wszystkim. Więc pisałam, a Ben jest wspaniały z eliksirów, więc ważył dla mnie specyfik, który nie pozostawiał blizn po tym. Potem był ten mecz w Londynie i stwierdziła, że skoro mam za dużo wolnego czasu, to mogę odrabiać prace domowe Ślizgonów. Następnie dowiedziała się o tym, że Ben mi pomaga i wściekła się. Dostałam kolejne pióro, które kaleczyło moją klatkę piersiową i musiałam pisać...-Urwała na chwilę.-Musiałam napisać "Jestem brudnej krwi.". Ben mnie znalazł zaraz po tym, weszliśmy do pustej klasy i on zaczął smarować mnie tym eliksirem, a potem weszła tam Padma i tę historię już znacie. Umbridge nie dawała nam spokoju. Wymyśliła Brygadę Inkwizycyjną, a nas w to wszystko wciągnęła, żebyśmy jeszcze bardziej czuli się odrzuceni.-Skierowała swój wzrok na bliźniaków.- Uratowałam was wtedy dwa razy przed szlabanem, bo wcale nie chciałam, żebyście go mieli, albo, żebyście wypadli z drużyny. Kiedy weszłam do jej gabinetu, a wy tam biliście znów dostało pióro. 
-Co? Nic mi nie mówiłeś...-Szybko powiedział zaskoczony Ben.
-Nie było o czym. Ono nie zostawiło po sobie żadnych śladów. Za to moje ciało mnie bolało. Nie wiem, jak to wytłumaczyć.-Zapadła głucha cisza, ale Ron miał już następne pytanie.
-Nas ratować? Co to ma znaczyć?-Teraz Hermiona zamilkła. Wstyd jej było to przyznać.
-Umbridge groziła, że wyrzuci was wszystkich ze szkoły. Że wyrzuci pana Artura z pracy i policzy się z panią Molly.-Granger siedziała ze wzrokiem wbity w podłogę. Nie wiedziała, jak oni na to zareagują. 
Ginny wstała z fotela i przytuliła się do Gryfonki z całej siły. Z jej oczu kapały łzy.
-Dziękuję.-Udało jej się wyszeptać.
-Dlaczego nie powiedzieliście o tym wszystkim wcześniej?-Spytał Harry.
-Zabroniła nam. Wy też nie możecie mówić tego nikomu.-Pokiwali głowami. Jednak było im strasznie głupio. Hermiona cały czas ich broniła, a oni tak się od niej odwrócili. Ginny nie mogła oderwać się od Granger. Po chwili do uścisku dołączyła Lavender, więc Hermiona wstała, to samo zrobiła Angelina i przytuliła się do Gryfonek. 
Fred uważał, że zachowanie dziewczyny jest niesamowite. Wiktoria nie chciała nawet poznać jego rodziny, a Hermiona cierpiała byle tylko nikomu nic się nie stało. On już jej nie kochał. On ją bardzo kochał. Kochał ją tak, jak kocha się tę jedyną osobę w życiu. Całe serce było wypełnione miłością do Gryfonki, a cały mózg nię. Nie tylko była piękna. Była dobra, odważna, lojalna i niezwykle ceniła przyjaźń. Była w jego mniemaniu dziewczyną idealną. Taką dziewczyną, dla której chce się żyć. Dziewczyną, z którą chce się żyć i dla której warto. 
Uświadomił sobie po chwili resztę faktów. Wcale nie przespała się z Benem. Nie zrobiła tego! Cóż za ulga! Do niczego między nimi nie doszło!
Ale to, co zrobiła jej wstrętna ropucha...Pragnął zemścić się na Umbridge, tak, by zapamiętała go do końca życia. Jednak pozostawała jedna rzecz, której nie mógł sobie wybaczyć. Hermiona cierpiała przez niego. Przez ten cały czas. Kiedy byli razem zachowywał się, jak palant. Potem w brutalny sposób z nią zerwał i wystawił na pośmiewisko, następnie broniła jego rodzinę, a na sam koniec uratowała go i George swoim kosztem. Nie miał dobrego zdania o sobie.
