Szablon stworzony przez Arianę dla Wioski Szablonów | Technologia Blogger | X

niedziela, 6 września 2015

"Kucharz z wielkimi mieśniami."

  Hermiona obudziła się i zaskoczyło ją to, co ujrzała. Angelina i Lavender siedzą na podłodze z przygotowanym śniadaniem.
-Cześć. 
-O, nasz jeden śpioszek wstał- powiedziała Johnson. Hermiona spojrzała na Ginny, ta w najlepsze obracała się z jednego boku, na drugi.
-Jesz?- Zapytała Lavender.
-Tak, za chwilę. Tylko się ubiorę.
-Okej.
  Gryfonka wybrała jasno różowe spodenki, białą bokserkę, a na to również białą koronkową koszulkę i weszła do łazienki. Ubrała się, uczesała i wykonała inne poranne czynności. Gdy wyszła, usiadła obok przyjaciółek i razem zaczęły jeść. Dziewczyna miała nieodparte wrażenie, że jadła już, kiedyś takie naleśniki, ale na pewno nie robiła ich pani Weasley. Tylko...Fred. Zrobił jej śniadanie? Może wszystkim?
-Kto robił śniadanie?
-Fred. Dziwne prawda? Nie spodziewałam się, że potrafi robić, tak dobre naleśniki.- Powiedziała Angelina.
-Dlaczego on?
-Pani Molly musiała udać się do uzdrowiciela. Chciała koniecznie zdać relacje z wczorajszego dnia, a potem ma się udać na ulicę Pokątna. Wiesz, chcę zobaczyć, jak teraz wygląda i w ogóle, ale powiedziała, że musi zrobić zakupy.- Oznajmiła Lavender, a potem spojrzała na Angelinę z tajemniczym uśmiechem.- Więc my zaproponowałyśmy, że zajmiemy się Tobą i Ginny, a chłopcy mają posprzątać dom i robić, to, co im rozkażemy.- Hermionie podobał się ten pomysł i wszystkie zaczęły się śmiać, tym obudziły Ginny, która dziś czuła się znacznie lepiej, ale powinna być jeszcze w łóżku, dlatego dziewczyny poddały jej, to, co chciała. Hermiona zaproponowała, że odniesie na dół brudne naczynia. Jej przyjaciółki nie chciały na to pozwolić, mówiąc, że zaraz kogoś zawołają, kto się tym zajmie, ale ona była zdeterminowana. Chciała spotkać się z Fredem. Miała nadzieję, że będzie w kuchni, bo przecież to on robił śniadanie, więc może nadal tam jest.
-Ja pójdę i powiem im nasze życzenia- uśmiechnęła się do pozostałych dziewczyn.
-To ja poproszę nektar ananasowy!- Oznajmiła Ginny, jako, że ona była w najgorszym stanie, jej żądanie musiało zostać spełnione.
-To ja cytrynowy!- Teraz Lavender poniosła władza, jaką miały nad chłopakami.
-Ja bym chciała wiśniowy.- Powiedziała Angela.
-Dobra, dobra. Już idę.- Hermiona była bardzo zadowolona, że możesz porozmawiać z Fredem, ale dopiero, kiedy wyszła z pokoju zdała sobie sprawę z tego, że będzie musiała spojrzeć mu w oczy i przeprosić za swoje zachowanie. Denerwowała się, ale wiedziała, że kiedyś musi to zrobić i najlepiej, jeśli to zrobi, jak najszybciej. W końcu zebrała się na odwagę i otworzyła drzwi kuchni. Był tam Fred. Stał do niej tyłem, ale ona umiała rozpoznać go od George, nawet, gdy nie patrzył na nią tymi oczami.
  Gotował coś, coś, co pięknie pachniało. Na dodatek był w fartuszku. Dziewczynę bardzo zdziwił i rozśmieszył jego strój. Poczuła się pewniejsza, wiedząc, że Fred będzie chciał, żeby ona zapomniała ten widok i on też będzie chciał to zrobić. To samo tyczyło się wczorajszych słów wypowiedzianych przez Hermionę.