Hermionie było miło w tym uścisku i miło ze świadomością, że ma przyjaciółki. Wreszcie puściły się, a u każdej było widać łzy. Nagle brzuch Rona zabulgotał. Lavender sparaliżowała go wzrokiem. 
-No co?! Jestem głodny!- Zaśmiały się, czym rozluźniły atmosferę.          
-Plan, by iść coś zjeść jest doskonałym planem.-Dodał Ben i w wesołych nastrojach usiedli przy kuchennym stole.
Harry opowiadał o Syriuszu. Puchon zyskał jego pełne zaufanie. Zajmował się Hermioną i był po ich stronie. Nie byli przyjaciółmi, co to, to nie, ale dowiedział się, że Granger coś wspominała na ten temat, więc mógł sobie pozwolić na rozmowę o Blacku. Następnie rozmawiali o Umbridge, o jej paskudnym zachowaniu, o tym, co mogliby ćwiczyć na spotkaniach Gwardii. Harry zapytał się przyjaciółki.
-Hermiono, co ci się stało w twarz?
-Ooo...-Odpowiedziała zakłopotana.-Gałąź.
-Kiedy byliście w Finlandii? Wtedy to się stało?-Spojrzała na niego groźnie i pełna obaw, że może coś wie..-Zapomniałem! Przepraszam, ale już wcześniej o tym powiedziałem.-Nie rozumiał o co tyle hałasu.
-Harry!-Zezłościła się.
-W porządku.-Odezwał się Ben.-Tak, byliśmy w Finlandii, w lesie, Hermiona szła za mną, a ja puściłem gałąź i uderzyła ją. Nic wielkiego. 
-Ty też nie najlepiej wyglądasz.-Wtrącił się Ron. Puchon roześmiał się.
-Tak, to prawda. Przez całe święta chorowałem. 
Zostawili ten temat, a w kuchni zrobiło się naprawdę głośno. Każdy miał coś do powiedzenia. Grupka co chwila wybuchała śmiechem słysząc żarty George i Bena. Zajadali się potrawami przygotowanymi przez Gryfonki i pili ognistą.
Wszyscy, oprócz Hermiony i Freda.
Dziewczyna siedziała ze wzrokiem spuszczonym w dół. Obecność Freda bardzo źle na nią wpływała. Nie pamiętała, że nie są już razem. Chciała znów go przytulić, znów słyszeć bicie jego serca. Serce, które kiedyś biło dla niej. Może chociaż przez chwilę. Nie mogła uwierzyć, żeby ten chłopak zamiast serce miał kamień. 
Fred wpatrywał się w Hermionę. Czasami George uderzył go łokciem w bok, gdy robił to za długo i znacząco się do niego uśmiechał.
Granger nawet nie przysłuchiwała się o czym reszta rozmawia. Chciała wyjść z pomieszczenia, w którym znajduje się ona i on. W Hogwarcie miał dziewczynę, ona swoje sprawy i czas szybko uciekał, ale codziennie go widziała, a ten tydzień musiała radzić sobie bez niego. Teraz to, co do niego czuła wróciło z podwójną siłą. Wstała więc od stołu. Nikt nie zwrócił na to specjalnej uwagi. Dokładnie wiedziała gdzie chce pójść. Wiedziała, że ten pokój powinna pokazać Benowi. Był to pokój, gdzie było drzewo genealogiczne rodziny Blacków, a więc jego rodziny. Syriusz był jego wujkiem. Chyba nic już bardziej nie mogło ją zdziwić. 
Weszła do ciemnego pokoju i zamknęła za sobą drzwi. Zdjęła swoją kurtkę, w której robiło jej się za gorąco. Zaczęła się przyglądać namalowanym postacią. Dotykała koniuszkami palców ściany, kiedy usłyszała, jak ktoś lekko naciska klamkę.
Fred widział, jak dziewczyna wstaje. Odprowadził ją wzrokiem do drzwi. Spojrzał na George, ale ten właśnie opowiadał swój najlepszy dowcip, spojrzał w dół i pomyślał ."Raz kozie śmierć." Również wstał i wyszedł z kuchni. Nasłuchiwał kroków. Usłyszał jej szpilki, a po chwili odgłos drzwi. Szedł po schodach, co jakiś czas naciskając klamki różnych pokoi. Aż wreszcie otworzył te drzwi. Przez małą szparę widział ją, odwróconą tyłem. Po cichu wszedł i zamknął za sobą drzwiczki. 
Hermiona stała chwilę tak, jakby nie słyszała, że ktoś również postanowił odwiedzić ten pokój. Usłyszała, że ktoś zamknął za sobą odwróciła się i zobaczyła Freda. Ten również spojrzał na nią. Wysyłali sobie wiele emocji. Gryfon powoli podszedł do niej. Do twarzy było mu w bordowej koszuli i czarnych spodniach. Z resztą to był Fred Weasley. Mu we wszystkim było do twarzy. 
Stał kilka centymetrów przed Hermioną. Powoli wyciągnął rękę w jej stronę, na co ona nie zaprotestowała. Wstrzymała swój oddech i patrzyła na Freda. Tego przystojnego, seksownego i słodkiego chłopaka, którego kochała.
Jego opuszki palców dotknęły jej skórę w miejscu, gdzie kiedyś był napis "Jestem", a jej całe ciało zareagowało drżeniem. Pojawiła się gęsią skórka, ale było jej przyjemnie. Poczuła znów te fajerwerki i ciepło, którego jej brakowało.
Freda przepełniała miłość, szczególnie, gdy dotknął Hermionę, jej delikatne ciało, o którym marzył. Poprowadził swoją rękę po jej szyi, podbródku, aż dotarł do policzka, na którym miała bliznę. Przejechał po nią i nie zabrał swojej ręki. Wpatrywał się w jej skórę.
Hermiona patrzyła w jego piękne oczy. W oczy, który doprowadziły ją do szaleństwa. Potem spojrzała na jego dłoń na swoim poliku. Powoli zabrał ją, a ona już tęskniła za jego dotykiem. Znów chciała poczuć jego palce. 
Wpatrywali się sobie w oczy, a w całym pokoju było ciemno, jedynym światłem był Księżyc, przedzierający się przez okna. 
Fred poczuł, że to ten moment. Nie liczyły się wspomnienia, nie liczyła się przyszłość, tylko to, co teraz, a teraz chciał ją pocałować. Przybliżył się do jej twarzy, a ona dalej stała niewzruszona, choć w środku jej całe ciało drżało. Nie myślała, nie analizowała. Patrzyła tylko na niego. 
Dotknął jej warg i otworzył je. Nie słysząc żadnych protestów, a nawet, gdyby jakieś były i tak, by to zrobił, splótł ich w języki w delikatnym pocałunku. Brakowało mu tego, ale nawet nie zdawał sobie sprawy, że aż tak bardzo! Nadawał pocałunkom rytm. Jeden, położył swoje ręce w jej tali. Drugi, złapała jego ramiona. Trzeci, przybliżyli się jeszcze bliżej. Czwa...Urwała. Tak nagle. Tak niespodziewanie. 
-Nie możemy...-Wyszeptała i szła w kierunku drzwi. Natychmiast złapał ją ze rękę. Nie może tego zrobić! Nie może go tak zostawić!
-A kto nam zabroni?!-Zabrała swoją dłoń, choć czuła, że tam jest jest odpowiednie miejsce.
-To kolejny zakład? Żart? Tym razem o ile? Ile są teraz warte moje uczucia?-Zapytała z wyrzutem i wielkim bólem, który nosiła w sobie od ich zerwania. 
-Hermiono...to nie tak...-Nadal uważała, że jej imię pięknie brzmi w jego ustach.
-To jak?!-Nie mogła już tego nosić w sobie, wybuchnęła, bo ją pocałował, a ona tak bardzo tego potrzebowała.