-No nareszcie jesteś, Ron! Bierz się za obieranie marchewki! Potem ugotuj ziemniaki! Tylko się pośpiesz!- Fred nawet nie spojrzał, kto wszedł do kuchni, a Gryfonkę ta cała sytuacja, tak bawiła, że ledwo powstrzymała śmiech. Położyła cichutko tacę na stole i podeszła do niego. Musiała stanąć na palcach, żeby dosięgnąć do jego ucha. Wyszeptała mu.- Tak jest, panie kapitanie. Już się biorę za swoją pracę.- Powiedziała to tak uwodzicielsko, że Freda przeszedł dreszcz po całym ciele. Natychmiast odwrócił się i ujrzał rozbawioną Gryfonkę, która już teraz nie powstrzymywała się od śmiechu. Od razu ściągnął fartuch i rzucił go w kąt. Zaczerwienił się, jak burak, ale Hermiona przyszła go udobruchać, więc powiedziała mu.- Nie bój się. To zostanie między nami. To będzie nasza mała, słodka, kuchenna tajemnica.- Uśmiechnęła się do niego, tak promiennie i szczerze, że powoli przechodził mu wstyd. Wymamrotał.- Dzięki.- Dziewczyna usiadła na stole i sięgnęła po jabłko, które na nim leżało.
-Nie wiedziałam, że jesteś aż tak dobrym kucharzem. Co prawda Twoje naleśniki, są najlepszymi, jakie w życiu jadłam i od razu dzisiaj wiedziałam, że to Ty je zrobiłeś, ale ugotować obiad. No,no. Czym mnie jeszcze zaskoczysz, kucharzu z wielkimi mięśniami?- Fred znów trochę się zarumienił, co zauważyła Gryfonka.- Przepraszam. Nie chciałam Cię zawstydzić.- Dziewczyna była naprawdę przejęta. Nie sądziła, że chłopak tak słabo przyjmuję komplementy. On sam myślał, że Hermiona zacznie się z niego wyśmiewać i tak przyjął ten komentarz, na temat jego gotowania. Poprzednie dziewczyny, które się z nim spotykały właśnie tak, by zareagowały. Gromkim śmiechem i zerwaniem wszelkich kontaktów.
-Ja po prostu...-Fred sam nie wiedział, co ma powiedzieć, więc to Hermiona wzięła sprawy w swoje ręce. 
-To nie był jakiś żart. Zaskoczyłeś mnie i podoba mi się to, że tak wiele potrafisz, jeśli chodzi o prace domowe. Nie chciałam się z Ciebie wyśmiewać. Naprawdę. Tak samo, jak nie chciałam...wczoraj powiedzieć tych słów.- Na początku była pewna siebie, ale z każdym słowem ta pewność topniała.- Przepraszam Fred. Zachowałam się, jak idiotka. Nie wiem, jak mogła na to pozwolić.- Chciał jej przerwać, ale ona na to nie pozwoliła. Pragnęła mieć z nim jasną sytuację. Żadnych niedopowiedzeń.- Wiesz, że zawsze radziłam sobie sama. Zawsze stawiałam sobie celę i sama do nich dochodziłam. Wczoraj, jakbym zapomniała o moim jednym postanowieniu. Znów chciałam zawładnąć sytuacją i powiedziałam to, choć, tak wcale nie myślę.- Oznajmiła to wszystko na jednym tchu.- Wybaczysz mi?
-Patrzył na nią i widział, że naprawdę żałuję swoich słów i nie myśli tak. Ucieszyło go to, ale widząc jej minę, skulonego psa, postanowił potrzymać ją w niepewności.
-No nie wiem. Wczorajsze słowa naprawdę mnie zabolały...-Sam siebie podziwiał za grę aktorską.