-Hermiono...-Wyszeptał. Poczuł, że to właśnie ten czas, że jego kłamstwa osiągnęły zenitu. Musi zdać się teraz na prawdę.-Nigdy nie było żadnego zakładu.-Mówiąc to, patrzył się intensywnie w jej oczy, które teraz przybrały wielkość galeona, ale nie chciała nic mówić, nawet nie mogła, czekała na ciąg dalszy.-Nie założyłem się z Georgem, a moje uczucia do ciebie przez cały ten czas były szczere i prawdziwe. Ja zerwałem z tobą i wymyśliłem to kłamstwo, bo się wystraszyłem.-Przyznał ze skruchą.-Wszyscy śmieli się ze mnie, żartowali na mój temat. Ja...ja nie mogłem tego znieść.-Widziała w jego oczach łzy i ona je miała.-To było straszne, a ja zamiast iść do ciebie i porozmawiać z tobą zerwałem. Potem widziałem cię, taką smutną. Następnie pojawił się ten cały Ben. Nie mogłem pocałować żadnej dziewczyny, czułem się, jakby cię zdradzał. Wtedy rozeszła się ta plotka i poczułem się, jak idiota, dlatego zacząłem chodzić z Wiktorią. Uznałem, że skoro ty możesz, to i ja mogę.-Łzy, które spływały po ich policzkach, wyżłobiły sobie drogę, którą płynęły, jak strumieniem. 
Hermionie było tak przykro. Miał ją bronić przed doczepkami, a co zrobił? Czy jego uczucia były prawdziwe skoro wystarczyło kilka docinek, że z nią zerwał? Z drugiej strony to nie był zakład. Kiedy ją całował, robił to, ponieważ chciał.
Fred czuł się, jak idiota, czyli tak, jak przez ten ostatni czas.
-Przepraszam.-Powiedział.-Zachowałem się, jak idiota. Wiem, ale to wszystko mnie przytłoczyło.-Dziewczyna nie mogła wydusić z siebie ani jednego słowa. Tak bardzo ją skrzywdził , ale to był Fred. Jej Fred.
Weasley czując, że Hermiona mu ucieka, powiedział.
-Pocałuj mnie.-Co mogła zrobić? Przecież go kocha. Podeszła blisko niego i tak, jak miała to w zwyczaju musnęła jego wargi swoimi. Bardzo delikatnie, po czym szybko wyszła z pokoju i wróciła do przyjaciół, którzy teraz byli w salonie i wygłupiali się. Ben robił coś, co nazywał tańcem, a wszyscy śmiali się z niego. Granger usiadła na kanapie z butelką piwa kremowego. Po chwili wszedł Fred, ale nawet na niego nie spojrzała. Usiadł na drugim końcu sofy. 
Grupka opuściła pokój w wyśmienitych nastrojach. Było ich mało, ale świetnie się razem bawili. Odnaleźli wspólny język i wspólnie żartowali. Jedynie George zauważył dziwne zauważanie bliźniaka i Hermiony. 
Kiedy Gryfoni zostali po raz drugi tego wieczoru sami w pokoju przez chwilę panowała cisza. Weasley w swojej głowie układał tysiąc przemówień, które teraz powinien powiedzieć, jednak to dziewczyna pierwsza oznajmiła.
-Nigdy razem nie piliśmy piwa kremowego. Piłem je przed tobą i po tobie, ale nigdy razem z tobą i nigdy nie smakowało mi tak, jak w trakcie*.-Fred poruszył się na kanapie i wtedy z jego kieszeni wypadło zdjęcie. Zdjęcie, które zrobili razem w budce w Londynie. To, na którym uśmiechają się do siebie, robią głupie miny, Fred patrzy na Hermionę, a potem wpatrują się w siebie. Dziewczynę to bardzo rozczuliło i dało dużo do myślenia. Musiał nadal coś do niej czuć, skoro nosi to ze sobą.
Równocześnie pokonali dystans na kanapie, których ich dzielił, objęli się i zaczęli się całować. Tym razem szybciej i bardziej. Ich pocałunki już nie były takie nieśmiałe. Każdy miał tutaj coś do powiedzenia.
Zbliżała się północ, więc George postanowił pójść po brata i Hermionę, ale to, co zobaczył w salonie przerosło jego najśmielsze oczekiwania. Oni się całowali! Oni! Jeszcze nie dawno pozabijaliby się nawzajem, a teraz pragnęli siebie i swoimi dłońmi badali dokładnie wzajemnie ciała. 
Usłyszeli, że ktoś wszedł i odskoczyli od siebie, jak poparzeni. Gryfonka nawet nie chciała patrzeć w stronę drzwi. Fred obrócił tam głowę i zobaczył swojego bliźniaka z szerokim uśmiechem.
-Dochodzi północ i pomyślałem, że chcecie z nami świętować, ale nie przeszkadzam. Już mnie nie ma.-Puścił oczko do brata. Bardzo się cieszył, że to już koniec tej szopki pod tytułem "kochamy się wzajemnie, nie możemy bez siebie żyć, ale nic nie zrobimy, by to zmienić", czy coś w ten deseń. Miło będzie znów widzieć szczęśliwego bliźniaka.
-Nie przeszkadzasz. My tylko... My po prostu...-Chciała się jakoś wytłumaczyć, ale nie miała pojęcia jak. Czuła, że zrobiła się czerwona.
Na twarzy George nadal gościł szeroki uśmiech. Fred czuł się zawstydzony, że jego brat przyłapał go na pocałunku z Hermioną, ale jednocześnie cieszył się, że znów ją całował, że znów dotykał jej szczupłego ciała. Wstał i wyciągnął dłoń do Hermiony. Ta podniosła się z kanapy, ale nie złapała ręki Freda, była zbyt zażenowana tą sytuacją. Ustała blisko niego, a potem szybkim krokiem, ze wzrokiem spuszczonym na dół, wyszła z pokoju na zewnątrz, przeciskając się obok George.
-No, no..-Zagwizdał.
-Daj spokój.-Odpowiedział Fred, ale nie mógł powstrzymać się od uśmiechu. 
-Czy wy...
-Nawet nie odpowiem, bo nie wiem.-Przerwał mu, włożył ręce do kieszeni i wyszedł, a za nim George. Po drodze zabrali swoje kurtki.
Gdy byli na dworze, Fred podszedł do Hermiony, która stała sama i trzęsła się z zimna. Zdjął swoją kurtkę i zarzucił jej na ramiona. Zrobiła się jeszcze bardziej czerwona i wyszeptała.
-Dzięki.
George poszedł do swojej dziewczyny, a Ben stał obok Harrego i Ginny. Ron podał wszystkim szklanki z alkoholem. Dziwnie spojrzał na swoją przyjaciółkę i brata. Zaczęło się odliczanie. Rewson odwrócił się, by móc świętować nowy rok z Hermioną. Strasznie zdziwił go widok Granger stojącej obok Gryfona. Na początku się wściekł, bo przecież Fred jest nikim! Ale z drugiej strony ona jest odpowiedzialna i wie, co robi. I miło było widzieć ją szczęśliwą. 
Uniósł swoją szklankę do góry. Gryfoni zrobili to samo w jego kierunku.
-Pięć, cztery, trzy, dwa, jeden!-Krzyczeli głośno. Na niebie pojawiły się setki fajerwerek, przygotowanych przez bliźniaków na te okazje. George zaczął całować się z Angeliną, a Ron z Lavender. Fred wiedział, co powinien zrobić, jednak teraz był nieśmiały. Co jeśli ona tego wcale nie chce? W dodatku tu jest tyle osób. Próbował odnaleźć jej usta, ale cały czas stała z głową spuszczoną na dół.
Hermiona zastanawiała się nad wszystkim, co wydarzyło się tego wieczoru i czuła się zraniona, a jednocześnie szczęśliwa i podekscytowana. Chciała jeszcze czuć to dziwne łaskotanie w żołądku i przyjemny dreszcz na swoim ciele, który czuła zawsze przy nim. 
Zarzuciła mu rękę na szyję i przyciągnęła jego twarz do swojej. Jego usta do swoich. Puścili swoje szklanki. Objął ja w tali i rękami wodził od jej pasa, aż do pleców. Nie mogli nacieszyć się pocałunkami. Pragnęli nimi nadgonić stracony czas. 
Reszta odwróciła się w ich kierunku, gdy usłyszeli dźwięk tłuczonego szkła i szczęki im opadły. Ben był w kompletnym szoku. Pierwszy odezwał się George. 
-Fred będzie wam się tłumaczył. Chodźmy.-Więc posłusznie to zrobili. Para nawet ich nie zauważyła. Hermionie spadła kurtka. Przez chwilę czuła chłód, ale potem silne ramiona Freda przytuliły ją i zrobiło jej się okropnie ciepło, również na sercu. 
Bardzo długo się całowali, aż nie mieli czym oddychać. Oparli się czołami i spojrzeli sobie w oczy. Równocześnie się zaśmiali. Nie mieli pojęcia jak to teraz będzie. Hermiona nie do końca ufała Fredowi. Nie wiedziała, czy znów jej nie zawiedzie, ale i Weasley nie był tego do końca pewien. Najważniejsze było to, co jest teraz. Ta piękna chwila, w której nareszcie mogliby być razem. 
Fred podniósł kurtkę i trzymając za rękę Hermionę poszedł do domu. Tam wszyscy patrzyli na nich, jak na kosmitów, ale nie mieli ochoty z nimi teraz o tym rozmawiać. Poszli na górę.
  George był zły, że spadła na niego odpowiedzialność wyjaśnienia tej sytuacji. W dodatku nie miał pojęcia, jak Hermiona i Fred pogodzili się, ale został zasypany falą pytań, więc musiał coś powiedzieć, a dla niego liczyła się prawda.
-Nie było żadnego zakładu.
-Jak to?!
-Nie było?!
-Co?!
-To po co mówiliście, że był?!-Nie dali dojść mu do słowa, ale w końcu udało mu się ich zagłuszyć.
-Fred to wymyślił, bo był przytłoczony tym, że wszyscy z niego żartują. Nie mógł już znieść tych docinek, więc zerwał z Hermioną i wymyślił ten cały zakład, by znów zyskać popularność. Musiałem go wspierać, dlatego nic nie mówiłem.-Czuli oburzeni. Tak się nie robi! 
-To podłe!
-Jak on mógł! 
-On jest idiotą!-Znów zaczęli się przekrzykiwać.
-A Wiktoria?-Zapytał Ben. Od razu zamilkli byli tego ciekawi.
-Był z nią, bo myślał, że ona jest z tobą.
Ich miny zrzedły. George nie mógł pozwolić, by tak wyglądała reszta tej imprezy.
-Ej! To nie był żart! Mu naprawdę na niej zależy! Widziałem to za każdym razem, gdy o niej mówił! Nareszcie będą szczęśliwi! Bawmy się!-Jakoś nikt nie miał na to ochoty.
-George ma rację.-Poparł go Rewson.-Ich zdrowie!-Podniósł swoją butelkę.
-Zdrowie!-Powtórzyli Gryfoni i wrócili do zabawy.
W tym samym czasie Hermiona i Fred poszli do jakiegoś pustego pokoju. Nie było tam nic. Weasley wyszedł na chwilę i wrócił z dwoma kocami i dwoma poduszkami. Jeden rozłożył i położyli się na nim, drugim się przykryli. Na początku trzymali dystans. Panowała między nimi cisza, gdy usłyszeli głos George, który tłumaczy wszytko pozostałym. 
-To podłe!
-Prawda.-Poparła Hermiona.
-Jak on mógł?!
-Sam nie wiem.-Powiedział Fred.
-On jest idiotą!
-Popieram.-Dodał Weasley. 
-A z Wiktorią?
-Z Wiktorią to było tak.-Chciał sam jej to wytłumaczyć.-Widziałem ciebie i Bena i to mnie przybiło. Poza tym myślałem, że kiedy będą z inną dziewczyną, to zapomnę o tobie tak szybko, jak ty o mnie.
-Ja nigdy o tobie nie zapomniałam.-Odpowiedziała z powagą.
-Mu naprawdę na niej zależy! Widziałem to za każdym razem, gdy o niej mówił! Nareszcie będą szczęśliwi! Bawmy się!
-Tęskniłem za tobą.-Przyznał ze skruchą.-Cały czas chciałam do ciebie pobiec i przeprosić. Powiedzieć całą prawdę. Być blisko ciebie tak, jak teraz jestem.-Przybliżył się do niej. Wsunęła mu się pod ramię, a on objął.-Doprowadzasz mnie do szaleństwa. Zmieniłem się przez ciebie i dzięki tobie.
-Ja też tęskniłam.-Powiedziała po chwili.- Czasami miałam wrażenie, że chciałbyś, żebym przybiegła do ciebie. Widziałam w twoich oczach troskę, ale wiedziałam, że głupio było tak myśleć, bo przecież masz Wiktorię.-Ujął jej dłoń i delikatnie ją masował.-Jeszcze zapytałaś ją, czy chce być twoją dziewczynę w ten sam sposób, jak mnie...
-Ciii... Już jestem przy tobie. Już więcej nie popełnię tego błędu.
Leżeli w siebie wtuleni. Hermiona przeniosła swoją głową na jego klatkę piersiową i wsłuchiwała się w bicie jego serce, które dla niej było najpiękniejszą muzyką. Zasnęli tak.
   Gryfoni i Rewson balowali do czwartej nad ranem. Obudzili się w południe nieźle skacowani.
Hermiona wstała wcześnie. Patrzyła na śpiącego Freda, którego poznawała. Dotknęła swoich warg, na które składał wczoraj słodkie pocałunki. Były dokładnie takie, o jakich marzyła. Po mimo tego, że niewątpliwie miał w tym wprawę, zatracili się w sobie i nie myśleli o niczym innym, tylko o tym.
Posprzątała cały dom z bałaganu po imprezie. Następnie wstał Ben, który patrzył na nią tym swoim znaczącym uśmiechem.
-No co?-Zapytała zawstydzona.
-Nic.-Odparł i szeroko się uśmiechnął.
Ginny, Lavender i Angelina dziękowały jej z całego serca, że posprzątała ten harmider, choć wcale nie musiała.
Wiedziała, że musi już wracać do Remusa i Tonks, więc poszła jeszcze do Freda. Miała nadzieję, że wszystko pamięta. 
Ten jeszcze spał w najlepsze. Nauczona doświadczeniem powiedziała, prawie krzycząc.
-Fred.-Jego powieki powoli zaczęły się otwierać.
-A więc to nie był sen.-Odpowiedział, przecierając oczy i uśmiechając się.
-Nie.-Była taka szczęśliwa, że dla niego też to coś znaczyło.-Muszę już iść.-Na jego twarzy zagościł smutek.-Ale niedługo się zobaczymy. Obiecuję.-Wyciągnął do niej rękę, więc złapała ją. Uwielbiała dotyk jego skóry. Jednak nie spodziewała się tego, co właśnie zrobił. Pociągnął ją w swoją stronę tak, że upadła na niego. Zaśmiała się.
-Nigdzie cię nie puszczę! Już raz cię straciłem i tak wiele się stało.-Dotknął jej blizny na twarzy, jej rąk, ramion i dekoltu. Doskonale wiedziała o co mu chodzi. Musnęła lekko jego wargi i czując, że uścisk, w którym ją trzyma staje się lżejszy, wyswobodziła się z niego i wstała.
-EJ!-Był z tego niezadowolony. Po raz kolejny dał jej się podejść.
Odwróciła się w drzwiach do niego i uśmiechnęła. Potem zeszła na dół i teleportowała się z Benem do domu Lupina i Nimfadory.
Fred jeszcze leżał na kocu i wdychał zapach Hermiony. Czuł się, jak w siódmym niebie. Nareszcie miał ją przy sobie. Nareszcie zdobył się na odwagę i powiedział jej o wszystkim. Pozostała jeszcze jedna informacja. Jeszcze jedną rzecz musi jej powiedzieć. Że ją kocha. 





Drodzy czytelnicy!
Jest i nowy rozdział, w którym się dzieje! Wcześniejsze notki odpychały jeszcze bardziej od siebie Hermione i Freda, więc postanowiłam, że wreszcie musi się coś między nimi wydarzyć i o to proszę! Ile pocałunków! Na początku chciałam, żeby na tej imprezie pojawiło się pełno ludzi, ale wpadła na pomysł z Wiktorią i dobrze, by było pogodzić ich. 
Co o tym sądzicie? 
Mam do Was kilka pytań takich ogólnych. Bardzo miło, by mi było gdybyście na nie odpowiedzieli.
1.Który post uważasz za najlepszy i dlaczego?
2.Który post uważasz za najgorszy i dlaczego?
3.Która postać Cię najbardziej zachwyca i dlaczego?
Postanowiłam je zadać, ponieważ komentujecie posty, ale chciałabym znać Waszą opinię na temat całego bloga.

*Jest to metafora. Hermiona mówi nie tylko o piwie kremowym, ale o całym życiu. Że robiła coś przed związkiem z Fredem i lubiła to, potem była z nim i wszystko było lepsze, a kiedy zerwali straciło smak.


                        
Moglibyśmy oszukać linię zmiany daty
Moglibyśmy przeskoczyć granice między stanami
Nie zawszę chcę grać miłą
Ale chcę wyczuć Twoją linię serca
Chcę poczuć Twoje serce


Czy byłeś już zawiedziony kimś bliskim przedtem?
Czy rezygnujesz zbyt szybko, by tego doświadczyć?
Nigdy się nie zakochałam, bo zawsze szybko kończę relacje
Ale nie z Tobą

Ubieramy się na czarno, zostajesz na weekend
Tańczymy nocą, jesteś światłem, którego nie oddam
I chcę Cię mieć blisko przy sobie

Moglibyśmy oszukać linię zmiany daty
Moglibyśmy przeskoczyć granice między stanami
Nie zawszę chcę grać miłą
Ale chcę wyczuć Twoją linię serca
Wpadnę po Ciebie o północy
Pobiegniemy, by podbić pierwsze promienie słońca
Mamy tylko jedno życie
I chcę wyczuć Twoją linię serca
Chcę poczuć Twoje serce

Teraz jesteśmy oddaleni od siebie, mamy kiepski kontakt
I słowa już tyle nie znaczą
Szukam więc kogoś nowego
Ale nikt nie może Ci dorównać

Leżymy w łóżku rozbudzeni, pamiętam to
Tańczymy nocą, jesteś światłem, którego nie oddam
I chcę Cię mieć blisko przy sobie

Moglibyśmy oszukać linię zmiany daty
Moglibyśmy przeskoczyć granice między stanami
Nie zawszę chcę grać miłą
Ale chcę wyczuć Twoją linię serca
Wpadnę po Ciebie o północy
Pobiegniemy, by podbić pierwsze promienie słońca
Mamy tylko jedno życie
I chcę wyczuć Twoją linię serca
Chcę poczuć Twoje serce

Leżymy w łóżku rozbudzeni, pamiętam to
Czuję
Ubieramy się na czarno, byłeś tu na weekend
I ja Cię nie puszczę
Bo chcę Cię mieć blisko przy sobie

Moglibyśmy oszukać linię zmiany daty
Moglibyśmy przeskoczyć granice między stanami
Nie zawszę chcę grać miłą
Ale chcę wyczuć Twoją linię serca
Wpadnę po Ciebie o północy
Pobiegniemy, by podbić pierwsze promienie słońca
Mamy tylko jedno życie
I chcę wyczuć Twoją linię serca
Chcę poczuć Twoje serce
Moglibyśmy oszukać linię zmiany daty
Moglibyśmy przeskoczyć granice między stanami
Nie zawszę chcę grać miłą
Ale chcę wyczuć Twoją linię serca
Chcę wyczuć Twoją linię serca
Chcę wyczuć Twoją linię serca
Chcę poczuć Twoje serce



Piosenka nie do końca zgadza się z tym, co pomiędzy nimi się dzieje, ale zaznaczony fragment jest idealny. Poza tym kocham ją. A Wy co o niej sądzicie?