-Może jest coś, co mogę dla Ciebie zrobić?- Podszedł do niej bliżej.
-W sumie to tak. Powiedz mi, o jakim postanowieniu mówiłaś?- Nie chciała mu, o tym mówić, bo mógłby za bardzo to wykorzystać, ale skoro to miało przywrócić ich poprzednią relację...Cóż, trzeba się poświęcić.
-Obiecujesz, że jeśli powiem Ci to, to wybaczysz mi?
-No nie wiem, ale na pewno to przybliży Cię do tego.
-No dobrze, więc...przed naszym spotkaniem w Szwajcarii, jeszcze w pokoju postanowiłam, że...to Ty przejmiesz kontrolę, będziesz żądził.- To wzywanie trochę zbiło z tropu Freda. Sam nie wiedział, co ma o tym myśleć, co powiedzieć. Dlaczego to on ma prowadzić?
-Naprawdę?- Dziewczyna spojrzała na niego, dotychczas unikała jego wzroku.
-Tak.
-Dlaczego?
-Sam widziałeś, jak zareagowałam, kiedy mnie podniosłeś. Cały czas jestem taka niezależna, ale chcę się nauczyć, żeby to ktoś mnie prowadził. Podobało mi się to na naszej randce. Dałam się ponieść chwili, emocjom, Tobie.- Hermiona była szczęśliwa, kiedy to opowiadała, a Fred? Jak mógł się na nią gniewać po takim wyznaniu? Był z siebie dumny, że Gryfonce spodobał się nowy tryb jej życia. Ktoś ma nad nią kontrolę, a ona temu się poddaję. Ten, ktoś to właśnie Fred! Cudownie!
-Wybaczysz mi?
-Już prawie to zrobiłem. Tylko jeszcze mała, jedna, drobna rzecz.- Podszedł do dziewczyny naprawdę blisko i nastawił polik.- Całuj!
-Fred chyba trochę się zagalopowałeś.- Powiedziała ze spokojem.
-Masz rację, przepraszam.- Znów zarumienił się,a Hermiona zaczęła się śmiać.
-Przestańmy już przepraszać się wzajemnie. Co Ty na to?
-Myślę, że to dobry pomysł.
-Czy to niezabawne, jak nawzajem się zmieniamy?
-Co masz na myśli?- Hermiona nie zdążyła odpowiedzieć na to pytanie, bo do kuchni wszedł Ron.
-Ron musisz pokroić marchewkę i obrać ziemniaki. Zgadłam?- Powiedziała roześmiana Gryfonka, a Fred również uśmiechnięty odpowiedział.- Strzał w dziesiątkę.- Ron patrzył na nich zdezorientowanym wzrokiem, a oni śmiali się.
-Hermiono skąd to wiesz? Co Ty tu robisz?
-Właśnie przyszłam powiedzieć Fredowi, że z dziewczynami chcemy nektar ananasowy, cytrynowy, wiśniowy i mandarynkowy. Na już! I jeszcze oznajmić, że musi, jak najszybciej do mnie przyjść i zmienić mi opatrunki.- Zostawiła ich. Rona, który za bardzo nic nie rozumiał i Freda, który zastanawiał się skąd wziąć te owoce, ale wolał te drugie zajęcie. 
  Fred opatrzył rany Hermionę. Wreszcie mógł je zobaczyć, ale nie wyglądały zbyt poważnie. Niestety nie mógł z nią porozmawiać, ponieważ w pokoju cały czas była reszta dziewczyn. 
  Wkrótce Ron przyniósł im nektary i obiad. One nie znały granic i co rusz wymyślały, to nowe zadanie dla chłopców. To był dla nich ciężki dzień. Masowanie pięt, pleców, pomalowanie paznokci. Miały ochotę na granata, awokado, kiwi. Chciały gofry z bitą śmietaną, a za chwilę tort bezowy. Jednak Gryfoni świetnie się spisali, spełniając wszystkie oczekiwania dziewczyn, wiedząc, że kiedyś sobie to odbębnią.
  Gryfonki spały znów razem. Nie mogły usnąć. Brzuchy bolały ich od śmiania. Ginny czuła się już znacznie lepiej. Za to chłopcy szybko usnęli ze zmęczenia.
  Nazajutrz, niestety Gryfoni już nie obsługiwali dziewczyn, więc te musiały wstać i zejść na dół na śniadanie, wyjątek stanowiła oczywiście Ginny, która z dnia na dzień czuła się coraz lepiej, ale jednak lepiej, by było, gdyby jeszcze została w łóżku. Wszystkie obudziły się prawie równo. Hermiona ubrała niebieską sukienkę na ramiączka i poszła do kuchni razem z Lavender i Angeliną. Pani Molly już szykowała dla nich kanapki. Na stole leżały dwa listy. Jeden adresowany do Johnson, a drugi do Brown. Pierwsza list przeczytała starsza Gryfonka.- To moja mama. Piszę, że słyszała, co stało się na ulicy Pokątnej i chciałaby mnie zobaczyć. Zaprasza również George na weekend. Pani Weasley zgodzi się pani, aby pani syn poznał moich rodziców?
-Oczywiście kochaniutka.
-To zabawne. Moja mama piszę podobnie. Również zaprasza Rona do nas.
-Fantastycznie. Nareszcie poznają wasze rodziny. Będę musiała z nimi poważnie porozmawiać, jak powinni się zachowywać.
-Właśnie. Oni mają zamiar zejść na śniadanie?- Zapytała blondynka.
-Nie ma ich. Dostali list od Lee, że zaprasza ich na cały dzień.
-Och, szkoda. Nie dowiedzą się, co czeka ich jutro.
-Bardzo dobrze Angelino. Przynajmniej ja ich spakuję.- Kiedy już zjadły pani Molly poprosiła, aby zaniosły również śniadanie Ginny.
-Hermiono, nie idziesz?- Zapytała Johnson.
-Idę, idę, tylko pomogę jeszcze posprzątać pani Weasley.- Gryfonka miała już pewien plan.
-Proszę pani, pomyślałam sobie tak, że skoro jutro Ron i George wyjadą, to może mogłabym spełnić trochę marzeń Freda.- Granger zaczęła rozmowę z panią domu i pomagała jej przy myciu naczyń.
-Co masz na myśli?
-Słyszałam, jak Fred kiedyś się zwierzał, że nigdy nie zwiedzał Londynu, a bardzo go to ciekawi. Chciałby obejrzeć z bliska Big Bena i inne zabytki miasta.
-Mój Fred?!- Pani Molly była bardzo zaskoczona.
-Tak. Najwyraźniej nie zna pani, aż tak dobrze swojego syna, choć przyznam szczerze, że mnie to też zdziwiło, ale chciałabym być miła. Wie pani, że znam Londyn, jak mało kto.
-To prawda, ale nie wiem, czy powinnaś. Ostatnie wydarzenia...
-Niech pani się nie martwi. Poradzę sobie, a jeśli będzie trzeba to będę korzystać z jakiegoś środka transportu, a poza tym będę pod okiem pani syna.
-To właśnie mnie najbardziej martwi, kochaniutka, ale no dobrze. Zgadzam się.- Hermiona bardzo cieszyła się z tej zgody. Jej plan zaczynał nabierać kolorów.
  Przez cały dzień dziewczyny zastanawiały się, co powinny wziąć ze sobą na kilka dni do domu. Zostawiły tam trochę ubrań, ale to było za mało. W dodatku wybrały rzeczy dla swoich chłopaków i znów spędziły miło dzień.
   Gryfoni też świetnie bawili się u Lee. Miał on odpowiednie napoje, które dodatkowo wprowadziły towarzystwo w dobry humor. Grali w quidditch'a, bilard i spędzali po męsku czas, nie wiedząc, co ich jutro czeka.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz